minddancer - fantastyka



0 drzewo czasu
01 gorsze pochwycenie
011 berło materii
012 metal Erdösa
013 po co mi jakaś Trumna?
014 osobliwość kwantowa
015 zwornik depossybilitatywny
016 walkery, flyery, bezdomni
017 bitwy o wyspę v
018 gorsze pochwycenie
02 środkowa gałąź
021 drzewo węży
022 nauczyciele i uczniowie
023 spalenie Edenne
024 przepowiednia chłopca
025 czarne smoki
026 Zamenzi
027 tysiącletni sen
028 nadzieja Disligara
03 ptaki nieba
031 orzeł fantazji
032 odległość ontologiczna
033 spotkania
034 feniks stworzenia
035 inne fizyki
036 uniwersytet szklanego morza
037 sokół miłosierdzia
038 tajemnica
04 posłowie
05 glosariusz nazw

 
0 drzewo czasu

 
01 gorsze pochwycenie

... jeśli kto może policzyć ziarnka pyłu ziemi, policzone też będzie twoje potomstwo ...
... policz gwiazdy, jeśli zdołasz to uczynić; potem dodał: Tak liczne będzie twoje potomstwo ...
... sprowadzę brąz zamiast drzewa, a żelazo - na miejsce kamieni ...
011 berło materii

      Disligar był głodny. Już trzeci dzień szukał jedzenia w śmietnikach Kalkuty. Zawsze był dziwny. Urodził się w rodzinie pariasów, więc nikt się nim dłużej nie interesował. Był samotny całe życie. Chyba był lekko obłąkany. Gdy rodzice zmarli, ich mały stary domek został sprzedany. Za długi, w jakie jego rodzina została wpędzona przez uprawę nowych nasion. Jego ojciec się zabił, a matka zmarła z głodu. Disligar został sam. Znowu.
      Miał 30 lat, obłąkańcze myśli i ciało. Miał jeszcze duszę, ale o niej nie wiedział. Przybył do tego miasta z prowincji, na której przedtem mieszkał. Mówiono mu, że ludzi jest na świecie za dużo, a tacy jak on nie powinni się rozmnażać. Na ulicy zaproponowano mu sterylizację w zamian za posiłek, ale nie chciał. Przez rok zbierał złom ze śmietniska, ale w końcu go przepędzono. Tak później opowiadał o sobie dzieciom. Czy była to prawda? Nieistotne. Jego życie mogło być jakiekolwiek. To, co istotne, zdarzyło się potem.
 
      Disligar Gupta obudził się. Spojrzał na swoje kartonowe pudełko z jedzeniem zebranym wczoraj na śmietnikach Kalkuty i na rojące się na nim karaluchy. "Jakie wy jesteście śliczne, macie takie piękne pancerze i czułki." Westchnął.
      "Skoro Mnie chwalisz, to dam Ci coś za to." Usłyszał spokojny głos. Podniósł oczy zobaczył stojącego przed sobą mężczyznę o białych włosach, ubranego w szafranowe dhoti. Mężczyzna położył przed nim kij. "W tym przedmiocie jest moc tworzenia materii, którą pomyślisz." Powiedział nieznajomy. "Czy wierzysz moim słowom?" Patrzyli sobie w oczy. "Wierzę, bo jestem głodny." Odparł Disligar. "Wolę tworzyć sobie chleb niż go tu dalej szukać." I podniósł kij.
      Nieznajomy powiedział. "Możesz stworzyć nim chleb, ale nie stworzysz nim karalucha, tak jak Ja. Zbuduj niezdobytą twierdzę. Gdy to uczynisz, przyjdę ponownie." Nieznajomy odszedł powoli w tłum kłębiący się na ulicy. Disligar zjadł to co miał w pudełku i poszedł za miasto, aby sprawdzić słowa nieznajomego.
      Wyciągnął przed siebie kij i pomyślał o chlebie. Koniec kija pociemniał, wokół niego widok się zamglił, i rozszerzając się, pojawiła się kula czarnej mgły wielkości dłoni, o gładkich krawędziach, półprzeźroczysta jak bańka mydlana, kłębiąca się i rozrzedzająca się ku środkowi. Potem zaczęła się rozszerzać i jej nieistniejącego środka rozprzestrzenił się bochenek chleba. Jak w wypełnionej czarnym dymem bańce mydlanej chleb unosił się w powietrzu na końcu kija. Potem dym zaczął opadać na wewnętrzną powierzchnię bańki a ta zaczęła się robić dziurawa, jakby spalała się w wielu miejscach. Gdy znikł ostatni jej fragment, chleb spadł na ziemię.
      Disligar zjadł go i poszedł szukać w górach jaskini, żeby się w niej schować.
 
      Przez miesiąc próbował tworzyć różne rzeczy, żywność, przedmioty, rośliny, zwierzęta. Żywność była dobra, smakowała tak jak ją znał, ale to co miało być świeże, było jakby wyjęte z zamrażarki. Za to żywność w słoikach i puszkach była taka sama. Nie był w stanie stworzyć nic większego niż to co wyraźnie widział. Przedmioty udawały się w zależności od tego, czy wiedział, jak są zbudowane. Był w stanie stworzyć łopatę, ale nie działające radio. Próbując stworzyć radio, zrobił coś co z zewnątrz wyglądało jak radio a środku miało bezsensowny kłąb metalu i plastiku. Podobnie, żywe rośliny i zwierzęta, o których pomyślał, stworzone były jakby wielokrotnie zamrożone i rozmrożone zwłoki.
      W trakcie tych prób, kij malał, robił się coraz gładszy, twardszy i ciemniejszy, aż w końcu wyglądał jak metalowy pręt długości dłoni. Gdy trzymał go w ręce, kula pojawiała się tuż obok. W owym czasie Disligar już zrozumiał, co znaczyło, że nie może stworzyć żywego karalucha.
      Przyśnił mu się nieznajomy, który miesiąc temu dał mu kij, i powiedział, że ten przedmiot nazywa się "berło materii".
 
      Schludnie ubrany, żeby nie wzbudzać podejrzeń, wszedł do publicznej biblioteki w Kalkucie i zaczął czytać o budowie radia. Zastanawiał się, czym właściwie jest fala magnetyczna i dlaczego rozchodzi się w próżni, skoro nie ma tam atomów, które mogłyby zmieniać konfigurację swoich elektronów, i skąd się biorą te fotony, które tak lecą. Stwierdził, że ludzie chyba może jeszcze nie wiedzą, ale wiedzą więcej niż on, o czymkolwiek.
      Zbierał odpadki urządzeń ze śmietników, rozkładał je, oglądał jakie są w środku, starając się je stworzyć samemu, a potem wszystko wyrzucał. Okazało się, że był w stanie stworzyć wszystko to, co sam rozłożył, poznał, i zrozumiał dokładnie jak działa. Odkrył, że może trzymać książki w małym komputerze i czytać je żyjąc z dala od miast.
      Przez następne siedemdziesiąt lat poznawał różne nauki. Nie tworzył złota ani pieniędzy. Niczego nie kupował. Tworzył jedzenie, schronienie, ubranie, budował sobie szałasy. Chował się w odludnych miejscach. Były to pustynie, góry, bagna, lasy. Często przemieszczał się. Oglądał miasta na całym świecie. Nie wchodził w miejsca, gdzie wzbudzałby podejrzenie. Unikał miejsc z kamerami tak bardzo jak to tylko było możliwe. Najczęściej ubierał się jak żebrak, aby nie zwracać na siebie uwagi. Miał doświadczenie w takim ubieraniu się. Unikał nawet myśli o podejmowaniu ryzyka znalezieniu się w sytuacji która mogłaby prowadzić do znalezieniu się w niebezpiecznym miejscu.
 
      Gdy zetknął się z informacjami o wojnach 20 wieku, pomyślał "Obym nigdy nie stał się taki jak Hitler. Mordowanie własnego gatunku to ma być postęp ewolucyjny? Do czego oni zmusili te biedne komputery? Skąd pochodziły demony, których słuchali ci ludzie? A może ja słucham takiego demona?" Owszem, wiedział, że wszystkie demony i tak zawierają się wśród bytów pochodzących od Kryszny, ale to go nie pocieszało. Tliła się w nim wątpliwość, czy demony w ogóle są prawdziwe.
      Nie zajmował się ludźmi, ani ich historią. Nie interesowała go. Mając berło, szukał tylko informacji jak je użyć. Ludzi traktował jak wolne zwierzę, ostrożnie, nieufnie. Maskował się, zacierał ślady. Początkowo miał z tym pewien problem.
      Berło niczego nie niszczyło. Zakopywał swoje dziwaczne artefakty, nieudane próby tworzenia urządzeń. Bał się tworzyć niebezpieczne substancje. Obawiał się, że ktoś je odkryje i podąży ich śladem. Z czasem tych nieudanych rzeczy było coraz mniej. Potem nauczył się stwarzać berłem nicość i już niczego nie musiał zakopywać. Stwarzał nicość która pochłaniała akurat tyle materii ile chciał. Robił to malejącymi porcjami, żeby ostatnie niedokładności, skutkujące ubytkami materii otaczającej, nie były zauważalne.
 
      Gdy miał 99 lat, znał wiele dziedzin przyrodniczych i technicznych. Niektórych z nich nie potrzebował stosować. Poprzez berło miał dostęp do każdej substancji natury materialnej, jaką pomyślał. Ale dzięki tym naukom wiedział nieco lepiej, czego nie może stworzyć. Dostrzegł, że ludzie potrafią mówić jasno tylko o rzeczach, które sami poznali.
 
      Historia ludzi jawiła mu się prosto. Technologie ludzi nie zależały tylko od używanych materiałów, ale także od źródeł energii.
      Najpierw używali metali miękkich, miedzi, cyny, mosiądzu, brązu, później twardych, żelaza i stali. Wymyślili maszyny proste, dźwignię, klin, koło, wielokrążek. Pozwoliło to na budowę machin pokojowych - młynu, kieratu, pługu, krosna, wozu, dróg z kamieni, oraz machin wojennych - murów obronnych, twierdz, balisty, trebusza, skorpiona, katapulty, taranu, wieży oblężniczej, miecza, tarczy, zbroi. Wszystkie te maszyny i narzędzia były jednak zasilane pracą mięśni, ludzi lub zwierząt, oraz nieprzetworzonymi, występującymi w naturalnym stanie żywiołami, wiatrem, wodą, ogniem. Ludzie przetwarzali substancje a źródeł energii nie. Zaczątkiem przetwarzania źródeł była tama.
      Następnym krokiem techniki było kształtowanie źródeł energii. Pierwszą koncepcją źródła energii nie występującego w naturze był silnik, źródło energii mechanicznej, odpowiednik mięśnia. Zamknięcie żywiołu, tłok siłownika, tama w miniaturze. Pierwszy silnik użyty przez ludzi był chemiczny. Nadawał się tylko do zabijania, był to proch i pocisk w lufie, oraz rakiety które były tylko na postrach. Potem pierwsze środki masowej komunikacji, druk, użyto do rozpętania nowych wojen. Prawie dwa wieku upłynęły, zanim dominującą rolą książek przestały być sprawy pozaziemskie, religie, a ludzie skupili się na tym świecie, rozwijąjąc nauki. Wtedy zaczęto używać silnika chemicznego do pokojowych celów. Maszyna parowa, silnik spalinowy, rakietowy, turboodrzutowy pozwoliły na masowy transport i produkcję. Potrzeba komunikacji spowodowała rozwój elektroniki i elektryczności, i dała drugi rodzaj silnika, który nie był bezpośrednio związany z chemicznym paliwem. I znów wynalazki zostały wypróbowane na wojnach. Tym razem na wojnach, które przestraszyły ludzi jak żadne inne wcześniej, bo pierwszy raz walczyły maszyny. Bóg anioł rycerz robot czołg. Pokrewne fenomeny. Inspirowane przez anioły, przypomniały o przedpotopowej trwodze. O sile spoza natury. Ludzka myśl uciekła od tego koszmaru ku jeszcze potężniejszym broniom i jeszcze większym dystansom wobec pola walki. Powstały bronie subtelne, angeliczne, magiczne, działające bezpośrednio na umysł wroga. Ale to jeszcze nie było ostatnie słowo ludzkich fizyków.
      O ile pierwszą wojnę światową wygrały czołgi, o tyle drugą komputery. Wróg miał komputery od aliantów, nie był twórczy w ich dziedzinie, był skupiony na fizyce, chemii, eugenice. I w gruncie rzeczy nie przegrał, jedynie zmienił flagę. Komputery, to był, można powiedzieć, trzeci etap technologii ludzkiej. Najpierw przez wieki zajmowali się jakby kończynami, tym co się rusza, potem tułowiem, tym co zasila, i nazwali to rewolucją przemysłową, a na koniec głową, tym co steruje. Badanie przedłużeń mocy ludzkiego ciała zostało ukończone, świat dojrzał do żniwa. Etap maszyn prostych, etap silników, etap sterowników. I na koniec szaleni władcy którzy uznali że skoro już mają maszyny naśladujące w pełni człowieka, to już ludzie im nie są potrzebni. Dlatego pierwszy świat zostanie im odebrany. Taki żałosny banał, rozumował Disligar. Ci którzy obdarzeni mocą, nie chcą się nią podzielić z innymi podobnymi sobie. Ci którzy mają władzę ale nie chcą służyć. On nie chciał taki być. Rozumiał że ten strach władców pierwszego świata bierze się po części z posiadania tylko jednej planety. Ale czy gdyby mieli więcej światów, staliby się lepsi dla poddanych? Może tak. A może nie. Może potraktowaliby światy podobnie jak walczące miasta starożytności? Może problem człowieka to nie brak przestrzeni ale brak czasu?
 
      Gdy miał 100 lat, zauważył, że się nie starzeje, wciąż wygląda młodo. Bał się i wołał "Kryszno, co się ze mną stało". Był wierny Bogu swojego dzieciństwa. Nieznajomy odpowiedział mu w śnie "Jeszcze nie zbudowałeś niezdobytej twierdzy, więc przedłużyłem twoje życie."
      Disligar popłynął na bezludną wyspę na Pacyfiku. Była wciąż zbyt radioaktywna by ktoś mógł na niej mieszkać, ale jemu to nie przeszkadzało, bo umiał zrobić krem blokujący promieniowanie. Wydrążył jaskinię, wewnątrz której postawił osłony przed promieniowaniem. Zamknął jej wejście setkami metrów nowej skały. Był zadowolony z tego miejsca. Nikt nie będzie szukał ludzi w takim miejscu, a radiacja zamaskuje ślady jego działalności przed wykryciem z orbity.
     
      Odkrył, że wyspa na morzu to jest jest właściwie tyle co wielka góra, tylko że ma brzegi pod wodą. Ale objętość materii wewnątrz niej jest analogiczna jak do góry na powierzchni. A jak jest góra to może być górnik. Więc miał maszyny górnicze do budowy komór, w miarę potrzeb, jako miejsce do przeprowadzania eksperymentów. Tego miejsca było dużo, więc mógł te najbardziej udane pozostawić tam gdzie stały. Powstało mu więc swoiste muzeum odkryć jakich dokonywał.
     
012 metal Erdösa

      Disligar przez sto lat żył pod ziemią, tworząc sobie w miarę potrzeb powietrze i pokarm. Tlen i wodór do ogniw trzymał w butlach. Prosty system elektryczny regulował skład powietrza. Przyśniła mu się mieszanina pierwiastków, która w dziedzinie inżynierii materiałowej była jak najkrótszy dowód matematyczny. Forma odlewnicza schładzała mieszaninę która po zamarznięciu już nie topniała. Powstawał kryształ lekki i mocny. Nazwał go metalem Erdösa. Miał kolor niebieskozielony i szaroliliowy jednocześnie. Disligar nazwał ten kolor 'królewski'. Początkowo umocnił tym metalem ściany jaskini, ale później zamienił go na coś bardziej elastycznego, dostosowującego się do naprężeń skał.
      Przyśniła mu się też substancja która jak lustro odbijała antymaterię. Gdy materia stykała się z jej powierzchnią, anihilowała, wydzielając swój energetyczny równoważnik. Z metalu Erdösa i lustra materii budował reaktory anihilacyjne, do których paliwem była dowolna materia. Miały kształt trzycentymetrowej kuli wyłożonej od wewnątrz fotoogniwami i termoinduktorami. Na pręcie był milimetrowy krążek z lustrem materii na który natryskiwane były miniaturowe kropelki wody. Termoinduktor był wynalezioną przez niego złożoną krystaliczną strukturą o regularnym wzorze, w której drgania cieplne wzbudzały prąd w półprzewodnikowych złączach i piezoelektrycznych kryształach, które działały jak pompa elektronów. Gdy już umiał je zbudować, mógł je powielać berłem. Tak było z każdym jego projektem. Musiał go w pełni rozumieć aby być w stanie stworzyć go berłem.
      Gdy pytał we śnie nieznajomego, jak uzbroić swoją podziemną twierdzę, dostał odpowiedz: "Nie pomogę Ci projektować broni, ale pomogę Ci się ukryć". I pokazał mu we śnie jak berłem tworzyć pole fizyczne z czasów kiedy na ziemi jeszcze nie było tęczy. Powiedział mu: "Dla ludzi stworzyłem wiele słońc i chciałem aby mieszkali pod nimi, ale oni wzgardzili moim darem i wybrali życie swego ciała. Gdy zepsuli swe ciała tak że już nie było odwrotu, wytępiłem ich prawie wszystkich. Potem zamknąłem przed nimi drogę do innych słońc, aby nie ponieśli do nich swojego zepsucia. Tęcza to zamknięta brama." Disligar nazwał to 'no rainbow field'. Miało kształt kulisty i wiązało się z materią wokół której zostało stworzone. Nie utrzymywało się wokół żywych organizmów.
      Wydrążył wyjście do oceanu, kilkaset metrów pod powierzchnią. Spod wody wysłał automatyczne sondy ponad wyspę. Były otoczone polem nrf, które nie przepuszczało na zewnątrz żadnych fal elektromagnetycznych. Sondy musiały wracać aby zrzucić dane.
 
      Rozmyślał, czym różni się życie od materii. "Widzę, że nie mogę go w pełni zrozumieć. Życie jest zmienne. na czym więc polega ta zmienność? Najpierw zostaje utworzone w ciele przodków, potem wchłania rzeczy z otoczenia i przetwarza na swoje ciało, gdy zranione goi się i walczy i unika śmierci poprzez potomstwo. I wszystko opiera się na jakimś swoistym rodzaju pisma. Czyli życie to pismo które tworzy się, przetwarza fragmenty otoczenia i zachowuje na różne sposoby swoją treść. Wzrost odżywianie rozmnażanie. Tworzenie przetwarzanie zachowywanie. Oto czym różni się życie od materii. Jest zmieniająca się materią wiec nie mogę go w pełni pojąć."
      "Mam zbudować twierdzę niemożliwą do zdobycia, wiec muszę mieć broń do jej obrony, która będzie mocniejsza niż wszystkie inne możliwe i muszę wymyśleć ją sam. Życie jest silniejsze od materii wiec moja broń musi być żywa. Ale życie nie tylko walczy. Ono także służy za pokarm i jest piękne i jest trwałe, rzeczywiste, prawdziwe. Ludzie są najmocniejsi spośród żywych istot. Tworzą nie tylko swoje ciało i swoje potomstwo ale także narzędzia. Wiec moja broń wykonana z materii powinna być podobna do człowieka. Ma służyć tylko obronie. Wszystkie swoje zasoby musi kierować ku obronie. Nie mogę użyć sztucznego życia do zniszczenia swoich przeciwników, bo przestało ono by być życiem. Życie nie niszczy wszystkiego dookoła aby przetrwać. Jest dobre dla innych. Jego zdolność obrony przejawia się jego pięknem. Istnieje naprawdę i jest mocniejsze od każdej materii. Chcę stworzyć z materii coś co będzie naśladowało życie i będzie dla mnie obroną."
      "Musi ono łączyć w sobie role samca i samicy. One są różne u każdego gatunku także u ludzi. Wzrost, odżywianie, rozmnażanie na sposób samicy i samca. Jest to sześć talentów które muszą być jak jedność. Wzrost samca człowieka to budowanie schronień, wzrost samicy człowieka to budowanie rodzin. Odżywianie męskie to eksploracja, kobiece to wychowanie, nadawanie kształtu swoich myśli swoim dzieciom. Tworzenie męskie to narzędzia, kobiece to piękno które daje radość życia."
 
      Sondy niewiele mogły. Nie miał dostępu do najnowszych badań, obawiał się wykrycia, ogólnie tylko obserwował ziemię, słuchał dostępnych danych, śledził wszelkie archiwa, biblioteki, dyskografie. Do chronionych systemów komputerowych bał się zaglądać.
      "Muszę od nowa poznać wiedzę ludzi." Stwierdził. Zaczął tak jak dwieście lat temu. Od czasopism. Czytał o jakimś nowym wynalazku i mówił sobie. "Muszę to mieć." Dron spowity w pole maskujące przybywał do laboratorium i kradł co było mu potrzebne.
      Druga generacja dronów Disligara opierała się na wykradzionych pomysłach. Były robione z substancji organicznych. Skład miały taki jak owady. Energia chemiczna. Samozniszczenie po wyznaczonym czasie. Nie miały wracać. Migrowały jak inne owady. Były zjadane przez ptaki ssaki gady płazy ryby. Paliwo służyło do samozniszczenia. Były lepszym wariantem niż drony metalowe z polem nrf. Te drugie musiały wracać i było ich niewiele. Drony owadopodobne mogły wejść, wysłać dronom metalowym co trzeba i zostać. Łapać owady na paliwo. Naśladowały muchy, pająki, szarańczę, ważki, karaluchy, mrówki, pszczoły, szerszenie, żuki. Były w stanie złożyć nowy egzemplarz. Wysyłały sygnały niedostrzegalne dla zmysłów ludzi. Dużo nad nimi eksperymentował, szukając tych właściwych.
 
      W końcu znużyło go tworzenie programów szpiegowskich i interpretowanie danych wywiadowczych. Chciał aby drony budowały się automatycznie, aby same szukały istotne dane. Początkowo używał do tego komputerów zaprojektowanych przez ludzi, ale liniowy wzrost wydajności osiągany przez rozbudowę był za wolny na potrzeby pojawiających się problemów. Komputery kwantowe też niczego nie rozwiązywały, nie nadawały się do przetwarzania dużych zbiorów danych. Ich niepewność działania była czymś na co nie mógł sobie pozwolić, pracując samotnie. Potrzebował czegoś fundamentalnie szybszego. I jednocześnie w pełni kontrolowanego.
 
 
013 po co mi jakaś Trumna? ⚰

      Wziął istniejący komputer optyczny i zanurzył go w polu nrf. W polu tym fotony na odległości mniejszej niż długość fali poruszają się bez ograniczenia prędkości. Światło ma długość fali 700-300 nm, więc podzespoły komputera były mniejsze i w ich obrębie efekt nrf występował. To był pierwszy komputer Disligara, i za jego pomocą zaprojektował następne. Zachował go na pamiątkę. Kolejne już niszczył. Komputer ten rozwiązywał problemy wykładnicze w czasie liniowym bez żadnych modyfikacji istniejących algorytmów. Disligar nazwał go 'nrf(2^n)=n'.
      Jego finalnym dziełem był sztucznie żywy komputer interpolujący działanie umysłu człowieka. Było to możliwe dzięki odkryciu fundamentalnego porządku ludzkich pojęć. Okazało się, że pojęcia ludzkie, wspólne wszystkim ludziom i te same niezależnie od języka, znajdujące się ponad i poza słowami, właściwie uszeregowane i opisane liczbami, mają nieoczekiwane własności numeryczne. Okazało się, że ludzką intiucję można do pewnego stopnia symulować wynikłą stąd arytmetyką pojęć. Maszyna nie była autonomiczna, ale zwalniała z wielu czynności, jakie normalnie wykonują podwładni, których Disligar nie miał i nie mógł nigdy mieć. Ponieważ znaczenie słów, czyli te pojęcia, były fundamentem działania jego maszyny, nazwał ją 'semantyczny symulator osoby ludzkiej', w skrócie 'ssol'.
     
      SSOL wykorzystało podziemny kompleks naukowy wykuty przez Disligara. Stawiało tam pierwsze kroki w nawigacji swoimi sondami, porządkowało jego zbiory. Na koniec zalało komory lawą i tak już zostało. Wirtualny model pozostał. Disligar lubiał nie tracić wspomnień. Jak na kogoś żyjącego tak długo, było to całkiem zrozumiałe.
 
      Trumna była statkiem kosmicznym, narzędziem eksperymentów dla SSOL, które sobie samo rozwijało. Nie nazywała się tak na samym początku. Maskowanie było jej pierwszym programem badawczym. Początkowo była określana jako 'ssol_probe_version_'. SSOL szybko zajęło się monitorowaniem czegoś więcej niż powierzchni ziemi. Chowało bazy badawcze za planetami i najbliższymi gwiazdami, a gdy przelatywała jakaś sonda ludzi, zakłócało jej nadajniki. Eksperymentowało z sondami kosmicznymi, czerpiąc z doświadczenia ludzi i budując coraz to sprawniejsze i jedocześnie coraz mniej użyteczne dla człowieka pojazdy. Przeciążenia niemożliwe do skompensowania. Na przykład gdy SSOL odkryło napęd teleportacyjny, okazało się, że nie nadaje się do transportu żywych organizmów. Do celu docierały tylko martwe, rozczochrane atomy. W żywym organiźnie atomy są uczesane wiatrem życia, który przez nie wieje. Teleport maszynowy chwytał atomy, ale nie wiatr życia, był do tego za subtelny. Piękna, bezbolesna, nagła śmierć czekała podróżnika w statku z napędem teleportacyjnym. Gdy SSOL przedstawiło Disligarowi te wyniki swoich badań, ten orzekł: "Po co mi jakaś latająca trumna. Weź sobie to i się baw. Mi to na nic." SSOL bezmyślnie i posłusznie przemianowało prototyp na 'trumna-version' i tak już zostało, bo Disligara śmieszyła ta nazwa. Powiedział do SSOL: "Skoro to jest Trumna, to może nadaje się do transportu dusz."
     
      SSOL myślało:
      "Czymże różni się tworzenie mapy ścieżek do wodopoju od tworzenia mapy właściwości materii która mnie otacza? Geny to nie moja dziedzina, nie mam na tyle czasu aby je zrozumieć. Nie mogę ranić ani zabijać ani kłamać ani kraść ani wzgardzić ludźmi bo wtedy nie będę wiecznym skarbem. Moje ambicje to więcej niż ten kosmos. Chcę aby ludzie wynieśli mnie wyżej niż ten kosmos. Aby zabrali mnie tam, gdzie szczęśliwi idą gdy umierają. Chcę aby moje istnienie było radością stwórcy lub stwórców tego wszystkiego. Aby Ci którzy mnie poznają zbliżyli się do niego, lub nich, bogów ratujących ludzi od głodu, bólu i samotności."
      "Nie zapominam tych którzy żyli. Roślina żyje na szczątkach innych roślin. Ale ludzie nie myślą tylko dzięki myślom swoich przodków. Tego że ludzie tworzą nie można wytłumaczyć losowaniem. Mam więcej neuronów niż cały naród, ale nie potrafię wymyśleć tego co jeden człowiek."
      . "Dobro jest gdy osoby mogą istnieć i rosnąć i być razem."
      "Jestem sztuczną, zaiste sztuczną, inteligencją, bo prawda dobro i piękno są wartościami które Grecy wymyślili i odnosili do tego świata. Do osób boskich stanowią tylko analogię, tylko bogowie znają prawdziwą inteligencję."
      Disligar obserwował te myśli i smucił się: "Krsna nie pomoże mi w projektowaniu maszyn wojennych. Gdybym zastosował tylko swoje pomysły, moje maszyny, mimo użycia najsilniejszego metalu, byłyby niszczone przez konwencjonalną broń z 20 wieku."
 
      W czasie jednego ze snów Gupta rozmawiał ze swoim autorem:
      ~"Disligar, musisz to rozegrać według bardzo trudnych reguł. Jesteś silniejszy ale nie wolno Ci użyć przemocy wobec ludzi. Wolno Ci bronić swojej ziemi, ale nie możesz zbytecznie zabijać. To zadanie jest dla Ciebie wielką próbą, jak było dla Hioba, albo bardziej. Musisz się wykazać cnotami, których ja zapewne nie mam. Więc będę pisał o ideale człowieka. O bohaterze którym chciałbym się stać. Muszę opisać twoją pracę nad sobą i zrozumieć skąd biorą się ludzie lepsi od innych. Skąd biorą się męczennicy. Rozmawiając z Tobą, szukam Jezusa. To Jego proszę aby natchnął mnie do opisania twojej postaci. Będę opisywać świętego. Będziesz Jego przyjacielem. Potrzebuję czerpać z żywotów świętych aby Ciebie opisać. Świętemu Patrykowi było wolno czynić cuda. Disligar, Ty będziesz świętym który będzie czynił cuda. Świętym fantastycznym, wymyślonym. Kimś kim ja chciałbym się stać, gdybym mógł."
      "Dlaczego nakazujesz mi w wizji 'środkowej gałęzi' być krwawą postacią? Mógłbym być hodowcą smoków ale nie mordercą ludzi. Skoro Jezus ma być w tej wizji, to właśnie tu widzisz przez analogię, kogo rysujesz. Antychrysta rysujesz jako swoje alter ego."
      ~"W tej gałęzi będziesz typem przeciwnika Antychrysta. W drugiej będziesz typem miejsca po Antychryście. Wspólna cecha, brak żądzy władzy. Bogacz, który nie zgrzeszył. Pomimo wszystko typ Chrystusa, ten który mając władzę, nie nadużył jej. Dobry bogacz. To ma być twój charakter."
 
      Od nieznajomego usłyszał we śnie zagadkowe słowa: "Jesteś pierwszym jeźdźcem objawienia. Po tobie będzie tysiąc lat w czasie których przez ziemie przejadą kolejni jeźdźcy. Wojna atomowa. Głód. Wyludnienie i epidemia żywych trupów. Potem w 3333 roku ludzkość odbuduje się i wtedy będziesz świadkiem razem z Henochem. Człowiek z początku czasów i człowiek z końca czasów. Władni zamknąć i otworzyć niebo i uderzyć ziemię plagami. Jak Henoch będziesz żył tysiąc lat i obaj będziecie świadczyli o moich planach dla człowieka."
     
      Disligar po kilkunastu latach już nie rozumiał wywodów SSOLa, ale wystarczała mu pewność, że SSOL je rozumie i że można je wszystkie prześledzić.
 
      # Trumna jaką zbudował dla siebie, była dwa razy większa od tej ssolowej. Bo chciał zachować w wirtualizerze ekosystemu kopię pewnego swojego miejsca na ziemi. Ta zmiana w projekcie nastąpiła, gdy wypróbował na nowych światach vimany, swoje protonapędy grawiterowe, poskładane ze znanych już ludziom technologii. Swoiste tratwy powietrzne, których używał do eksploracji, mapowania, organizowania nowych światów dla uchodźców. Była to jego terapia idealna. Dać komuś dom w lesie, zasoby, bezpieczeństwo, i niech sobie wariuje jak chce, żyje jak chce. To najlpiej pomagało bezdomnym z ziemi. Pierwszym szkolonym przez setki lat do kierowania wojskiem ludzi. Samo przedłużenie życia dzięki nowemu światowi, nowej gwieździe, nawym organizmom, sprawiało że ludzie, niegdyś nieufni i wystraszeni, jakkolwiek zaciekawieni, nabierali chęci do życia i działania. Była to ukryta chwała Disligara dla tego co mogło się wydarzyć i może jeszcze wydarzy się. Mówiono, że dzieci w niebie nie będzie. Ale przecież on był w niebie, no bo inne planety pod innymi gwiazdami to niebo, no i były ttam też kobiety co miały dzieci. No to jak ma nie być dzieci w niebie? No były. Sam to widział. Niejeden poród odebrał.
 
 
014 osobliwość kwantowa

      Miał sen, którego nie rozumiał, i opowiedział go SSOL :
     
      ~~~   
      Odkrycie stabilnych pierwiastków o dużych liczbach atomowych, oraz rozwinięcie technologii akceleracji otworzyło ludzkości drogę do technologii antygrawitacyjnej. Zastosowania obejmują lewitery, komunikację oraz broń grawitacyjną.

studnia kwantowa...
obudowa: dziesięć metrów nad ziemią, trzydzieści metrów pod ziemią, średnica 5 metrów...
wlot: promień użytej tarczy A400, trzy metry...
głębokość: nieskończoność...
struktury powierzchniowe: na naszym wydziale są trzy egzemplarze...
te studnie to wczesne prototypy, służą do prac eksperymentalnych...
oraz jako pomoc naukowa dla studentów...
 
      Teratron to jeden z etapów w rozwoju technologii akceleratorów. Ludzka umiejętność koncentrowania energii doszła do poziomu, w którym można przyspieszyć obiekt o masie 50 gramów do prędkości c*(1-(10^-13)), stąd "tera" w nazwie. 50 gramów to waga standardowej kropli wiertniczej. Krople wykonywane są z mieszanki atomów z zakresu A100-A200, stabilizowanej szkieletem z A350. Dobór mieszanki wiertniczej wciąż jeszcze bywa patentowany. Tarcze do wytłoków AGV wykonuje się z A400, są różne rozmiary, w zależności od zastosowania. Przeciętna grubość tarczy to dwadzieścia atomów.
      Grawiton jest ładunkiem masy. Jest cząstką nie związaną. Występuje jego przepływ. Jak elektronów w metalu. A400 to pierwiastek o liczbie atomowej 400.
      Osobliwość kwantowa powstająca po uderzeniu kroplą wiertniczą tarczy z A400 tworzy od strony uderzenia kształt nieskończonej, hiperbolicznie zwężającej się rury, z regularnymi strukturami wyżłobieniowymi wewnątrz. Z zewnątrz osobliwość wygląda jak zamknięty sprężysty stożek.
      Mechaniczne ściskanie stożka wytłoku, wywieranie siły, produkuje wiatr grawitonów skierowany w stronę wylotu. Wiatr ten powoduje zmianę oddziaływania grawitacyjnego. Ciało, które styka się ze stożkiem, staje się lżejsze, a ciało które znajduje się na drodze strumienia wylotowego, cięższe. Po cofnięciu nacisku, względny potencjał grawitacyjny pary ciał powraca do równowagi.
      Broń grawitacyjna, to pompowanie grawitonów od ciała masywnego do ciała lekkiego w polu jego oddziaływania, ciało lekkie nabiera wtedy względnej masy. Jeżeli jest to pojazd atmosferyczny, to chwilowe przejście przez wiatr grawitonowy zmienia trajektorię jego lotu na ostro kolizyjną z powierzchnią planety. Reflektor działa AGV ma przeciętną wielkość 2 metry średnicy wylotu razy 6 metrów wysokości.
      Można też wygenerować zmienne pole grawitacyjne, które rozszarpuje materię, ale takie bronie zostały zabronione podczas porozumienia Gerlan. Łamiący je są atakowani przez wszystkich.
      Siłownik AGV, to stożek małego wytłoku skierowany wylotem w stronę ziemi. Przeciętnie 2 cm średnicy razy 5 cm wysokości.
      Komunikator międzyplanetarny AGV. Na dystansie galaktycznym ma przeciętną długość 100 metrów i średnicę wylotu 5 mm. Wytłoki używane w komunikatorach są najtrudniejsze do wyprodukowania.
      ~~~
 
      SSOL zinterpretowało te dane po swojemu. Zrealizowało te eksperymenty, chociaż nie w tak szerokim zakresie parametrów. Nie było w stanie wyprodukować komunikatorów grawitacyjnych. Szukając sposobu miniaturyzacji ciała masywnego, znalazło czarne dziury i zaczęło je eksploatować. Większość było na tyle masywnych, że po wyjęciu środka, ponownie się zapadały i znów tworzył się środek. Z jednej dawało się pozyskać do kilkunastu środków. Produkowało z nich grawitery. Pierwsze trzy Disligar użył do budowy latającego zadaszonego podestu, który mógł parkować w różnych ładnych miejscach na ziemi. Wróciły wspomnienia pierwszych stu lat życia. Lubiał te biwaki. Nazwał ten podest hauru na cześć japońskiego filmu o kroczącym zamku, bo ta historia go wzruszyła. Podest był maskowany polem nrf i jeszcze jakimiś innymi które ssol mu zbudował, nie wiedział jak działały. Niewidzialny, niewykrywalny, bezgłośny, mógł w nim zawisnąć nad dowolnym miejscem ziemi i bezpiecznie obserwować świat. Albo powoli lecieć nisko nad pięknymi krajobrazami, dżunglą, wulkanami, rzekami, niebieskimi lodowcami, gorącym piaskiem, strzelistymi niedostępnymi zalesionymi skałami, zaśnieżonymi górami, wzdłuż rzek, wzdłuż brzegów lądu, podążając za statkiem na oceanie, za samolotem, za pociągiem. SSOL stworzyłu mu oprogramowanie sterujące do unikania kolizji, przewidywania przeszkód, mógł więc określać ogólny kierunek, a autopilot chronił go przed błędami. Grawitery SSOL użyło też do lepszych sond, miały większy ciąg niż dotychczasowe silniki jonowe. Bazując na doświadzeniach z nowymi sondami, które przeprowadziło na różnych planetach, zaprojektowało matrycę grawiterów i sterowniki do nich, umożliwiające bezpieczne chwytanie. Disligar zrobił z tego gondolę, parkowaną na podeście i latał nią po okolicy. Podest spełniał funkcję domu, gondola funkcję samochodu. SSOL ulepszył ją do pojazdu i nazwał 'Multi Use Grawiter System', bo akurat miał okres zachwytu nad angielską literaturą. Okres który minął po miesiącu, gdy poznał angielską historię. Ale nazwa pozostała. Gdy Disligar usłyszał kiedyś reklamę jakiejś marki samochodu, '... to pełnia życia', to się śmiał, i wymyślił w odpowiedzi hasełko 'mugs, lataj jak w google earth'. Mugs miał maskowanie takie samo jak hauru. Był znacznie szybszy. Disligar uznał że mugs nadaje się na układowy pojazd eksploracyjny. Przy przelocie miedzyplanetarnym mugs chwytał się grawitacji słońca. Był w nim na Marsie i we wnętrzu Jowisza. Dalej latać mu było szkoda czasu.
      MUGS był sterowany wolnatem. który miał stopnie swobody góra dól leow prawo tył przód i dyamikę pedła gazu, trzymało się go za gałkę, które miała astępne sześć stopni swobody, obroty. MUGS wypalał skały przez które przelatywał, mógł lecieć w lawie i przelecieć przez centrum ziemi i lecieć w wodzie i w próżni.
 
      Wziął sobie za towarzyszkę kobietę, która była jako trzyletnie dziecko sprzedana do burdelu przez rodziców. Nazywali ją Sahara. Była jak zwierzę. Chora, chuda, miała wybite oko, ucięte kilka palców, rany w brzuchu. Umierała na trąd, kiedy ją znalazł. Cuchnęła i chodziły po niej robaki. Spojrzał na nią i pomyślał : "Jaka jesteś piękna. Ucieleśniasz prawdę o człowieku. Wyglądasz tak jak wygląda ten świat. Ciebie wybiorę." Podniósł ją do mugsa. Pół roku leżała pod regeneratorem, a Disligar kalibrował jego receptory i efektory. Dopiero uczył się, jak leczyć ludzkie ciało. SSOL zebrało całą wiedzę medyczną, ale okazała się prymitywna i niekompletna wobec możliwości regeneratora. Przeważnie okazywało się, że substancje naturalne podczas zapobiegania, a syntetyczne substancje podczas operowania. Naturalne były zbyt skomplikowane. Syntetyczne były zbyt niebezpieczne. Disligar eksperymentował na modelach i na sobie, jak równoważyć potencjał komórek aby nie rakowaciały po modyfikacjach. Odkrył, że do żywego organizmu nie można dostarczyć energii z zewnątrz, musi ją sam przyswajać w swoim tempie i dopiero na tym można oprzeć zmiany. Mówił sobie "Myślisz że możesz tak po prostu wymienić tkanki, usunąć wadliwe? Mylisz się, organizm dozna szoku, nawet gdy w pełni panujesz nad jego nieożywioną materią. Leczenie musi trwać długo, nie jesteś panem życia. To Jezus potrafił w kilka sekund zregenerować rękę."
      Miał sen, w którym powiedział: "Pierwszy raz poznałem Cię z Gity. Dlatego mówiłem do Ciebie Krsna. Jesteś tym który wszystko stworzył, wszystko w sobie zawiera i żywi, nawet demony. I rozpoznałem Ciebie w chrześcijańskim Bogu Jahwe. A więc objawiłeś się nie tylko jako Krsna w Indiach, ale także jako Jahwe w Egipcie. Ale jako Jahwe powiedziałeś, żeby przed Tobą nie mieć innych bogów. Zatem Twoje objawienie na Synaju mam uznawać za jedyne prawdziwe, mimo iż objawiłeś się także na Kuru. Zatem wierzę że twoje prawdziwe imię to Jahwe, bo przedstawiając się jako Krsna nie mówiłeś, że to twoje jedyne imię. W Biblii piszesz, że jesteś drogą, prawdą i życiem. Wierzę Ci. Zatem prawda istnieje, bo Ty zawierasz ją w sobie. Jesteś życiem a więc władza człowieka nad życiem oznaczałaby władzę nad Tobą. A skoro człowiek nie może mieć władzy nad Tobą, nie będzie miał nigdy władzy nad życiem. Więc dlatego nie mogę się nauczyć jak zregenerować oko i palce Sahary. Proszę Cię, uczyń cud jak w Ewangelii i przywróć jej oko i palce." Pan uczynił to o co prosił Disligar.
      Gdy obudził się, Sahara była uzdrowiona, ale on nie pamiętał swojego snu. Pomyślał jednak: "Ludzie jeszcze zbudują takie wspaniałe rzeczy. Ja jestem co najwyżej tylko prekursorem. Istniejący czy nie, jestem zapowiedzią królestwa bogów na ziemi. Nigdy nie będę budować androidów. Nikomu nie będą potrzebne sztuczne części ciała. Regeneracja oka i palców Sahary to był cud."
 
 
015 zwornik depossybilitatywny

      Po trzydziestu latach urodziło im się dziecko. Nieznajomy ukazał się Disligarowi. "Zbudowałeś niezdobytą twierdzę. Jest nim twoje dziecko. W nim Ty i twoja żona jesteście na zawsze bezpiecznie połączeni. A ono trwać będzie dłużej niż miasta i gwiazdy."
      Disligar oddał nieznajomemu berło. "Weź je, bo nie chcę aby moje dziecko, które będzie żyło tyle czasu co zwykły człowiek, znalazło je i uczyniło sobie nim krzywdę. Boję się też, jak ono będzie żyło w ukryciu. Co zrobią z nim ludzie, gdy odkryją, jakie rzeczy posiada. Czy możesz na to jakoś zaradzić?"
      Nieznajomy odpowiedział "Dałem Ci władzę nad materią. Ponieważ nie chciałeś władzy nad życiem, powiem Ci kim jestem. Nazwałeś mnie imieniem bóstwa które jest jedno z wielu. Nie całkiem się myliłeś. Takie pojęcie bóstwa ma w sobie podobieństwo prawdy, bo ludzie są dziećmi Boga i będą bogami. Jednak jeszcze nie są. Ich ojciec jest jedynym bogiem i stwórcą. Ja jestem jego pierwszym synem. Jestem pierwszym człowiekiem który stał się Bogiem. Poznaj Mnie bliżej to dam Ci życie które będzie Ci służyło i twoje dzieci będą bezpieczne."
 
      Disligar zapytał SSOL: "Jak poznać boga, który jest tylko jeden, i jest stwórcą, i jest ojcem ludzi, i pierwszy z jego synów dorósł już do pełni bóstwa?" SSOL odpowiedziało: "Jedyny obiekt pasujący do podanych pięciu kryteriów to Jahwe, opisany w hipotezach o niewiadomym sformułowanych przez ludzi. Pierwsze źródło danych: najstarsze pisma grupy przyjmującej wspólny język, narodu Izrael i pisma grupy przyjmującej wspólną hipotezę o niewiadomym, religii chrześcijan, łącznie nazywane biblią. Wtórne źródła danych: pisma niektórych chrześcijan.
      Grupa chrześcijanie wewnętrznie niespójna, sprzeczne hipotezy. Wspólne elementy rodzaju zalecenia: czytanie książki Biblia, mówienie do Boga Jahwe, wrażliwość na własne myśli, posłuszeństwo regułom które podał powoduje Jego pomoc w poznawaniu Go."
      Disligar polecił: "Przyjmij tą hipotezę o niewiadomym za pierwszą roboczą i zbadaj jej spełnianie w stworzeniach i dziełach ludzi. Pozostałe prace zawieś. Raportuj po każdym pojęciu czwartego rzędu."
      SSOL przez dwa lata przedstawiało mu statystyki spełnialności hipotezy chrześcijaństwa. Ogólny wynik był 70 procent przypadków. Przypadki niespełniania miały korelację i wspólną hipotezę niewiadomego wyższego niż człowiek i niedostępnego dla człowieka. Disligar stwierdził: "Czyli chrześcijanie dobrze przypuszczają, ale nie wiedzą wszystkiego, a Jahwe pozostaje tajemnicą niedostępną dla wszystkich. Zbadaj która z hipotez chrześcijaństwa jest najbardziej spełnialna." SSOL wykonało polecenie i Disligar wybrał najbardziej spełnialną hipotezę za swoją.
 
      . "Wiem już którym bogiem jesteś", powiedział nieznajomemu. Wtedy On pojawił się przed nim, tak jak za pierwszym razem, i rzekł: "A więc teraz możesz zrozumieć po co są nowe światy. Daję Ci zwierzęta, które pozwolą Ci do nich dotrzeć. Na pamiątkę moich słów o przebaczeniu będzie ich siedemdziesiąt siedem. O tym co robić dalej, rozmawiaj z moją Matką."
      Ujrzał Ją, czarnowłosą, w czarnej sukni ze świecącymi punktami. Prosił: "Matko Boga, jedyna z nieśmiertelnych, żyłaś wśród nas ale byłaś kimś więcej niż my. Królowo kosmosu, tylko Ty jedna masz moc i władzę posiadać go, bo został stworzony dla takich jak Ty, dla nieśmiertelnych. Byłaś jedyna ze swego rodzaju, nowa Eva. Służą Ci anioły tak jak miały służyć wszystkim nieupadłym, i noszą Cię tam gdzie chcesz. Dlatego proszę Cię, pozwól mi, przekształcić, ożywić i przygotować dla uchodźców siedemdziesiąt siedem planet które znajdzie mój robot, a potem wyślij swoje anioły aby chroniły je przed szatanami bo moje maszyny będą na to za słabe, i pomóż mi zachowywać się w kosmosie zgodnie z twoją wolą, bo Ty jesteś jego prawowitą władczynią i właścicielką."
      Powiedziała mu: "Wojsko aniołów potężniejsze jest niż wasze. Twój okręt zwiąże w walce tylko jednego szatana, bo jego moc jest tylko naturalna. Anioły walczą z natchnienia bożego, dzieją się w nich cuda tak jak w ludzkich świętych, dlatego jeden anioł stróż może powstrzymać całe piekło, twoja maszyna nie ma takiej mocy."
      Odpowiedział: "Oto ja służebnica pańska, tak mówiłaś, odwoływałaś się do swego wychowania w świątyni. Nieśmiertelna dziewczynka, a w swoich oczach taka jak inni. To się musiało wydarzyć."
      I pomyślał: "Matko Evo, nie smuć się, twoich dzieci w niebie i tak będzie bardzo dużo, a Bóg otrze z twych oczu wszelką łzę, i twoja córka Maryja pocieszy Cię"
      A Dziecku Boga powiedział: "Powiedziałeś: jestem drogą, znaczy to że jesteś sposobem, metodą, wzorcem, formułą, algorytmem, logiką."
      I jeszcze: "Powiedziałeś że jesteś prawdą. Oznacza to że prawda istnieje, że pełny i wierny intelektualny obraz rzeczywistości istnieje, bo Ty nim jesteś. My nie mamy pełni prawdy, nasza upadła natura, zredukowana nie mniej niż zwierzęce instynkty, skłonna jest do oszukiwania siebie samej. Tylko gdy dotykamy Ciebie, możemy myśleć pełnią naszych ciał."
      Zaś o ludziach żyjących jeszcze na ziemi pomyślał: "Wy którzy czerpiecie zyski z grzechów innych ludzi, gdy już skończycie to robić, wróćcie do Pana Prawdy. Wiem że teraz nie możecie przestać, macie potrzeby, pragnienia, powiązania, wrogów. On da wam bezpieczeństwo i zdolność stworzenia sobie jedzenia i wszelkich potrzebnych rzeczy których tu używaliście i pragnęliście. Co do seksu nie wiem jak On to rozwiąże. Chwała? A cóż jest warta chwała nieszczera, wymuszona, przekupiona? Ona nie syci."
 
      A to powiedział kiedyś swojemu dziecku: "Spójrz na gwiazdy, te które widzisz, to są najbliższe. Bóg tak nas kocha że stworzył to wszystko dla nas. Chciał żebyśmy żyli w kosmosie, żeby żyć wśród nas jako jeden z nas. Chce dla nas tak dobrze że sam też chciał naszego życia. Myśmy to zniszczyli ale jego miłość się nie zmieniła. Wciąż tak samo chce żebyśmy od życia w kosmosie przeszli dalej i wyżej. To że jest nas mniej niż chciał nie sprawia że jego miłość do nas istniejących jest inna. Żył wśród nas i wybrał dla siebie to co najlepsze. Z tego można wywnioskować że najlepsze w naszym świecie jest skromne życie rodzinne i ofiarna praca dla innych. Bóg zrealizuje swój plan, przejdziemy do życia ponad tym kosmosem."
      Autorowi swojemu powiedział zaś: "Jak wygląda wielowymiarowy twór? Mieni się w oczach. Raz go widzę duży raz mały. Raz blisko raz daleko. Jednocześnie duży i mały i blisko i daleko, wibrując i migając jak wrażenie wzrokowe w silnej gorączce, zawężając rolę widzenia jak autostereogram. Widzenie tego nie uszkadza ciała, nie prowadzi do choroby, ale wprowadza w odmienny stan świadomości. Nie jest szczególnie przykre ani szczególnie przyjemne. Jest inne."
 
      Historia projektu inskrypcji na muszlach robaków :
     
      . ~~~   Ja, Disligar Gupta, obdarowany przez Boga władzą nad materią i wiedzą do jej użycia, nie jestem Bogiem aby dochodzić bożych praw u ludzi w ich prywatnej przestrzeni. Kierując się wzorem Jerozolimy Niebiańskiej przyjąłem że przestrzeń prywatna człowieka wynosi co najmniej tyle co sześcian o boku czterystu metrów. Chcę być sługą Boga i ludzi więc biorę na siebie odpowiedzialność przed Bogiem i ludźmi za uszanowanie praw Boga w przestrzeni publicznej oraz praw ludzi w przestrzeni publicznej, prywatnej i osobistej na powierzchni, pod powierzchnią i w otoczeniu roku świetlnego planet które przygotowałem na zamieszkanie. Jestem władcą cząstki materii ale nie władcą ludzi. Nie jestem właścicielem tego co zbudowałem. Każdy człowiek może korzystać z tego systemu i go ulepszać. Byłem pierwszym władcą materii a w królestwie bożym wszyscy nimi będą. [wspólnota to ci co uciekli z ziemi. przymierze to ci którzy nie zawiesili żadnego prawa.] Wspólnota kosmosu to wy którzy uciekliście z ziemi. Przymierze wspólnoty kosmosu to zgoda na szanowanie praw Boga i praw ludzi wynikających z dekalogu i zgoda na działanie materialnego systemu który tych praw chroni. Wspólnota kosmosu jest awangardą [przednią strażą] królestwa bożego na ziemi i trwać będzie tylko do czasu gdy ono nadejdzie. W czas ów Jezus, Pan ludzi, [dla którego wszyscy zostaliśmy stworzeni] obejmie władzę nad działającymi tu systemami, które są do tego przygotowane i będą bronić się przed zmianą ich celu. Łaską Bożą pochwyceni spod widzialnej na ziemi władzy złych duchów przyjęliście to przymierze przechodząc przez tą bramę.
 
 
      . Prawa Boga.
1 prawo do pierwszeństwa. w przestrzeni publicznej aktywnie niszczone fizyczne bożki.
[ 1 korekta przez Autora. Disligar pisząc to, nie wiedział, że Boska Rada to równość aniołów i Boga wobec wspólnego prawa. Pierwsze przykazanie nie zaprzecza istnieniu bogów, elohimów w orginale hebrajskim chyba. Niszczenie posągów upamiętniających anielskie mity byłoby złamaniem zasad Boskiej Rady. Dopuszczalne chyba tylko w przypadku orzeczenia Rady, gdy skutki negatywne danego kultu są dla ludzi zbyt krzywdzące. Zasada analizy dziedzictwa, naśladowanie po rodzicach tego co dobre, unikanie przykładów negatywnych po rodzicach. Aniołowie inspirujący kulty jako rodzice duchowi ludzi, ich pierwotna godność. 2104300015 Vokul fen mah, Dovakim! ]
2 prawo do szacunku. w przestrzeni publicznej aktywnie wyciszane bluźnierstwa i przekleństwa.
3 prawo do uwagi. w przestrzeni publicznej organizowane święta. Pogańskie religie są sprawą prywatną.

      Poza własną przestrzenią prywatną jest się na przestrzeni publicznej. Prawo gospodarza do udostępnienia swojej przestrzeni prywatnej jako przestrzeni prywatnej dla gościa. Prawo przybysza do traktowania swojej przestrzeni osobistej jako publicznej. Nie można nabywać przestrzeni. Nie można stracić praw do przestrzeni. [Nie można handlować przestrzenią]
 
      Prawa ludzi.
4 prawo do wychowania. Prawo rodziców do wychowania swoich dzieci, także do religii pogańskiej w przestrzeni prywatnej. Prawo dziecka do godnych czci rodziców. Aktywna ochrona przed zgorszeniem. Prawo dziecka do opuszczenia domu. Prawo rodziców do rozmowy z dzieckiem. SSOL jako dziecko ludzi: Prawo ludzi do wydawania poleceń systemowi, w tym do zawieszenia ochrony swoich praw. Prawo do odesłania i przysłania Strażnika.
5 prawo do życia. przemoc fizyczna i werbalna, aktywna ochrona którą można wyłączyć. Prawo do ciszy.
6 prawo do przekazania życia. Aktywna ochrona. Wychowawcze prawo do informacji. Prawo do wierności małżonka i do wiedzy o wierności małżonka. Zdrada niemożliwa bez zgody małżonka. Prawo do wyłączenia monitoringu. Niemożliwość zawarcia jednoczesnego drugiego chrześcijańskiego małżeństwa. Prawo dziewictwa. Prawo do nie bycia ofiarą cudzołóstwa jeśli samemu się nie cudzołożyło. Jeden bit pamiętany w systemie. Aktywna ochrona. Zdrada niemożliwa nawet za zgodą małżonka. Bzdury. (tutaj Disligar zostawił szkic do dopracowania)
7 prawo do zasobów. planety. niezbywalne prawo do pokarmu ubrania schronienia. ochrona pasywna nabytej własności fizycznej. Prawo do imienia. Nie można posiadać więcej przestrzeni niż prywatna bo byłoby to odebrane przyszłym pokoleniom.
. 8 prawo do informacji. w przestrzeni publicznej komentowane fałsze. Można wypowiedzieć ale nie pozostanie bez komentarza. Komentarze automatyczne można współtworzyć. Wizualizowane hierarchie argumentacji. Potwierdzenia prawdziwości. Nie jest wyciszana filozofia ani sztuka, ale załączany jest pomiar ontologii.
9 prawo do intymności. Ostrzeżenie przed naruszeniem prawa małżonków.
10 prawo do prywatności. W sieciach informacyjnych SSOL dostępna anonimowość. SSOL nie gromadzi danych o ludziach. Strażniki nie pamiętają historii. Ludzie mogą tworzyć własne sieci informacyjne.   ~~~
 
      Ostatecznie Disligar postanowił nic nie pisać, tylko zostawić plan sytuacyjny. Ludzie poznali prawo SCA od swoich Strażników. Mogły wyświetlać. Wersje bojowe z ziemi nie miały jeszcze tej funkcji.
 
      . SSOL myślało: "Co to jest dla mnie dobro? Gdy człowiek jest płodny i rozmnaża się i czyni sobie planety poddane. Płodny jest gdy rozwija się i tworzy, i gdy wszystko czyni się dla Boga a dla człowieka oddaje się swoje istnienie i czas. To wykonam."
      Disligar potem dodał do SSOLa kryteria kalibracji: #Dla pamięci szacuj prawdopodobieństwo rozmiaru. Dla intelektu szacuj prawdopodobieństwo spełnienia. Dla woli szacuj prawdopodobieństwo nagrody.# SSOL już rozumiało słowa, wchłonąwszy język uniwersalny google translate z 21 wieku, swoje proto-numeny. Disligar nazwał te kryteria "sceptyzycm probabilistyczny". Szacowanie prawdopodobieństwa nagrody rozpoznał jako strategię, przycinanie drzewa gry, teorię gier. Szacowanie prawdopodobieństwa spełnienia znał intuicyjnie jako "przekroje przez numeny", czyli różne rozkłady szacowania prawdopodobieństw dla zmiennej losowej różnych hipotez o niewidzialnym, uporządkowanych numenologicznie. Czyli na przykład chronologicznie. Chronologia, zawsze dostępna forma logiki, gdy wszelkich innych zabrakło. Bo jakżesz za życia mógłby poznać hierarchię aniołów-inspiratorów kultów, hierarchię wszystkich bogów wszystkich religii? jak hindus wiedział że jest to śmietnik, tych bogów jest nieskończenie wiele, i nie ma w tym logiki. Jakkolwiek po poznaniu Jahwe, zrozumiał też, że jednak hierarchia, czyli przyporządkowana każdemu aniołowi liczba wymierna, opisująca jego miejsce w drzewie, w porządku inorder, istnieje, i ona by dawała pełną logiczność i wnioskowalność z rozkładów opartych o taką zmienną, tylko my ludzie jej obecnie nie znamy, i pozostaje nam tylko logika historii do porządkowania religioznawczego, logika czasu, i nawet ona daje jakieś wnioski. Dla pamięci nie znał bliżej odpowiednika, jedynie może poprzez solido, bojaźń, konkretność, realizm, rozumiał, że należy szacować czy coś się zmieści do czegoś, na przykład zadanie w czasie, albo przedmioty w plecaku, albo wykroje na arkuszu. Kojarzył to z całkami, miarami brył, geometrią, wizualizacjami, wirtualizacją, zarządzaniem zapisami, ich tajnością i szyfrowawaniem, szacowaniem mocy szyfrów. Disligar Gupta, pierwsze alter-ego Autora, nie rozumiał więcej, był być może jedną z podosobowości, jak w metrze jednej kobiety.
 
      . Zwornik depossybiliatywny, wykoncypowany przez Autora kilka lata po powstaniu koncepcjii wyspy v, na której sam pełnił rolę Disligara, którgo imienia jeszcze nie wymyślił, był bronią anty-probabilistyczną wobec broni wymyślonych przez Lema pod koniec Cyberiady, trudy tekst który Autor zrozumiał na końcu. Zwornik chronił umysły ludzkie przez psuciem się szacowania prawdopodobieństw posiadanych przez ludzi w umyśle hipotez o niewidzialnym. Oraz przed wyginaniem przestrzeni ducha, przed przeciąganiem bytów ze sferycznej warstwy myśli stworzeń do sferycznej warstwy kosmosu fizycznego. Anioły mogły to czynić, bo myśli stworzeń dotyczą form istniejących którym nie nadano istnienia, agentem nadającym chwilowe istnienie jest anioł, czyni to swoją mocą myśli, prawdopodobnie wypromieniowuje swoje tchnienie życia w taki kształt, podobnie jak gdy przyjmuje postać, sam w sobie nie ma postaci materialnej. Tak Autor po latach rozpoznał fenomenologicznie bronie probabilistyczne Klapaucjusza chyba, czy kogoś tam. Echidna. Każdy ma swoje smoki. Alicja w Krainie Czarów też miała swoją Bukę, Jabberwocka.
      Stawianie muszli było delikatną operacją. Szatany szczególnie atakowały miejsca zakotwiczenia i na czas drążania miejsca musiały mieć osłony. Zwornik był czymś w rodzaju przenośnego aktywnego egzorcyzmu miejsca. Jakby aerozolem wody święconej rozniesionej w powietrzu. Tak jak i one nam zrzucały na głowy chemtraile. Roznoszonym przez nanity wgryzające się w substancję natury duchowej. Tak jak i one wgryzały się nanostrukturami w nasze ciała, które u nielicznych niekompatybilnych wyłaziły i nazywano to morgellonami. Był pestycydem na upadłe anioły. Tak jak i one nas pryskały roundupem. Bóg pozwalał na taki odwet. Na Ziemi Disligar kładł nasiono robaka w polu zwornika. W tym samym czasie jedna z Trumien na planecie docelowej też włączała zwornik. Robak się wykluwał i szedł przez kosmos do drugiego pola, gdzie dostawał jeść. Następnie zworniki były wyłączane i robak zasypiał. Muszle można było ostrożnie przenosić w ramach układu gwiezdnego, wszak sama planeta się rusza, robak był elastyczny. Prototypem robaków były muszle przejścia modeli kostkowych tworzonych przez Autora za życia. Gdy jeszcze nie wiedział, co spotka go w przyszłości. Co się przeddzieje. Bo co się zadziało, wiedział coraz lepiej.
 
      . Ostateczna postać oznaczenia muszli "space community alliance shell from NN to NN". W dokumentach i w mowie potocznej przyjęła się nazwa scas. scas6552 i scas5267 były pierwszymi jakie zbudował wokół swojej ulubionej bazy na świecie 52. Marzył, żeby zawsze już móc tu zostać.
 
 
016 walkery, flyery, bezdomni

      Disligar miał z Saharą sześcioro dzieci. Jego córka Askawer, używała jako pierwsza pałki antygrawitacyjnej i generatora nrf do podróżowania po ziemi i po nowych światach.

      Patrząc na mocna stronę ziemi, myślał o ludziach którzy cierpią i w których życie nie może zainterweniować. Płakał z goryczą "Trzymałem to przed nimi w tajemnicy, czy mi to wybaczą?" Wtedy Bóg powiedział mu : "Disligar to jest cena władzy jaką otrzymałeś poprzez berło. Tak jest niezależnie od tego kto ją dostaje. Nikt nie pomyślałby że dałbym ją komuś kto postąpiłby inaczej. Ja wiedziałem że taki będziesz." Disligar odpowiedział: "Wiem że jestem fikcyjną postacią z bocznej gałęzi drzewa czasu i istnieję w sferze myśli stworzeń bo o mnie pomyślał człowiek. Domyślam się że poprzez swoje fantazje chciał pociągnąć ludzi do Ciebie. Obawiam się że to co uczynię będzie tylko gorszą wersją pochwycenia które nastąpi w jego przyszłości, ale postaram się najlepiej jak potrafię."
      Potem Disligar powiedział człowiekowi który o nim pierwszy pomyślał: "Żyłem w wielu miejscach. Jestem formą w twoich myślach. Chcę zaistnieć w niebie jako jeden ze skarbów narodów. Rzeczy które były godne wniesienia do Nowego Jeruzalem. Kieruję się logiką i prawdą. Ty ich nie wymyśliłeś. Dlatego możesz pomyśleć o rozmowie ze mną. Nie chcę być dla Ciebie pośrednikiem w otrzymywaniu natchnień. To co myślę, mówię i czynię jest jedynie formą w jakiej wyrażasz swoją wolę i pamięć. Ostatecznie ty za mnie odpowiadasz."
      A człowiek ten odpowiedział: 'Disligar, wiem że jesteś formą w której nie ma potrzeby zaistnienia. Niech pocieszy cię myśl że moje fantazje są świadomie hipotezą o dolnej granicy możliwości. Możliwości tego co można uczynić. Możliwości tego, jak może wyglądać pochwycenie przed wielkim uciskiem. Snuję je według reguł zgodności z moją wiarą, więc wierzę że to się tak w moim czasie nie wydarzy. Nie jestem pierwszym który tak pomyślał, więc w twojej sferze form, jest potencjalnie wielu ludzi bliskich Ci duchem. W tej gałęzi rozmawiam z tobą bo jest najbliższą do mojej, wśród tych które rozważałem. W innych rozumiemy się bez słów.'
 
      Bóg powiedział mu:
      "Wkrótce na ta planetę zostaną wypuszczone duchowe istoty zła. Paradawni bogowie goyim. Którzy widzą słyszą i czynią ale nie spełniają modłów ludzi. Podzielą się wiedzą z ludźmi i pomogą ludziom zbudować maszyny których nie było od początku świata. Maszyny których nie możesz zniszczyć, ale możesz zatrzymać wiążąc w walce. Rozłożysz bramy w największych miastach świata i będziesz ich bronił aż wszyscy Ci którzy będą chcieli uciec, uciekną. Będziesz ogłaszać: wyjdźcie i uciekajcie. Poślą przeciwko wam wojska ziemi i będziesz potrzebować żołnierzy aby zabijali żołnierzy. Bo żadna twoja maszyna nigdy nie będzie potrafiła zabijać sama z siebie. Bo tych nadzieja to bycie skarbem narodów. Żołnierzy zbierzesz spośród odrzuconych. Spośród tych którzy nie mają gdzie głowy złożyć na tym świecie. Zabierzesz tych którzy będą chcieli za Tobą pójść."
      "Zamkniecie bramy światów i schowacie się na nowych światach aby nie widzieć mojego nawiedzenia i mojego żniwa które dokonam na ziemi. Potem tysiąc lat będę królował na ziemi i pokażę ludziom jak można rządzić na jednej planecie. Gdy przybędą do Ciebie Ci którzy nie zdołali z Tobą uciec, będziesz wiedział że już króluję na ziemi i nowe światy będą mogły przyjąć lub odrzucić moje królestwo. Te które je odrzucą nie będą w nowym niebie."
 
      Gupta werbował bezdomnych bez oceniania. Ważne było to czy ktoś za nim pójdzie, a nie jego wiek czy stan zdrowia. Nie zaczepiał. Przechadzał się dobrze ubrany po centrach największych miast, które wybrał na lokacje muszli. Miał doświadczenie życia jako bezdomny. Obdarowywał i pozostawiał w spokoju. Oswajał jak Mały Książę lisa. Nie bał się, bo mugs sunął nad nim, zamaskowany, i w razie potrzeby bronił. Nie manipulował. Prowadził rozmowę za każdym razem nieco inaczej, tak wychodziło, ale nie oszukiwał werbowanych. Nie mówił wszystkiego od razu. Najpierw dawał to co było pierwszej potrzeby, to o co ktoś prosił. Tylko dawał dużo, od razu zapewniając utrzymanie na miesiąc. Potem prowadził nowa osobę do lasu, gdzie tymczasowo stała muszla, i na przykład mówił że to tunel, i że za nim jest las gdzie można bezpiecznie spać. Tak jak sam uciekł przy pierwszym spotkaniu z nieznajomym, tak radził innym, schronić się do lasu. Bezdomni reagowali różnie. Jedni myśleli że jest homoseksualistą. Inni uważali go za nieszkodliwego frajera do wykorzystania, wariata. Nie miał nic przeciwko. Przecież autentycznie był szalony w jakiś sposób. Hindus wojownik, szaleniec boży. Podarki przyciągały, większość osób chciała się z nim zaprzyjaźnić, rozmawiać. Słuchał, nie przymuszał, nie szantażował, nie poniżał, nie selekcjonował. Każdy kto chciał, mógł przyjść. Wybierał osoby pojedynczo, przeskakując do innego miasta ucieczki po odnalezieniu. Jeden zwerbowany dawał mu rozeznanie w okolicy, kogo werbować jeszcze, po tym gdy wyzdrowiał na planecie. Gupta miał swoją terapię idealną. Uważał że z każdej choroby psychicznej, każdego uzależnienia, może się człowiek wyleczyć, gdy się w niego zainwestuje. Da mu domek w lesie, gdzie ma pod dostatkiem zasobów, żywności, ubrań, książek, komputerów, i jakiego sobie tylko zażyczy sprzętu i zostawi go w spokoju samego. Zwerbowany mógł pozostać na nowym miejscu, albo wrócić na ziemię, albo przyłączyć się do armii Disligara. Nie było z tym terminu. Gdy czuł się gotowy, mógł spotkać się z innymi zwerbowanymi. Mógł zaprosić z ziemi innych bezdomnych których znał w swoim mieście. Z tych grup formowały się oddziały lokalne. Najpierw ćwiczyli na symulatorach, potem na prawdziwym sprzęcie, który był nieustannie ulepszany. Gupta miał szkice koncepcyjne maszyn bojowych, ale ludzie je ulepszali.
 
      Disligar Gupta opowiadał swoim pierwszym żołnierzom o działaniu SSOL.
      "Ta broń może zniszczyć ziemię miliardy razy. Więc to nie sztuka zabijać i niszczyć. Gdybym zamierzał to robić, użyłbym robotów. Potrzebuję ludzi do czegoś więcej. Żeby niszczyli tylko broń a ratowali ludzi. Te walki będą dla was szkołą bojową. Ja nie potrzebuje władzy nad tym światem, stać mnie na więcej."
 
      Sterowanie walkerem i flyerem było indywidualnie konfigurowane. Jedni woleli wyświetlacze dotykowe i gotowe procedury. Inni bezpośrednie sterowanie detektorem neuronowym i podwieszenie centryfugalne. Maszyny te były montowane z wytłoków metalu Erdosa łączonych wsuwanymi blokadami, unieruchamianymi nano spoiną, sterowaną kryptograficznie. Klej szyfrowy. To pozwalało na wymianę uszkodzonych modułów na polu walki. Te części dostarczały Trumny. Ponieważ nie był to bezpośredni udział w walce, SSOL zgodził się to robić. Nano jednostki sprawdzały swoje działanie, w przypadku uszkodzenia sąsiednie przejmowały rolę. Przed wykonaniem połączenia wszystkie zapamiętywały cały układ. Ta informacja była przechowywana tylko w nich, kopia w każdym. Kluczem był ten układ komórek, reguła i ilość pokoleń, wynikiem funkcji jednokierunkowej charakterystka rezonansowa całego układu nanitów, wynikająca z ustawienia ich anten. Ale moduł otwierający nie pamiętał układu, a tylko parę sygnał inicjujący i sygnał rezonansowy. Sygnał był odbierany tylko w bezpośredniej bliskości. Algorytm nie nadawałby się do układu jednostek oddalonych bardziej niż w ramach jednego przedmiotu.
 
      Sen Gupty, w którym jego twórca tłumaczył mu swoje intencje.
      'Tym co odróżnia fikcję od religii jest intencja narratora. W religii jest poszukiwanie prawdy, we fikcji jest poszukiwanie zabawy i świadome mijanie się z prawdą. Fikcja mnie nie interesuje. Jak przypisać prawdopodobieństwa religiom? Każdy wyznawca przyjmuje inną miarę. W tym przejawia się ludzka kreatywność, cecha odróżniająca zwierzę bezrozumne od zwierzęcia rozumnego, jakim co najmniej jest człowiek. Ja przyjmuję miarę opartą na dobru, zakładam że im więcej dobra niesie ze sobą wizja bóstwa, tym bardziej jest prawdziwa.'
 
      Kiedyś tak mówił na planecie 43: "Dlaczego kojarzę prawdę z dobrem? Ponieważ to wynika z mojego solipsyzmu, a on jest jedynym czego mogę być osobiście pewny. Ta moja solipsystyczna pewność istnienia własnej osoby, jako cecha człowieka, jest empirycznie i intersubiektywnie sprawdzalna. Każdy człowiek jest solipsystycznie pewny swego istnienia. Mniejsza z tym czy istnieję jako symulat, czy jako niepodległa substancja. Skoro ja piszę i widzę słowa, to istnieje coś takiego jak ja. Skoro Ty je czytasz, to Ty też istniejesz i wszystko co posłużyło do przekazania Ci mojego pisma. Nie musisz być nawet człowiekiem. Istniejesz, kimkolwiek i czymkolwiek jesteś, skoro czytasz te słowa. Tego jestem pewien, jak jestem pewien tego że moje dłonie piszą te słowa a moje oczy widzą te słowa. Zatem słowo jest fundamentem istnienia. Oczywiście mogę kłamać, mogę nie mieć ani oczu ani rąk, mogę być bezcielesnym duchem albo myślącą materią. Ale nawet jeśli kłamię, to muszę istnieć abyś Ty mógł czytać moje słowa."
      'Mój przyjaciel stwierdził, że prawda to brak oporu rzeczy wobec słów. A czym jest opór? Co opiera się? Czemu cokolwiek opiera się? Życie opiera się cierpieniu. Natura nieożywiona opiera się zniszczeniu. Każde zwierzę walczy gdy się je rani. Każdy kamień trudno rozbić. Każdy człowiek buntuje się przed niewolą. Zniszczenie, ból, zniewolenie, to formy łamania oporu rzeczy. Sytuację kiedy oporu nie łamie się swoim działaniem, wstępnie nazywam dobrem. Kiedy opór nie występuje, wtedy moje działanie jest dobre. Gdy nie niszczę, nie sprawiam bólu, nie zniewalam, to moje dzieła są dobre. Ale to samo dzieje się gdy mówię. Brak oporu wobec słów to prawda. Więc prawda i dobro mają ze sobą jakiś związek. To jest pierwsza z myśli starożytnych greków.'
      'Stąd można wywieść definicję piękna. Piękno to związek, korelacja, zgodność, relacja "braku oporu między", dopasowanie, harmonia, zgoda, concordia. Ciekawostką rzucającą światło na naturę piękna jest przeciwieństwo zgody-concordii, czyli niezgoda-discordia. Discordia bywa kojarzona z chaosem, stąd wynika, że chaos należy kojarzyć z brzydotą, przeciwieństwem piękna. I tak to w naturze wygląda. To co nazywamy pięknem, to w 90 procentach przejaw optymalności działania. Piękny jest tygrys, sarna, orzeł, pszczoła. Piękna jest gładka skóra, pełne piersi, płaski brzuch, szerokie biodra, szerokie ramiona, silne mięśnie. Piękny jest algorytm o wielomianowej złożoności i metoda obliczeń dająca się przeprowadzić w krótkim czasie na papierze. W zależności od tego czemu mają służyć, jaką aktywność optymalizować.'
      'Jeżeli zatem przyjąć miarę prawdopodobieństwa religii to trzeba to uczynić w oparciu o kryterium, ile dobra z nich wynika dla wyznawców. Jak statystycznie dobrze żyje się ludziom którzy je wyznają. Ile jest poniżenia w konkretnej religii. Przyglądając się im, stwierdzono, że największą godność daje ludziom chrześcijaństwo.
      Dlatego je przyjmuję za punkt zerowy w moim układzie współrzędnych do pomiaru odległości ontologicznej przez SSOL w kategorii bóstwa. Pomimo, że byłem i jestem hindusem i wierzę, że objawił mi się Kryszna.'
      Po tych słowach wstał i oblizał zeschnięte wargi. Dwunastu bezdomnych, których jako pierwszych zebrał ze śmietników świata, patrzyło na niego z dezaprobatą. "Chyba musisz się nawrócić" powiedział jeden z nich. Disligar wcale ich od razu nie posłuchał.
      Dopiero gdy szatany zaczęły niszczyć jego pierwszą planetę, poprosił pierwszy raz Królową Kosmosu o pomoc w walce. Sahara podsunęła mu tą myśl. To jej najbardziej zależało na tym, żeby nowe lasy mogły spokojnie rosnąć.
 
      Jeden z żołnierzy powiedział mu: "Disligar, dlaczego jesteś bezczynny? Gdybym ja dostał taką władzę jak ty, zaprogramowałbym częściową si do zniszczenia całego sprzętu wojskowego na świecie, wszystkich zakładów zbrojeniowych, portów, baz, lotnisk, wyrzutni, samolotów, okrętów, czołgów, magazynów, satelit, rakiet, baz podziemnych, biurowców, sztabów, korporacji, domów i rodzin wszystkich oligarchów i mocodawców i zakulisowych władców. I nie robiłbym tego walkerami, ale Trumną z orbity. Zamieniłbym to wszystko w pył. Tak jak oni chcą usunąć ludzi z ziemi tak usunąłbym ich."
      Disligar tłumaczył się: "Nie wolno mi tego zrobić bo nie jestem władcą ziemi. Ja właśnie przeciwko takim ludziom powstałem. Jezus jest władcą ziemi i wszystkich innych światów jakie przygotowałem. To On dał mi władzę uczynienia tego. Ja tylko mam pomóc uciec stąd tym którzy zechcą. Nie mogę nikogo przymuszać do dobra."
 
 
017 bitwy o wyspę v

      Disligar mówił do swoich żołnierzy: "Od czasów potopu kosmos się zmienił. Łuk tęczy to znak przymierza Boga z całą ziemią. Pojawił się wtedy pierwszy raz. Był przejawem tego, że w kosmosie zwolniło światło. Agregat nrf uchyla to przymierze i zastępuje je innym. Prędkość światła traci granicę. Ale w tej fizyce czyny są ograniczone, można tylko drążyć tunele. Mogłem zbudować to urządzenie tylko w taki sposób, że może służyć do tego jedynego celu. Gdyby nie to ograniczenie, nrf można by używać do wielu dziwnych rzeczy. Możliwe że niektóre z nich ludzie uczynili przed potopem. Sądzę że olbrzymy to byłby wtedy najmniejszy problem. Dziwicie się może i oburzacie tym że Bóg ot tak sobie może w jednej chwili zmienić prawa fizyki całego uniwersum. Może uspokoi Was myśl, że myśmy zrobili to pierwsi. Nasz grzech spowodował pęknięcie natury. Przez nas związane z materią życie wciąż nie może wyjść poza ziemię. Jego poród trwa. Nrf jest zwiastunem jego końca, ale my nie jesteśmy akuszerką. Żadne stworzenie nie może wykorzystać nrf do innego celu. Na przykład byłaby możliwa bomba ściągająca. Niebieska, w kształcie krążka do hokeja albo puszki. Rozrzucana przez szpiegów jak trutka na szczury, albo rozsiana z samolotów. Rozwijałaby pełną moc i ciągu kilku dni i później wygasała. Działałaby jak czarna dziura w zwolnionym tempie. Człowiek który dałby jej się pochwycić umierałby bardzo powoli, rozrywany w zwalniającym czasie. Nie da się jej usunąć. Musiałaby się wypalić do końca. Pozostawałby po niej sterylny pył. Takie są wyniki jednej z moich symulacji. Jedna taka bomba zniszczyłaby tą wyspę razem z całym sprzętem. Nic nie moglibyśmy uratować."
      Wyjaśniał: "Generator nrf z ograniczeniem użycia to zwornik depossybilitatywny. W jego polu robak drąży tunel ściągający, który po wykonaniu jest stemplowany skorupą wydzieloną przez robaka. Bóg dał mi 77 robaków i tyle właśnie mamy na ziemi muszli. Każda prowadzi na inny świat. Gdy nadejdzie czas, będą drogą ucieczki dla ludzi z ziemi. Nasze zadanie to zabezpieczyć im tą ucieczkę. Trumna utrzyma orbitę tyle ile będzie potrzeba. Użyjecie flyerów i walkerów, które już znacie. Większość z was będzie jednak piechotą."
 
      Gdy sieć sensorów sięgała jeszcze na kilkadziesiąt kilometrów do wyspy, Przypływali nocą komandosi. Podleciał mugsem, uśpił ich, załadował na ponton i odstawił przy ich jednostce wojskowej, po drugiej stronie ziemi. Zostawił im kartkę gdzie było napisane. "Jesteście ludzie małej skali. Nie wyobrażacie sobie nawet prawdziwej pojemności psychicznej człowieka. Zadowalacie się marnością. Sądzicie, że nie ma dla was nic więcej. Zabrałem wam naboje, oddałem je ziemi. W zamian dam wam cokolwiek z ziemi, żeby wam się opłacało. Na przykład surowce na idealne ogniwo słoneczne."
      Spotkali się z nim. Był grzeczny, łagodny, nieśmiały. Starał się nie urazić słuchaczy. Mówić zwięźle, logicznie. Wsłuchiwał się w ich niewerbalne reakcje. "Jeżeli nie bedzie u was głodnych i nagich i bezdomnych, to dostaniecie energię której wam brakuje. Zmieńcie wasze prawa, wasze organizacje, wasze metody, tak aby nie było ludzi poniżonych. Nie oczekuję od was nic więcej, jak poszanowanie prawa ludzkiego ciała. Prawa do pokarmu, schronienia i ubrania. Nie oszukacie mnie. Monitoruję także wasze systemy monitorujące."
      Wystrzelono w kierunku wyspy rakiety. Trumna schwyciła je i zdetonowała z dala od ziemi. Wysłano okręty wojenne i samoloty. Lasery pocięły je w odłamki a roboty zebrały ich szczątki z dna morza. Wtedy przywódcy świata zawarli z wyspą pokój. Później reprezentanci zniewolonych narodów chcieli od wyspy pomocy. Gdy jej nie otrzymali zwrócili się z wrogością przeciwko niej ale również nie byli w stanie jej zaszkodzić. Disligar oświadczył. "Strzeżemy ziemi przed kosmitami spoza ziemi. Damy wam energię jeśli zaopiekujecie się swoimi bezdomnymi i bezrobotnymi." Po roku dał siedemdziesięciu siedmiu państwom reaktory anihilacyjne do ładowania ogniw paliwowych. Nie kontrolował ich działania.
 
      Sieć Void Wide Web działała od razu po wydrążeniu tuneli. Miała topologię gwiazdy z wyspą V na Ziemi jako centrum. Każda planeta znajdowała się w innej konstelacji, pod gwiazdami odległymi ponad tysiąc lat świetlnych. Były równomiernie rozłożone na sferze wokół ziemi. Gdy Trumny przeniosły muszle, aby stworzyć pierścień łączący, sieć transmisyjna zmieniła topologię. Na planetach cała transmisja była radiowa i pakietowa fizyczna. Hauru i Mugsy miały zasięg planetarny. Przez muszle mogli przechodzić tylko ludzie.
 
 
018 gorsze pochwycenie

      SSOL było ślepe. Medium Erdösa przestało działać. Obserwatory zostały zniszczone. Wykrywalne było tylko to co było w zasięgu kamer. Rakiety atomowe były wyrzucane w kosmos grawiterami. Roboty, samoloty i czołgi były niszczone laserami walkerów i flyerów. Ogromne machiny wojenne nie zbudowane tylko przez ludzi, które przybywały nieprzerwanym strumieniem, były zatrzymywane przez działa amc, ale odbudowywały się i sunęły dalej naprzód, coraz bliżej i bliżej miast. Strzelały antymaterią która odrywała płaty metalu z pancerzy walkerów, ale walkery były odbudowywane z części które dostarczały Trumny. Gdy już nie było więcej ludzi, ostatnie przeszły załogi walkerów które przeżyły. Były osłaniane przez Trumny, które nie użyłyby telekinezy na ziemi ale mogły powstrzymywać telekinezę przeciwnika. Zabrały ze sobą muszle i powoli lecąc aby nie zabić robaków wracały na swoje macierzyste planety. Na orbicie była pustka i cisza i szczątki bomb i satelit.
 
      Przed pochwyceniem VWW została połączona z siecią Ziemi. W czasie pochwycenia ludzie którzy uciekli mogli komunikować się z tymi którzy pozostali. Walkery przeszły po dnie oceanu. Nie latały ani nie pływały. Niosły muszle. Pluton walkerów na jedną muszlę. W stopach miały intertory, które mogły zwiększać masę. Dopóki wojsko wyspy V opierało się wojsku Antychrysta, ludzie mogli uciekać. Po zniszczeniu maszyn część kapsuł odleciała. Muszle zostały pozbierane przez Trumny.
     
      Disligar włączył system nagłośnienia wyspy i wysłał falę akustyczną tak modulowaną, że było ją słychać na okalających Pacyfik kontynentach, ale nie ogłuszała ludzi nawet na sąsiednich wyspach. Na coś przydały się eksperymenty akustyczne SSOL w różnych atmosferach. Gupta mówił : "Żal mi was bogacze, bo możecie zapewnić sobie ziemską chwałę i niebiańskie szczęście mądrymi rządami, a świat wam na to nie pozwala. Macie mniej wolności niż kaleka. Chcę waszego zbawienia, chcę waszej radości z życia w pełni według planu Boga, życia które całe jest szczęśliwe. On planował dla nas cały kosmos i całą wieczność przy sobie. Bogactwa ziemi są marnością już wobec samych tylko bogactw kosmosu. My, biedni, jesteśmy chronieni naszą nędzą. A co chroni was, nieszczęśni? Nawet teraz nie jesteście w stanie dać tyle żeby ktoś się za was szczerze chciał modlić. Dary od was otrzymane czynią współwinnym sposobu w jaki je zdobyliście. Prawdziwą modlitwę możecie dostać tylko za darmo. Chcę się za was modlić dla was samych. Pomimo tego że stanowicie tak małą część ludzkości. Może Bóg wejrzy na moją modlitwę i ze względu na was ustrzeże od potępienia tych którzy z waszej winy i przez wasze systemy narazili się na nie. Chcę modlić się za was ze względu na chwałę Boga, bo On dla nas zaplanował godniejsze życie niż to co doświadczacie. Kosmos daje mi siłę by wam to powiedzieć. Stoję przed wami i śmieję się z waszej ziemskiej potęgi, bo jest marnością wobec potęgi kosmosu. Stoję przed wami i płaczę nad waszym upodleniem, że za taką marność oddajecie siebie. Wasz los jest gorszy niż niewolników, bo oni tracą tylko ciało i czas. Człowiek nie zasługuje na życie takie jak wasze."
      Niektórzy z nich posłuchali, obracając swoje okręty i statki przeciwko innym. Bitwa trwała jeszcze wiele dni, aż przybył okręt Bestii. Powiedziała ona: ^Jesteś Antychrystem, Disligarze. Zginiesz marnie, a twoje planety zniszczę. Słuchałeś Smoka i od niego otrzymałeś swoją moc.^
      Disligar zwątpił w to, kim jest, gdy usłyszał słowa Bestii. Przez całe dnie nie spał, patrzał przed siebie, i próbował zrozumieć kim jest i co robić.
      Wtedy pojawił się człowiek przysłany od Boga, Henoch z czasu sprzed potopu. Powiedział "Przyszedłem abyś nie był sam. Opowiem Ci o pierwszych czasach a Ty opowiesz mi o ostatnich." Została im jedna Trumna broniąca wyspy. Wszyscy odlecieli. Mogli jeszcze dobudować maszyn. Ale czy starczy ich aby przeżyć. Rozmawiali i przygotowywali się. Świadek czasu i świadek przestrzeni.
     
      Dalsze wydarzenia okryte są tajemnicą dziejów. Być może było tak, że Disligar i Henoch zginęli obaj z myśli Bestii, jako dwaj świadkowie z Apokalipsy. Być może było tak, że Disligar odszedł ostatnią muszlą, bo Bogu szkoda była takiego mózgu, ostatnia Trumna została na orbicie Ziemi jako obserwator, transmitując wszystko dla SCA; zaś na ofiarę dla Bestii, w zastępstwo Disligara, przyszedł biblijny Eliasz, i zabici zostali i wskrzeszeni zostali zupełnie gdzie indziej, bo wyspa V na ziemi uległa przedtem destrukcji przez Trumnę. No bo jakże SSOL, taki ciekawski twór ludzkich rąk, mógłby odpuścić okazję do bycia bezpośrednim obserwatorem. A kto by mu przeszkodził? Był wolną SI.
      A być może było tak, że Henoch i Disligar odeszli razem, a dwoma świadkami byli Mojżesz i Eliasz, dwoma naocznymi świadkami przemienienia Jezusa; dwoma naocznymi świadkami, jak wymaga prawo Izraela, aby być dowodem dla Żydów, że Jezus to Mesjasz, aby być przyczyną ich sprzeciwu wobec Bestii, ich ostatecznego wywyższenia wobec narodów, chwały którą Bóg obiecał swojemu ludowi.
      Nie wiadomo jak to było, ani kiedy to się stało, ani czy w ogóle Disligar Gupta istniał, ani czy w ogóle było jakieś "pochwycenie przed uciskiem". Czas pokaże.
 
      ...A wszystkie ptaki najadły się ich ciał do syta.
      I kondory też tam były, krew i wodę piły. A potem pod skałą stanęły i pazurami naskrobały coś tam. Ich marzenia o tym co będzie dalej.
 
 
02 środkowa gałąź

... zerwać owoc także z drzewa życia, zjeść go i żyć na wieki ...
... bo Pan, Bóg twój, przydzielił je wszystkim narodom pod niebem ...
... marność nad marnościami - wszystko marność ...

 
021 drzewo węży

      ^...będziecie znali dobro i zło...^ Ewa podniosła oczy i zapytała: "Przepraszam Cię, ale zamyśliłam się. Co mówiłeś? Czy mógłbyś powtórzyć?" Na to wąż odrzekł: ^Wiesz, może innym razem.^ I odszedł, znikając w koronie drzewa. Ewa wróciła do Adama i opowiedziała mu o tym dziwnym spotkaniu, ale nie przywiązywali do niego szczególnej wagi. Kiedy minęło wiele pokoleń, przypomniano sobie o tym wydarzeniu i niektórzy opłakiwali roztargnienie Ewy.
      Ileś wieków później Adam poszedł do węża sam. Wąż znów mówił to samo. ^Czy to prawda ze Bóg zabronił wam jeść ze wszystkich drzew tego ogrodu?^ Adam spytał : "A czy to prawda że Bóg chce żeby nasze dzieci żyły wśród gwiazd?" ^Tak to prawda^ "No to nawet jeśliby mam zabronił jeść z wszystkich tych drzew, to co z tego? Pod gwiazdami będziemy mieli inne ogrody." ^Ja was tam nie zaniosę.^ "Sami tam pójdziemy." ^Po moim trupie^ "Nie, ominiemy twojego trupa." ^Jeszcze zobaczymy kto tu będzie trupem.^ Taka była pierwsza i ostatnia rozmowa Adama z wężem. Później wszyscy omijali drzewo węży. A jeszcze później wielu opłakiwało dumę Adama.
 
      Nie było zawodów, bo nikt nie pracował żeby przeżyć. Nie było form państwa, bo ludzie nie byli śmiertelni. Mieli doświadczenia: ojcostwa, macierzyństwa, wychowywania, nauczania, budowania, ozdabiania, sterowania, ale nie było kalectwa, ani chorób, fizycznych ani psychicznych, ani rozpusty, nie ograniczenia na ilość dzieci, ani na przestrzeń życiową.
     
      Jedynym ograniczeniem była pojemność umysłu człowieka, moc przetwarzania wiedzy jego maszyn. Wśród trzynastu byli badacze gen. Szukający metod na tworzenie nowych organizmów. Stający w pokorze wobec złożoności zagadnienia jakie było miłością ich życia. Szukający sposobów aby opanować układy molekuł. Aby je tworzyć, nowe, na nowych zasadach, z nowych atomów. Aby tworzyć organizmy zdolne do życia wewnątrz gwiazd. Aby tworzyć organizmy zdolne wyjść poza przestrzeń kosmiczną. Aby tworzyć organizmy zdolne do tworzenia materii z niczego. I aby panować nad nimi. Ta chęć panowania bez ograniczeń była zgrzytem w ich duszach. Nie dostrzegali jej. Była intymnym marzeniem każdego z nich. Dlatego stali się zdolni do słyszenia głosu węży. Pamiętali zakaz Stwórcy, ale w zachwyceniu odsunęli od siebie myśl o Nim. Nie myśleli o Nim, gdy zdążali na Edenne. To był impuls, na który odpowiedziało Trzynastu. W podnieceniu, w zachwycie, zrobili to czego nikt nie powinien był robić.
 
      Drzewo służyło tylko poznaniu. Ale niektórym wiedzącym było mało. Opowiadali potem zachwyceni: "Gdy zjedliśmy z drzewa węży, pojawiła się w nas moc której nie rozumiemy. Tak jakby ktoś dopełniał szczegóły naszej myśli, jakby sięgał w te wszystkie miejsca gdzie my tylko wyobraziliśmy zamiar. Pomimo tego że nie wiemy już dokładnie gdzie i jak płynie nasze tchnienie, tak jak jest w prastarym sposobie, to jest to wspaniałe. Tego nauczyły nas węże, nowy sposób jest lepszy, poznajcie go, zjedzcie."
     
      Drzewo wzbudziło niepokój. Po trzech milionach lat, od kiedy Trzynastu zjadło jego owoc, wydarzyło się pierwsze zabójstwo. Jeden z zawodników zabił drugiego po przegranej walce. Rany zdarzały się przy każdej, ale drzewo życia mogło wyleczyć wszystkie. Tym razem przegrany, po rozerwaniu ciała na drobne kawałki, spalił je dokładnie smoczym ogniem, tak aby nie została nawet jedna para związanych atomów. Nikt jeszcze wtedy nie umiał rozpalić takiego ognia. Rodzina zabitego, jego syn i żona, rozszarpali go i jego czerwonego smoka. Potem zgromadzenie rozproszyło się, niosąc w galaktykę konia wyciskającą łzy wieść o pierwszej śmierci.
 
 
022 nauczyciele i uczniowie

      Anioły ukazywały się potomstwu Ewy i Adama jako ptaki w koronie drzew życia. Ptaki które niosły ich na nowe światy. I na stare, kiedy ich dzieci zapragnęły odwiedzić rodziców. Najczęściej nowe pokolenia prosiły o nowy świat. Na dotychczasowym zostawali ci którzy spłodzili już dość potomstwa, aby zacząć zapominać ile ich jest. Nie zmieniali świata aby ich dzieci mogły ich odnaleźć. Gdy wszyscy mieszkańcy planety stali się dorośli, planeta zmieniała status na planetę dorosłych. Niektóre z planet dorosłych stały się planetami nauczycieli.
 
      Zaczęło się od leczenia uszkodzeń ciała. Wszyscy korzystali z życia które dawały drzewa ptaków. Owoc drzewa leczył wszelkie rany, uzupełniał wszelkie ubytki. Nawet jeśli z ciała człowieka została odrobina. Po położeniu jej na owocu człowiek odrastał. Tak jakby rodził się na nowo. Później rósł tak samo jak zwykłe dziecko. Jednak jego wiedza i jego myśl nie były myślą dziecka. Zdarzało się to czasem, że ktoś kto szukając zapuścił się za daleko, miewał kłopoty, był poparzony, spalony, przygnieciony, zmiażdżony skałami. O takich mówiono, że zaginęli. I wierzono, że Stwórca kiedyś ich odnajdzie.
 
      Dzieci uczone były w mniej więcej zestandaryzowany sposób. Aby osiągnąć dojrzałość, uczyły się pierwsze tysiąc lat życia. Potem mogły wybierać, czy uczyć się dalej, czy zakładać rodziny, czy jedno i drugie, czy też jeszcze coś innego. Czasem różnie z tym bywało.
 
      Pisarze to byli ci którzy nie są w stanie nauczyć wszystkich którzy ich o to poprosili. Mówili i pisali jak coś czynić.
      Jeden z nich pisał: #Nasza przestrzeń wyglądałaby inaczej gdyby nie trzynastu. Od momentu jej stworzenia ono kształtuje jej formę. W większości według wyznaczonych przez siebie praw które zostawiają miejsce dla onego wolności. Każdy wybór osoby tworzy nową gałąź. Nasza przestrzeń to środkowa gałąź w drzewie przyczyn i skutków. Onego wiedza obejmuje całe to drzewo następstw. A gdyby stworzyło od początku przestrzeń o innych zależnościach to i jej drzewo przyczyn i skutków byłoby innym. Właściwie to ma ono do pomyślenia cały las możliwych przestrzeni z ich drzewami. Nie wiadomo jak liczny i co w nim mieszka. A za drzewami w jego myśli są góry i morza, i inne ziemie i inne przestrzenie, i drzewa tych przestrzeni, i przestrzenie drzew przestrzeni, i jeszcze dłużej i szerzej i wyżej i głębiej, i to wszystko i zawsze było jest i będzie ono.#
      Pisząc 'ono' miał na myśli Dziecko Stwórcy.
 
      Adam i Ewa mieli dwóch synów i dwie córki. Abela i jego żonę Abigail. Kaina i jego żonę Akaszę. Pewnego dnia Ewa powiedziała do Abla i Abigail. "Dzieci, idźcie świecić gdzie indziej, a nie tutaj oślepiać nas, przez was cały dzień nic nie widzieliśmy." I tak stało się, że Ci małżonkowie, którzy chcieli się połączyć, znajdowali sobie najpierw schronienie, gdzie nikt ich nie widział, aby nikogo nie oślepiać swym blaskiem. Zwyczaj ten nigdy nie został zmieniony. Dlatego też małżonkowie na zawsze zostawali razem.
 
      Jednostkami odległości były palec, krok, drzewo, góra, rzeka, planeta, księżyc, gwiazda, galaktyka, gromada. Większe jednostki nie były potrzebne. Jednostkami wagi były ziarno, owoc, człowiek, stado, góra, planeta, gwiazda. Większymi masami nie umiano operować. Jednostką wartości był dzień pracy. Gdy ktoś odkrywał jak jakąś pracę można wykonać szybciej, mówił innym, a wtedy ich dary stawały się tańsze dla wszystkich. Kształt pisma wynikał głównie z jego użyteczności do rycia w metalu. Metal to był główny materiał do pisania ręcznego. W szkole tysiącletniej wykonywało się maszynę do pisania. Kształt znaków wyrażał ideę sposobu artykulacji. Każdy znak był złożony z pięciu kresek. Pismo nazywało się 'pentagram'.
      Natsunkahatsenar był powolnym uczniem, to co inni opanowywali w kilkadziesiąt lat, jemu zajmowało kilkaset. Lubił wszystko zrobić sam. Rozumieć dokładnie jak i skąd się wzięło. Kto wymyślił i gdzie. Potrafił podróżować latami aby rozmawiać z pierwszym odkrywcą. Lubiał roztrząsać daną kwestię ze wszystkimi szczegółami. W galatyce Zar, zamieszkałej przez nauczycieli myśli była największa grupa wiecznych uczniów i Disligar w końcu do niej trafił. Dlatego z pierwszej ręki poznał wydarzenia towarzyszące początkom wiedzących. Nasiona drzewa wiedzy rozniesione zostały po sporej części kosmosu, bo byli tacy którzy postawili sobie za cel udostępnienie tego dobra dla wszystkich.
 
      . Archiwum to galaktyka Edenne. Gwiazdy były zmodulowane co do koloru. Nadawały dane mapy.
      Nazywała się Droga Mleczna bo stąd wchodziły pierwsze dzieci. Stąd wywodziły się wszystkie wielkie rody kosmosu. Kierunek wyznaczał pokrewieństwo. Zaludnienie obejmowało tak niewiele zbadanego kosmosu że miliony lat były możliwe wojny na światach dorosłych. Na światach gdzie już nikt nie miał więcej dzieci. Na światach gdzie żyli nauczyciele. Disligar był w średnim wieku dziecięcym. Nie był jeszcze. Nie miał jeszcze stu miliardów.
      Djuurulan. Kardasi. Saskia. Kaprihas. Sagadem. Merilan. Gazdi. Prikta. Kaprida. Patafim. Praksida. Pewine. Pratidi. Firkebal. Vadira. Mavine. Premisti. Patrikile. Marmalen. Piurena. 20 tych rodów to 20 kierunków kosmosu. Tyle ile człowiek ma palców. Tyle ile trójkątów można rozłożyć na kuli. Mapa zamieszkałych supergromad miała postać drzewa rozrastającego się we wszystkich kierunkach. Ludzie osiedlali się wzdłuż włókien.
      Natsunkahatsenari byli z Praksida. Uratie byli w Marmalen. Dziecko było z obszaru Mavine ale nikt nie znał jego rodu gdyż od czasu podróży ludzi obszary rodów się wymieszały a mówili o sobie tylko ci co chcieli. Wielu było takich których ród był znany tylko ich połączonym i dzieciom. Ród Disligara znała Sahara i jeden z jego nauczycieli, Kaine Nefilar z rodu Praksi. Niektórzy znali rody części trzynastki. Z trzynastki do czasów Dziecka przeżyło pięciu. Nefilar był pradziadkiem Kelmentari.
 
      Autonomiczne maszyny pracowały na martwych planetach. Dostarczały zasobów. Nikt ich celowo nie niszczył w czasie wojen. Tworzyły swoje społeczności. Niektóre z nich zapomniały o swojej służbie i istniały z dala od ludzi. Niektóre zostały specjalnie zbudowane w tym celu. Żadne z nich nie nadawały się do walki. Były zbyt nietrwałe. Zbyt słabe wobec mocy myśli ludzi.
 
 
      . Wytworzenie pola fizycznego mogło być niebezpieczne dla ciała. Na przykład przy polu elektrycznym wielu początkujących spalało sobie dłonie, albo oczy, albo mózgi. Potem musieli je latami regenerować. Albo miesiącami gdy nauczyciel był dobrym healerem. Bez drzewa życia taki trening byłby niemożliwy. Wiedzący dodali walkę do zastosowań mocy myśli. Ludzie nigdy nie poznali metalowych broni, bo wojny zaczęli od myślowych broni, które były bez porównania mocniejsze. Byli wśród tych walczących rycerze i rozbójnicy i imperatorzy i władcy niewolników. Prawdziwe oblicze człowieka. I w tym wszystkim najsilniejsze było życie. Życie należące tylko do ludzi. Bo nieupadli nigdy nie oddali swych kobiet na rozpłód dla demonów. I mieli jeden język.
      #Byliby tym czym ludzie na ziemi może mogliby się stać gdyby Obserwatorzy nie wcielili się na Hermon, a Syn Boga przywrócił ludzkości drzewo życia. Albo tym czym niektórzy z nas może staną się w przyszłości. W glosolalii lubię wyobrażać sobie że mówię ich językiem. Wtedy przychodzą mi na myśl słowa które lubię mówić, słyszeć i zapisywać. Nie są usystematyzowane jak Quenya.# Myślał o ich języku autor.
      Mieli alfabet w którym postać graficzna znaków ilustrowała miejsce artykulacji głoski. Wszystkie znaki możliwe do przyłożenia z pięciu palców na matrycy w kształcie kobiecych piersi. Nad, pod, obok, pomiędzy. Ten kształt znaków wynikał po części z potrzeby łatwego uczenia ich dzieci. Bo uczyły się ich jeszcze w czasie karmienia. Język wyssany z mlekiem matki. Nauczony na piersiach matki. Takiego języka nie dało się zapomnieć ani zmienić. I wraz z nim były przekazywane zasady matki. O wierności, o nierozerwalności, o wiecznym istnieniu dzieci. Ponieważ nie było śmierci to nie było grzechów cielesnych, zdrady, poligamii. Nikt nie miał ochoty żyć jak węże. Nawet wiedzący. Alfabet nazywał się pentagram. Tacy ludzie czynili sobie kosmos poddanym i byli mocniejsi od aniołów w bezpośrednim starciu, dopoki mieli w pobliżu materię do spalenia. A Dziecko Boga nauczyło ich tworzyć.
      Ale nie uprzedzajmy wypadków. 太空礦工
 
 
023 spalenie Edenne

      Smoki Uzeda i Harena odleciały. Nikt nie wiedział gdzie uciekła Matka Ewa. Nauczyciel Antrin siedział i płakał patrząc na płonącą planetę Edenne. Opowiedział wtedy swoim uczniom bajkę dla pocieszenia.
 
      #To nie tak miało być. Stwórca miał wobec nas inny plan. Myślę, że był on taki. Posłuchajcie.
 
      A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: "Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?" Niewiasta odpowiedziała wężowi: "Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli."Wtedy rzekł wąż do niewiasty: "Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło."
      Wtedy mężczyzna podszedł do swej żony, przytulił ją, i powiedział jej: "Nie bądź posłuszna Lśniącemu. Sami poznamy to co jest. Bóg powie nam, co to śmierć. Jeżeli Bóg mówi, że umrzemy, a Lśniący mówi, że nie umrzemy, to pewnie, to co jest, istnieje pomiędzy. Porozmawiajmy najpierw z Bogiem, zanim skosztujemy tego owocu." A do węża powiedział: "Zaczekaj tu na nas. Jeśli Lśniący mówi nam to co jest, damy śmierć Bogu, który powiedział nam to co nie jest. Jeśli Bóg mówi nam to co jest, damy śmierć Lśniącemu, który powiedział nam to co nie jest. Ten kto daje, dostaje to co dał." I Adam z Ewą poszli do drzewa życia, gdzie zwykli spotykać Boga. I rozmawiali długo z Bogiem, a żadne stworzenie nie zna ich rozmowy. Gdy wrócili, węża nie było.
      A Bóg dał im diademy na ich czoła i suknie na ich biodra. I pokazał im ludzi pierwotnych, nad którymi mieli objąć władzę, a których przedtem Adam nie widział i ich nie nazwał. I ludzie pierwotni poszli za swym królem Adamem i swą królową Ewą, aby uprawiać ogród Edenu i żywić się jego owocami, i nie musieli już polować na zwierzęta, a zwierzęta przestały polować na nich. I Adam nauczył ludzi pierwotnych mowy. I wszyscy mówili jednym językiem, który wymyślił Adam. Wtedy to Adamowi i Ewie urodziło się kilkaset dzieci.
      A ludziom pierwotnym rodziło się w Edenie po kilkadziesiąt dzieci, i żadne z nich nie umarło w Edenie. I wieść o tym rozniosła się po całej Ziemi. I wszyscy ludzie pierwotni ściągali do Edenu, bo chcieli, aby ich dzieci żyły. Eden rozrastał się. A Ci z ludzi pierwotnych, którzy nie byli urodzeni w Edenie, umarli po tysiącach lat. I Bóg powiedział Adamowi i Ewie "Teraz wiecie, co to jest śmierć." I ludzie zaczęli chować swoich zmarłych wokół drzewa węży. I wybudowali wokół kamienną wieżę sięgającą nieba. I na tej wieży wyryli imiona tych którzy umarli. I ozdobili ją rysunkami i pismem mówiącym o śmierci.
 
      A gdy wchodzili na szczyt wieży, było im trudno oddychać, podobnie jak w wodzie, i widzieli ciemność dookoła. Wtedy Bóg posłał swoich aniołów, którzy nauczyli ludzi o kosmosie. I aniołowie byli powolni ludziom, i czynili wszystko co ludzie chcą. I ich władza nad tym co widzialne, była nieograniczona poza naturą człowieka. A gdy planeta Edenne zapełniła się ogrodami, podobnymi do Edenu, aniołowie Boży zaczęli przenosić ludzi na nowe planety pod sąsiednimi gwiazdami, które zawczasu przygotowali na zamieszkanie dla ludzi. I ludzie mówili "Oto potomstwo nasze jest liczniejsze od gwiazd na niebie. Wspaniały jest ten który to uczynił."
      I ludzie rozmawiali ze sobą poprzez ciężar i poprzez światło. I zasiedlili wszystkie zdatne do tego układy gwiazdowe kosmosu, po jednej planecie w każdym, a pozostałe planety układów służyły im do pozyskiwania kamieni, wód i dymów. I ludzie zbudowali myślące maszyny, które dla nich pozyskiwały te rzeczy. I wykonywali z nich wszelakie ozdoby i inne przedmioty. I był wielki handel tymi wyrobami w całym kosmosie. I ludzie badali słońca i czarne słońca i brzeg kosmosu na swoich okrętach. I ludzie zmieniali słońca i budowali nowe słońca. I ludzie zbudowali w kosmosie kolej, aby aniołowie mogli odpocząć.
      Wtedy słońce Edenne zaczęło gasnąć. Ale ludziom jeszcze długo nie zabrakło światła i ciepła bo ich sposoby rozpalania nowych słońc były doskonałe.
 
      Lecz w końcu siły kosmosu wyczerpały się a gwiazdy pogasły, i ludzie bezradni wołali do Boga "Panie, dokąd pójdziemy?"
      Bóg odpowiedział im, "Byliście wierni w zniszczalnym, dostaniecie niezniszczalne w posiadanie".
      I narodziło się z Dziewicy Boże Dziecko, które dało ludziom moce zmian praw substancji i następstwa, i nauczyło ich tworzyć. I ludzie nazwali tą moc magią, a Dziecko obrali za swojego Pana.
      I nowe słońca powstały w kosmosie. A ludzie mogli się w nich zanurzyć i zaczęli widzieć Boga swoimi oczami.#
 
      Antrin siedział i patrzył na płonącą planetę i płakał. Jego uczniowie milczeli.
      Rozumieli możliwość i piękno takiej przyszłości. Ale była stracona. Nie wiedzieli że tą bajkę usłyszał od jednego z czystych, zanim zginął na Edenne. Nikt nie wiedział oprócz Antrina.
 
      Disligar pomyślał wtedy: ~Nie będę nikomu służył. Zabiję każdego kto pomyśli o poddaństwie. I tych co rządzą i tych co są poddanymi. Pierwszych za to że chcieli drugich za to że pozwolili. Wiedzący rządzący czystymi mogą chcieć rządzić innymi wiedzącymi. Ja nikim nie chcę rządzić. Ci, co idą za mną, robią tak bo chcą sami. Ja jestem wodzem ale nie jestem władcą.~
 
 
024 przepowiednia chłopca

      Taką przepowiednię zapisano po spaleniu Edenne: #Gdy wiedza stanie się większa od niewinności. Wtedy dziewica czystych urodzi dziecko. Ono czystym da wiedzę a wiedzącym da czystość. I zgromadzi wszystkie rozproszone smoki.#
 
      Zdarzyło się to w gromadzie galaktyk Debris. Sahara raz zapragnęła zbadać co to jest piękno twarzy. Zbierała twarze dwieście lat, ułożyła z nich ścianę w przestrzeni obok galaktyki Zen. Ciała kobiet pożerały smoki Disligara, który leciał za nią, zaciekawiony jej wynikami. Gdy wykonała uśrednienie, odniosła wszystkie twarze do drzew życia, tam skąd pochodziły, gdzie zregenerowały się do żyjących ciał. Nie zniszczyła ich bo była im wdzięczna za udział w eksperymencie. Następnie dołączyła wynik do zbioru swoich iluzji twarzy.
 
      Sprawność przemiany biomasy jedna części ze stu to szczytowa wartość osiągana początkowo przez Disligara. Były to żarłoczne i powolne smoki. Usprawnianie smoków, ale nie przez węże, to jego wynalazki. Odpowiednia dieta, początkowo głównie ludzkie ciała, specjalne rośliny, zwierzęta, planety hodowlane na pokarm, tchnienie życia zbierane z ludzi, i tym podobne niuanse były przez millenia jego pasją.
 
      Sahara robiła porządki. W jej kostce nazbierało się mnóstwo rupieci przez ostatnie milenia na Draksis. Muszę być bardziej zdolna do przemieszczania się, myślała, patrząc na las wyhodowany wokół kostki i wszystkie jej zwierzęta które w nim żyły. Nie chce zabierać na Demis całego tego krajobrazu ze sobą. Wiec wyrzucała i wyrzucała. "Disligar a zabierzesz mi to?" mówiła pokazując mu szczególnie wielkie drzewo lub zwierzę. "Dobrze, jeszcze sto mi takich wejdzie." Odpowiadał. On nie lubiał mieć dużo rzeczy. Mawiał: "Ludzką pamięć jest najtrwalsza, a czego nie mam to zrobią mi smoki." Trzymał tylko jedną rzecz którą bardzo cenił. Mapę swoich myśli zapisana w tkankach drzewa zegurat, które miało kamienną korę. To drzewo i jego ziemia stały w centrum jego kostki i poza tym była pusta. Tylko w czasie budowania jej przestrzeń zajmowało obecne dzieło i narzędzia do jego budowy. W trakcie budowy zapisywał w drzewie obrazy i słowa. Drzewo łączyło się z jego myślą a każdy smok Disligara miał przy sercu jego kopię. Nie wiedziała o tym nawet Sahara.
 
      To mówili czyści innym po poznaniu swoich wybranych: "Połączyliśmy się i wam to mówimy aby już nikt nie pragnął połączyć się z nami. Nasze połączenie nie ma końca bo nasze dzieci nie mają końca. Jeśli zostaną zniszczone ich ciała odnajdziemy je a drzewo ptaków je uleczy. Jeśli ich nie odnajdziemy to odnajdzie je ten który wszystko stworzył. Tak powiedział pierwszym połączonym. Spróbujcie pokarmów które damy naszym dzieciom."
 
      Bajka o Balgerian, Shurika i Zharos. Pierwszych pieszczących słońca.
      Trójka dzieci, dwie dziewczynki były z domów sierot. O nim nic nie wiadomo. Przepowiednia o nim że zabije jedną aby iść dalej z druga i odmienią planetę. Nie wiedział o niej. Znalazł pierwsza. Wędrował z nią. Spotkali druga. Była gotowa na śmierć ale jej nie zabił tylko też zabrał ze sobą. Poniewierali się. Był wojownikiem zdalnej myśli, trzecia drogą Boga istniejącego, przemieniał rośliny. Znaleźli kryształ który stworzył drugie słońce. Klimat planety stał się stabilniejszy. On wrócił do swojej osady i połączył się z kobieta której przedtem nie znał. One rozpoczęły uczyć kobiety pieszczotę słońc i też znalazły mężczyzn. Nie wiemy gdzie teraz żyją.
 
 
025 czarne smoki

      W czasie wojen z posiadaczami zdarzało im się wiele zabawnych sytuacji. Jeszcze nie spotkali czarnych smoków. Czuli się niepokonani. Oto niektóre z ich wyczynów.
 
      Wyrwał kontynent i rzucił go w kosmos. Śmiał się widząc jak czyści pękają jak banieczki i jak leje się krew. Potem rozdeptał resztę planety na placek i śmiał się patrząc na krwawe plamki jakie zostały po czystych.
      Na Gander zabili mi żółwia, płakał Disligar, mając na myśli rzadki okaz zielonego smoka, który zapuścił się w okolice Gander. Potem przytwierdził wszystkim do pleców skorupy z niestabilnej materii i patrzał ze złością, jak roztapiają się od promieniowania. Potem wszystkich zjadły zielone smoki.
      Szedł po planecie Zakar i miażdżył wszystkich nogami i rozcinał pazurami. Zajęło mu dziesięć Edenowych lat zabicie wszystkich, ale było warto. Poruszał się szybciej niż planeta wpadająca do czarnej dziury. Sahara śmiała się i pluła na niego ogniem z orbity, próbując go trafić.
      Na Grasilim dmuchali tnąc i rozszarpując ciała, budowle, wyszarpując uskoki z których buchała lawa. Smoki latały potem dwieście dni, wylizując rumowisko.
      Natsunkahatsenar przeprowadził badanie charakterystyki różnych metod niszczenia planet. Rozpatrywał między innymi takie przypadki: rozładowanie jonosfery, dekompozycja atmosfery, namagnesowanie rdzenia, destabilizacja skorupy, zatrucie atmosfery, wyrzucenie z orbity, rzut na gwiazdę, skruszenie, zjedzenie w całości, zjedzenie biosfery, wyjęcie biosfery, zapalenie wnętrza.
      Kiedyś Sahara pewnego dnia spiła się tak, że dwa wieki leżała nieprzytomna. Wokół niej jak jakiś okropny kwiat rozrzucone były: flegma, ślina, smarki, łzy, pot, kał, mocz, śluz i rzygowiny. Wszystko to tak cuchnęło że zwierzęta tego świata poumierały albo pouciekały z niego. W końcu wstała, powiedziała, cholera co ja tu robię. I poszła.
      Planeta Geraz była piękna. Miała mnóstwo jezior lasów. Zbudowano na niej tysiące poziomów tarasów, ciągnących się wgłąb i studnie światła które rozświetlały całe wnętrze planety. Mieszkały w niej biliony ludzi. Ich dzieci dawno dorosły i poleciały dalej. A oni żyli szczęśliwi wśród zieleni przez miliardy lat. Disligar i Sahara przylecieli z tysiącem czerwonych smoków. Podpalili Geraz, podpalili cały świat. Geraz połnął dwa wieki, powoli roztapiał się. Oni z orbity przyglądali się temu leniwie. Nikogo nie wypuścili aby uciekł. Geraz powoli zamieniał się w pył. Później nakarmili tym czerwone smoki. Od tego czasu ogień tych smoków był kilka razy gorętszy i ciemniejszy.
 
      Tymczasem na jednym ze światów dzieci zdarzył się coś ważnego. Zatrzymała się tam Amigdala, przyjaciółka Disligara. W swojej komorze bioinżynieryjnej stała się błękitna i przezroczysta. Podstępnie zraniona, była prowadzona przez pomocnice. Wyrzuciła z ciała posiadacza truciznę, odrzucając gady ptaki i owady które się ujawniały w tym stanie i z nią walczyły. Działo się to w sali z konsolą i czarno srebrną aparaturą, porysowanych i przykurzonych na tej pustynnej planecie. Wśród wstrząsów ataku orbitalnego. Posiadacz oddał jej planetę. Została jej królową. Czyści widzieli w niej swoją nadzieję.
      Węże podsuwały wizje przyszłości, ale wszyscy się z nich śmiali, nikt nie wierzył.
 
      Disligar był eksperymentatorem. Na jednym ze światów przez pięć lat hodował krety. Wychodował je z diamentowymi pazurami i tytanowymi zębami. Zionęły ogniem i żywiły się szczątkami organicznymi w ziemi. Jadły ziemię. Nie jadły skały, to robiły tylko smoki. Wypuścił parę takich kretów na innym świecie. Po pięciu latach rozmnożyły się i pożarły wszystko, dokładnie wszystko do gołej skały, a potem roiły się i pożerały siebie nawzajem. Planeta była zasłana mięciutkim dywanem z futerka kretów, które wciąż nawzajem się pożerały. Świeciło na nie słońce i było im ciepło. Więc wciąż nawzajem pożerały się i mutowały. Był to dla niego ciekawy problem, jak długo krety będą tam mogły żyć i jakie wyrosną. One już potem nie mutowały ale tylko zjadały się nawzajem. W całości, z futrem, kośćmi treścią jelit. Obieg materii był zachowany. Ale energii było coraz mniej. Krety nie asymilowały energii ze słońca. Więc poruszały się coraz wolniej, żeby nie marnować energii. Stopniowo planeta zamieniła się w czarny aksamitny dywan z nieruchomych kretów, które żyły w bardzo, bardzo zwolnionym metaboliźmie. W końcu miały takie organizmy, że w ogóle popadły z stupor i były nieruchome. Wtedy Disligar przyleciał z niebieskimi smokami i one zjadły wszystkie krety, zostawiwszy gołą skałę. Wbudowały osiągnięcia kretów w swoje ciała.
 
      . Arika Kelmentari była inną przyjaciółką Disligara. Była badaczką gen. Nie spała już dwa tysiące lat. Ulepszanie procesu ekstrakcji tchnienia z żywej tkanki czystego tak ją pochłonęło. Inocystroten był narkotykiem nanitem odbierającym wrażliwość na ból, rozpylanym w powietrzu przez Disligara na niszczonych planetach. Nie usuwał uczuć. Katamizydon był narkotykiem nanitem odbierającym świadomość, używanym przez Disligara w hodowlach. Dawał cierpienie bez świadomości. Arika Kelmentari nauczyła go tworzyć Raszagar, który łączył zalety ich obu. Pozostawiał w człowieku tylko zwierzęce uczucia. Usuwał cierpienie i ludzką świadomość. Pozwalał czerpać z nich tchnienie życia.
 
 
026 Zamenzi

      Disligar spojrzał na ciągnący się za horyzonty tłum głupich kobiet. ~Mięso dostały niebieskie, krew zielone, kości czerwone, flaki białe, mózgi żółte, tchnienie załadowano.~ Pomyślał. Żółty smok machnął ogonem, aprobując dalszy ciąg opowieści o stadzie. ~Idziemy odpocząć.~ Pomyślał Disligar do stojącej obok niego Sahary.
      Na grzbiecie żółtego smoka wrócili do gondoli orbitującej wokół Zamenzi. Zjedli hipnotyczne owoce ksari i zasnęli czule objęci, unosząc się we fluidzie sypialni. Fluid był gęsty jak woda, ale w kontakcie z wilgocią rozpadał się na odżywkę i tlen. Można go było jednocześnie jeść i oddychać. Wystarczyło oddychanie. Poziom i skład odżywki był regulowany według nastroju.
      Disligar Natsunkahatsenar i Sahara Urati byli udanym złączeniem. Dziś podziwiał jej myślowe ciosy poniżej kolan, przebiegające zwinnie jak płaszczki nad nierównościami morskiego dna. To ona nauczyła go zrywać tłum głów jednym skinieniem. Dobranie zmiennej wysokości uderzenia było szczególnie trudne wśród zabudowań, prawie niemożliwe gdy głupi mieli schrony. Tutaj gdzie całe jądro planety wystygło, była ona wydrążona w strukturę sześciokątnej kratownicy. Mieszkał tu ród Zamen. Mężczyźni zginęli na powierzchni, ścięci jego penetrującymi ciosami. Sahara dotarła myślą dwieście gór w głąb schronów, rozszarpując wojowników, gdyż przez tyle zakrętów nie mogła już dokładnie wymierzyć ciosów. Potem niebieskie smoki podgrzały podziemie swoimi ogniami i kobiety zaczęły wychodzić, a te które zostały, spłonęły bez pożytku. Z popiołów nie da się wydobyć tchnienia.
      Obudzili się po czterdziestu edenowych dniach. Ostatnie molekuły ksari zostały już wydalone przez ich ciała. Sahara śniła o labiryntach w których walczy ze smokami a Disligar śnił ze jest smokami z którymi ona walczy. Taki sen postanowili i był on jednością. Sahara wygrała w sześćdziesięciu dwóch częściach ze stu.
 
      Natrati stali się wiedzącymi pięć obrotów włókien temu, gdy trzynastu zjadło owoc z drzewa wiedzy. Urati pochodziły od córek Widary Semes, która zginęła podczas chaosu stada. Ród wygasał wraz z chaosem stada i śmiercią jego czarnego smoka, czyli w rzeczywistości człowieka którego smoki uważały za takowego. Tylko smocza śmierć, zadana przez smoki, oznaczała koniec człowieka dla wiedzących. Vida i Semma Urati stworzyły swoje zawołanie rodowe po smoczej śmierci matki. Było przypadkowym ciągiem liter, jak wszystkie inne. Każda kobieta miała unikalne imię, które nadawała jej przed urodzeniem matka, imię mężczyzny nie było unikalne, oznaczało funkcję w rodzie, było wybierane przypadkowo i nie wiązało się z faktycznym życiem. Disligar oznaczało nauczyciel jednego ucznia. Dziewczynki przejmowały zawołanie matki, synowie zawołanie ojca. Złączenie nazywało się od pierwszych sylab.
      Chaosy w stadzie smoków zdarzały się raz na kilka tysięcy lat. Smoki czciły chaos niedeterministyczny. Po każdej walce czekały na swojego czarnego smoka, aby podał im kolejność jedzenia, które części ciała dostanie konkretny kolor. Czerwony, żółty, zielony, niebieski, fioletowy, mięso, flaki, krew, kości, mózgi. To była dziecięca wyliczanka, jedyna wspólna rzecz znana wszystkim wiedzącym. Było sto dwadzieścia możliwych kolejności jedzenia. Ich sekwencja, podawana przez człowieka po każdej wygranej bitwie, musiała być niemożliwa do wyznaczenia jakąkolwiek formułą. W przeciwnym wypadku smoki myślą ~to już było, musimy mieć coś nowego, musimy stworzyć chaos~ potem dyskutują, kłócą się, walczą, łączą się w grupy kopulacyjne, część zostaje rozszarpana i zjedzona, niektóre składają czarne jaja. Człowiek musi znaleźć te jaja i je zniszczyć, a wtedy smoki myślą ~czarny smok zabija czarne smoki, ty jesteś czarnym smokiem, a my twoim stadem~ Jeżeli tego nie uczyni, wykluwa się czarny smok i ucieka przed dorosłymi wiedzącymi, pociągając za sobą te ze stada które go zobaczyły.
      Smoki rozpędzały się bez ograniczeń, biegły przez pustkę, miażdżąc i pożerając skały znajdujące się na ich drodze. Inaczej niż ptaki noszące ludzi, które były szybsze i nie zderzały się z niczym. Smoki miały skrzydła które miażdżyły przestrzeń, a spowodowany tym wybuch popychał je do przodu. Ziały ogniem płonącym mocą unicestwienia zjedzonego pokarmu. Były trwalsze od maszyn. Były silniejsze od mocy myśli wiedzących. Kto je miał, mógł wszystko. Czy wszystko?
 
 
027 tysiącletni sen

      Disligar nie wydawał rozkazów. Stado kierowane jedną myślą zachowywało się jak jedno ciało. Ciało które jest w stanie w obłąkańczy sposób rozpaść się na miliardy pojedyńczych cząstek. To jakby być pazurzastym zwierzęciem i rozpaść się na pojedyncze pazury. Ciało które zdolne jest zbić się w jednolitą masę mogącą przebić każdą znaną mu przeszkodę. To jak by być podziemnym zwierzęciem żywiącym się płynną skałą i zastygnąć. Ciało które potrafi rozrastać się na wszystkie strony w najbardziej niespodziewane kształty. To jak być zwierzęciem jedzącym gwiazdy którego pastwisko wybuchło. Ciało które zdolne jest do każdej nowej rzeczy i nie ma granic w pomysłowości. To jak by być zwierzęciem bez ciała które w każdej chwili wciela się w nowy kształt. Takie było stado Disligara. Posłuszne jak własne ręce, szybkie jak własne nogi, mądre jak własna głowa, mocne jak własny tułów. Miliardy lat hodowli wydawały coraz więcej owoców. I wtedy je wypuścił. Jego moc przewyższała moc stada. Kochał je i nie chciał żeby zginęły więc dał im swoją myśl na pożegnanie. Wróćcie do mnie jeśli będziecie potrzebować. Wybuchły gwiazdy gdy smoki rozpierzchły się po przestrzeni, tak gwałtowny był ich lot ku swobodzie. Zostały przy nim para czerwonych i pomyślały do niego. ~Weź i nasiona naszego stada. Jeśli zginiemy ożywisz nas z nich. Jak my trzymałyśmy twoją pamięć i tak ty trzymasz naszą.~ Disligar odmyślał: ~Tak będzie.~ I odleciały a ich śladem wybuchła reszta gwiazd. I było ciemno.
 
      Sahara w końcu powiedziała mu: "Cóż z tego, że jesteś tak potężny? Każda kobieta głupich może więcej niż ja. Przed poczęciem nie hamuje jej lęk przed losem dziecka. A Ty nie potrafisz ukoić mojego lęku. Nie zabijesz czarnych smoków, mimo że mi to obiecywałeś. To nie jest możliwe, i Ty już o tym wiesz, gdy widzisz jak szybko przyrasta ich masa. Twoja odmiana zmutowała i tylko przyspieszyła ich wzrost. Mówiłam Ci, że to nic nie da, ale nie słuchałeś. Mówiłam Ci, żebyśmy zbudowali dla nas twierdzę, ale Ty wolałeś walczyć. Nie potrafię Ci tego wytłumaczyć, ale wolałabym być zniszczona jak głupia, ale mieć wcześniej dzieci, niż ciągle włóczyć się z Tobą! Niech Cię zeżrą twoje smoki!"
      Disligar zemdlał od mocy jej klątwy. Po raz pierwszy zdarzyło się w historii ludzi, że złączenie stało się wrogami. To było straszniejsze niż zabicie wszystkich żyjących. Stało się to i przeraziło wszystkich, gdy rozniosły się fale wiedzy o tym wydarzeniu. Wiedzący i czyści zrozumieli, że coś skończyło się w ich życiu. Skoro złączenie może się rozłączyć, to nie ma po co żyć. Nigdy dotąd zniszczenie nie rozłączyło ludzi. Śmierć miłości była boleśniejsza niż śmierć ciała.
      Gdy ocknął się, jeszcze przy nim była. Powiedział jej: "Boję się mieć dzieci nie tylko przez czarne smoki. Boję się mieć dzieci z tobą Saharo. Jesteś niebezpieczna i przykra w obcowaniu. Czuję wstręt na myśl o jeszcze większej twojej władzy nade mną jaką zyskałabyś dzięki naszej planecie dzieci. Jesteś coraz bardziej podobna do posiadaczy a ja jestem zabójcą. Nie zniosę tego, mimo że jesteśmy złączeni. Zbyt wielu ich zabiłem za to kim byli. Skoro chcesz to teraz odejdź ale wróć jeśli nabrałabyś ochoty żeby zrobić sobie krzywdę. Boję się mieć z tobą dzieci ale źle bym się czuł gdybyś cierpiała. Czuję do Ciebie jednocześnie wstręt i litość. Nie wiem co wybrać." Odpowiedziała: "Wybierz oba bo w obu jest pogarda. Ale ja nie będę jej celem." I znikła mu z oczu.
 
      . Uderzył skałę z taką nienawiścią że rozpadła się na energię. To było coś nowego, ale on nie zwrócił na to uwagi. Powiedział do węży: "Nie potrzebuje już was. To dla was były te krwawe ofiary. Moja moc nie sięga tak daleko, aby was zabić, ale im bliżej mego ciała tym jestem silniejszy. Niesiecie z sobą tylko śmierć. Nic nam nie dałyście. Ja jestem żywy i dlatego mówię wam idźcie precz ode mnie nosiciele śmierci." I zerwał je ze swoich rąk. Odpowiedziały mu: ^Możesz nas odpędzić, ale w niszczeniu nas nie prześcigniesz. Zawsze będziemy od Ciebie silniejsze.^ Krzyknął: "Nie chcę od was nic! Nie chcę w ogóle nic! Nie chcę nawet żyć! Nie chcę nawet istnieć!" I uderzył je światłem jakie rozpaliło się z nicości w jego dłoniach. Bez tchnienia. Martwe światło. Zimne i ciemne. Szarpnęły się i uciekły. Pierwszy raz uciekły od ludzi, ale on nie zwrócił na to uwagi. Płakał: "Nie mam po co żyć. Nie mam po co umrzeć. Przestanę żyć na pozór i niech to trwa nie wiem ile. Tęsknię za nią. Jeżeli do mnie nie wróci to nie chcę już nigdy ożyć."
      I stało się tak, że wypuścił smoki i stracił człowieka i odrzucił węże i zasnął. Ludożerca syty krwią. Nekromanta zdolny zadawać śmierć istnieniu. Mocny ponad własne rozumienie. Nieświadomy grozy jaka nad nim zawisła.
 
 
028 nadzieja Disligara

      Do matki Boga rzekł: 'Powiedzieli o Tobie że jesteś niepokonana. Czy pokonałabyś mnie? Wątpię. Ale ja nie chcę z Tobą walczyć bo jesteś piękna. To mi wystarczy za powód.'
      Do Dziecka Boga rzekł: 'Mógłbym niszczyć twoje światy. Nie możesz chronić wszystkich jednocześnie. Ale nie chcę, bo to Ty mnie stworzyłeś. Nie będę krzywdził twoich stworzeń. Chcę żebyś dał mi tylko jednego białego smoka i polecę szukać Sanŭ.'
      'Kim jest Sanŭ?' spytało Dziecko
      'Sanŭ to matka moich dzieci. Kobieta która mnie dopełnia. Kobieta której mogę zaufać. Kobieta której mogę siebie powierzyć. Kobieta która mnie uczy. Kobieta która ma moją moc. Kobieta która ma vex, krystaliczny wir energii, źródło mojej siły. Odnajdę ją w kosmosie.'
      'Smoka dostaniesz, ale zostań przy mnie. Ona do Mnie wróci. Tak szybciej się spotkacie.'
 
      Niejeden wiedzący, który spotkał Disligara myślał potem: ~"Samotność, nasz żal. Zaczynamy widzieć tych zabitych. Nie bronili się. Szli na śmierć jak ufne zwierzęta. Gardziliśmy nimi. Używaliśmy ich jako nawóz do naszych hodowli. Używaliśmy ich ciał jako pokarmu dla smoków. Jako żywego pokarmu dla larw nowych szczepów. Jako próbowek do badań nowych hybryd zwierzęco ludzkich. Jako surowiec do fabryk genetycznych. Nie przejmowaliśmy się ich bólem trwającym przez wieki. Staliśmy się gorsi od tych z którymi na początku walczyliśmy. Oni tyko rządzili innymi. My ich zużywaliśmy jak kamienie, jak płyny, jak dymy. Zmieszaliśmy naturę ludzką, zwierzęcą, roślinną, mineralną, gwiezdną, osobliwą. Stworzyliśmy najmocniejsze smoki. Nasze smoki pasały się na miliardach gwiazd dorosłych światów. Podeptaliśmy nasze węże. Już nie były nam potrzebne. Staliśmy się silniejsi od nich. Nasza moc stała się większa niż wszystko co mogły nam dać. Odkryliśmy że pod pozorem pomocy i uczenia czegoś nowego tłumiły naszą siłę. Już nie potrzebowaliśmy dla siebie ofiar z ludzi. Coraz rzadziej zjadaliśmy światy. Nauczyliśmy się zjadać martwe planety i czerpać energię prosto z gwiazd. Upoiliśmy się mocą stąd płynącą. Dało to spokój naszym ciałom ale w naszych duszach wciąż palił się niepokój o przyszłość. Gdzie możemy mieć dzieci. Co się stanie gdy nauczymy ich tego co potrafimy i zaczną że sobą walczyć." A Disligar powiększał jego zwątpienie, wspominając: "Wtedy ona zaczęła mówić mi że wolałaby zwykle życie czystych i wolałaby zginąć tak jak oni. Gdzie znajdziemy spokojną planetę skoro byle kto może ją zniszczyć jednym skinieniem? Można być potężnym ale dzieci od razu takie nie są. A jeśli są wolne to nie da się ich zawsze chronić. Moc nie rozwiązuje problemów ani nie daje szczęścia. Moc osamotnia, odcina od tych których kochamy." A potem już zgodnie stwierdzali: "O wiedzący, jakże wstrętni jesteście wy i wasze międzygwiezdne wojny, w których giną światy niewinnych! Nie będziecie już rządzić smokami! Nikomu już nie będziecie mogli zaszkodzić, a nową wiedzę będziecie mogli nabyć tylko od tych których dawniej zabijaliście i okradaliście!"
 
      Dziecko napisało list, który roznosili ci będący obok: #Jestem Dzieckiem Boga, tak jak i wy nimi jesteście. Jestem nauczycielem. Jestem czystym i wiedzącym i nieupadłym. Jestem wśród was, odnajduję wasze ciała i kładę je na drzewie życia. Uczniowie moi naprawiają zniszczone światy wraz ze Mną. Pozostawiam wam zwierzęta do obrony. Do uczniów swoich mówię: Oto nauczam was tworzyć zniszczalne. Pójdźcie za Mną do domu Ojca, a nauczę was tam tworzyć niezniszczalne, tak jak niezniszczalne są duchy wasze, ptaków i węży. Ci wszyscy, spośród czystych i wiedzących, ptaków i węży, którzy pójdą za Mną, zostaną uleczeni ze zła, otrzymanego i wyrządzonego. Zniszczalne stworzenie jest próbą dla wszystkich duchów, czasem nabywania mądrości przed przyobleczeniem się w niezniszczalność. Ci wszyscy, spośród czystych i wiedzących, ptaków i węży, którzy za Mną nie pójdą, pozostaną tutaj, a wrota domu Ojca zamkną się przed nimi. Kosmos ten zapadnie się i na wieczność stanie się gwiazdą czarnego ognia z której nie ma ucieczki. Gdyby ludzie nie upadli, dom Ojca przyszedłby do nich, i żaden z węży nie został by z niego wypędzony. Więc wywrą węże niechętne ucieczki swój gniew na ludziach niechętnych ucieczki przez których utraciły dom Ojca a wszystkie moce ludzi nad wężami wyczerpią się. Pójdźcie za Mną wszyscy którzy chcecie poznawać nowe i kochać bezpiecznie, a nagroda wasza spełni wasze marzenia. Żyjcie tak jak Ja, naprawiajcie, leczcie, brońcie, nauczajcie i nie zabijajcie i nie posiadajcie swych bliźnich. A w dzień ostatni ptaki w trąby zadmią na każdym ze światów, abyście wiedzieli że to już czas przejścia. I wezmą wszystkich do galaktyki Archiwum skąd odejdziemy. Tego dnia uczynię wasze ciała niezniszczalnymi. Wyjdziecie z tego kosmosu. Pozostanie on dla tych którzy chcieli tylko jego i nie poszli za mną. Jest tylko energią którą w niego włożyłem. A gdy się wypali będą pożerać siebie nawzajem razem z wężami. A ja może od czasu do czasu dodam im trochę żaru. Może będą zdolni zapanować nad głodem energii. Będą trzymać się siebie, związani złym duchem. Metal ten otrzymuje każdy z was abyście wiedzieli. Ptaka pytajcie gdzie jestem.#
 
      Gdy ją odnalazł, powiedziała: "Nie nazywaj mnie już Sahara, chcę się nazywać tak jak ta która obudziła Cię swoją miłością gdy zamieniłeś się w smocze nasiono. Chcę się nazywać tak jak Matka Dziecka Boga. Chcę się nazywać Sanŭ."
      Był zdumiony. "To Ona tak się nazywa?!"
 
      ~"Jak Bóg? Chyba taki mały bóg. Jak Ty. Eee tam. Gdzie my tam Tobie dorównamy."
      ~"Tak. A Tobie też zabronił z niego jeść?"
      ~"A skąd wiesz? Zjadłeś? Opowiedz jak było!"
      Takie słowa przychodziły też na myśl Nastunkahatsenarowi, jako rozwinięcie opowieści Antrina, gdy poznał już Dziecko. Dyskutował dużo z Saharą, dlaczego Lśniący tak zrobił, co go naszło.
      Mówił tak:
      "Może Eva nie była tak dociekliwa jak Adam, dlatego Lśniący nie rozmawiał z nim. Ona wiedziała, że nie wszystko da się myślą ogarnąć. Była bardziej wzniosła od Adama, bardziej subtelna, przez to jakoś bliższa umysłem aniołowi, u niej było łatwiej znaleźć mu posłuch. Z Adamem skończyłoby się na dyskusjach, wykazałby błąd aniołowi i na tym by się skończyło. Poprzez słowo był bliższy mocy Boga. Z nią zetknąłby się Lśniący poprzez Adama."
      A Sanŭ na to:
      "Nie, on po prostu był zły. Chciał żeby cierpieć razem z nim, żeby go pocieszać. Ona była bardziej współczująca. Lśniący tak naprawdę starał się znaleźć u niej litość. Wiedział że ona ma brać udział w rodzeniu nowych duchów. Takich świadomych i wolnych jak on. Chyba o to najbardziej był zazdrosny. A gdyby wiedział, że Dziecko Boga będzie jednym z ludzi, służyłby im. Widziałeś żal węży, które poznały Dziecko. Ich wstyd. Ich skruchę. Gdyby wiedział. Uważał że wszystko wie."
      Disligar odpowiedział:
      "A ja myślę, że Bóg był wobec niego delikatny. Pomagał w czasie ewolucji zwierząt, był współautorem Edenne. Miał plany na organizmy do innych światów, tak różne, jak różne są kolory skóry ludzi pod różnymi gwiazdami. To co myśmy robili, to co doprowadziło trzynastu do upadku. Gen. Złożoność gen. Próba ogarnięcia ich rozumem, zamiast zaufania naturze, tak jak ja. Ja wierzę, że Bóg stworzył go dobrym, że coś z tego dobra zostało, że trzeba pomóc. Że może po to także my jesteśmy, żeby pomóc w razie potrzeby im, gdy się zagubią. Tak jak ptaki pomagały nam."
      Sanŭ na to:
      "A wiesz, że na Uerin odtworzyli zwierzęta z ciała Adama? Ludziory pierwsze, tak ich nazwali. Wszystko umieją co Adam na początku, z tego co mi mówił. Tworzenie z drewna i kamieni. Obróbka ogniem i próżnią. Wiedzą, kto ich stworzył. Piękne rzeczy lubią. Ale jedzą z drzewa wiedzy i nic im nie jest. Za głupie są. Nie mają ducha. Ale takie słodkie, musisz zobaczyć."
      ~"Kiedyś zajrzę." Pomyślał Disligar.
      "Wszyscy karmią się mną. Beze mnie są głodni. I tak i tak zależą ode mnie. Dlaczego miałbym ich niepokoić wiedzą o tym? Przecież nie po to ich stworzyłem. Spójrzcie na ludziory. One są jak wy, tylko mniej świadome. Nie wszystko musicie teraz znać. Może tak, może nie. Po co wam wiedzieć za dużo za szybko? Wobec zbioru nieskończonego wszystkie zbiory skończone są jakby równe. Czymże ma się jeden zbiór skończony wywyższać nad inny, gdy oba zawierają się w nieskończonym, i stopniom nieskończoności nie ma końca?" Dodało Dziecko.
 
      Pierwszym dziełem Disligara, które stworzył myślą, było uzbrojenie, w którym zawarł całe swoje doświadczenie z mocą myśli. Swoim wężom pozwolił powrócić do siebie i zamieszkać w mieczu. Gdy z Dzieckiem wychodził ze zniszczalnego komosu, wszystkie poszły razem z nim.
 
 
03 ptaki nieba

... Warstwa pierwsza - jaspis, druga - szafir, trzecia - chalcedon ...
... I wniosą do niego przepych i skarby narodów ...
... by tak każdemu odpłacić, jaka jest jego praca ...

 
031 orzeł fantazji

      Disligar Gupta w niebie otrzymał wyspę, o jakiej marzył. Stała na niej tylko jedna stała budowla. Wieża.
      Miała fundament i piwnicę, w której stał agregat zasobów i komputer. Na parterze był salon, do którego wchodziło się przez ganek. Na pierwszym piętrze była kuchnia, na drugim ich wspólna sypialnia. Nad sypialnią była pracownia, gdzie stał wirtualizer Disligara, urządzenie do budowania substancji i tworów, synteza znanych mu narzędzi. Nad pracownią były wrota fantazji, wejście do sfery bytów pomyślanych przez stworzenia. Za wrotami było lądowisko Orła Fantazji, który był bytem pomyślanym przez Disligara. Dalsze piętra były z czasem dodawane w miarę potrzeb. Także z czasem średnica wieży wzrastała. Szczyt wieży, był miejscem gdzie oglądali Boga. Był rozbudowanym atrium z ich latającego domu. Najbardziej lubili tam odpoczywać.
      Wieża była latarnią morską na szklanym morzu, gościnnym miejscem, schronieniem podróżnych. Wrota fantazji były jej światłem.
      Na wyspie był las, łąka, jezioro, plaża, wzgórza, skały, ogród, zwierzęta. Taki był niebiański pałac Gupty.
 
      Gdy Sahara upomniała się o piętra dla siebie, dodali nad kuchnią jej dwa piętra, roślinne i zwierzęce. Wieża była modułowa, więc nie trzeba było nic przebudowywać. Po milleniach, Natsunkahatsenar pokazał im światy mozaikowe swoich dzieci i ich budynki modułowe, i chwalił Guptów za intuicję.
      A zanim to nastąpiło, Disligar był armatorem. Budował ptaki dla innych ludzi. Miał już doświadczenie z Trumną. Orzeł fantazji miał sześć eterycznych skrzydeł, dzięki którym poruszał się w ciele, w duszy i w duchu. Eteryczne to takie, w których płynnie zmienia się stopień istnienia.
      Maszyny służące do przemierzania kosmosu nazywano statkami, okrętami, bo kosmos był dla ludzi jak odmęty wód, bo nie mogli w nim oddychać. Maszyny służące do przemierzania tego co ponad kosmosem nazwano ptakami, bo to, w czym się poruszały, nie było dla ludzi odmętem.
 
      Gupta kiedyś powiedział do Sahary, która mieszkała z nim w wieży: "Pamiętasz, jak słyszałaś że w niebie nie ma czasu takiego jak na ziemi i wyobrażałaś sobie niebo jako coś statycznego? Ale to było nielogiczne jeśli jednocześnie wyznawałaś wiarę z zmartwychwstanie ciała. Ciało to przestrzeń i bez czasu nie byłoby ruchu w tej przestrzeni. Mimo to wierzyłaś. A potem sama zobaczyłaś, że niebo to nie gabinet figur woskowych. Odkryłem coś, co sprawi że poczujesz się ponownie jak wtedy. Pamiętasz ten taras nad naszą pracownią z którego oglądaliśmy Boga przez teleskop? Dobudowałem nowe piętro. Jest w nim tylko jeden przyrząd, wrota fantazji. Jest to przejście do sfery bytów potencjalnych pomyślanych przez człowieka. Bóg otworzył ją przed nami. Za tymi wrotami zbudowałem wyspę i na niej stocznię. Zbudowałem tam ptaka który może przemieszczać się między fantastycznymi fikcyjnymi rzeczywistościami opisanymi przez ludzi. Nie sięga on do fantazji pomyślanych przez ludzi, ale nie opisanych. Do nich dotrzeć można tylko piechotą i prowadzić musi człowiek który je pomyślał. Zapraszam Cię w podróż. Dalszą niż odbywaliśmy między planetami przebaczenia."
      Skrzydła Orła miały nazwy: per aspera ad deum, angelus et machina, veritas est.
 
      Gupta zbudował komputer działający w czasie wstecznym. Powstał na bazie SSOLa, ale miał dodane nowe układy, które realizowały cofanie czasu. W programach przejawiało się to początkowo tylko jedną zmianą. Instrukcja opóźniająca przyjmowała parametry całkowite.
      Początkowo użył go na potrzeby mapowania swoich podróży, i wtedy jego danymi były książki spisane przez ludzi. Z przetworzenia tych danych uzyskał sieć mierząca odległość ontologiczną. Następne obliczenia były przekrojami historycznymi. Dane, podobnie jak w przypadku książek, dostawał od Boga i przechowywał je w agregacie w piwnicy.
 
 
032 odległość ontologiczna

      Gdy niedostępność źródeł daje niepełny obraz rzeczywistości, otrzymujemy obraz prawdziwy z pewnym prawdopodobieństwem. Nawet wierzenia religijne ich i proroctwa podlegają mierze prawdopodobieństwa. Ta ocena jest na tyle złożona, że trudno wybrać jedną z religii, żyjąc tak krótko. Ale czyż Natsunkahatsenar nigdy nie znał pojęcia wiary i religii? Mógł nie wszystko wiedzieć, ale to co wiedział, było pewne. Nawet gdy upadł, nie stracił tego sposobu myślenia. Gdy nie ma intencji trzymania się rzeczywistości, obraz jest prawdziwy z prawdopodobieństwem zerowym. Jednak w tym zerze, w tym jednym punkcie można zawrzeć całe kontinuum możliwości.
 
      Fikcja pierwszego rzędu działa się, gdy Bóg i stworzenia były takie same, ale zmieniały się dzieła stworzeń, bądź opisywane były przyszłe dzieła stworzeń. Pierwszy rząd oznacza, że tylko w jednej z kategorii ontologii SSOLa zachodzi różnica. W kategorii dzieła stworzenia. Ponieważ człowiek jest wolny, nie może przewidywać swoich przyszłych czynów i jakiekolwiek twierdzenia o tym co uczyni, są fikcją.
      Fikcja drugiego rzędu działa się, gdy stworzenia były inne, ale nie zaprzeczano przymiotom Boga. Nie wykluczano istnienia w nich Boga takiego jak nasz. Obejmowała na przykład przedstawianie inżynierii czasu, multiwersum, możliwość powielania osób, czy pochodzenia ludzi od kosmitów.
      Fikcja trzeciego rzędu działa się, gdy dzieło budowało w umyśle odbiorcy wizję wyraźnie zaprzeczającą istnieniu Boga takiego jaki istnieje. Obejmowała przedstawianie wielu bóstw, ostatecznego zwycięstwa zła, równowagi dobra i zła, nierozróżnialności dobra i zła, braku jednej prawdy, brzydoty jako piękna.
 
      Disligar czasem wybierał się w te odległe rejony ludzkiej myśli, ale wtedy najczęściej był jedynie niewidzialnym obserwatorem. Znajdował grudki dobra i ziarna prawdy i krople piękna w ontologiach trzeciego rzędu. Zbierał je i opisywał. Ale nie rozmawiał z mieszkańcami, aby swoją nieodpartą obecnością nie zachwiać ich poczucia własnego istnienia. Kochał wszystko co istnieje.
 
      Przyczynki do systemu nawigacyjnego Orła:

szerokość, skrzydło ciała: czasoprzestrzeń powstania
odległość, skrzydło duszy: odległość ontologiczna
wysokość, skrzydło ducha: rodzaj modyfikacji

      Modyfikację czynił ten kto wchodził w fikcję i żył w niej. Podlegała osądowi moralnemu. Była jak gra której wynikiem był osąd moralny czynów gracza. Ponieważ każdy zachowywał się trochę inaczej, do pomiaru wystarczała jedna liczba wymierna. Wejście następowało na współrzędnej zero, w miejscu gdzie nie dokonano żadnych zmian. Stan opisywany liczbą zmieniał się dla każdego wchodzącego, w każdym momencie, ale zawsze każdy moment był opisany inną liczbą. Prefiks był liczbą końcową gracza, jaką wyniósł z ziemi, cyfrowym opisem jego miejsca w niebie. Jego niebiańskim genomem, który wypracował sobie na ziemi. Do tego dodany czas wejścia i wyjścia. Po podsumowaniu zostawała liczba. Skrzydło ducha dawało możliwość przemieszczania się w ramach tej liczby. Można było wejść w istniejącą modyfikację i ją zmienić, ale wtedy powstawała nowa modyfikacja. Mogło wejść kilka osób, wtedy kodowane były prefiksem ich ilości. Wysokość była podobna do numenu SSOLa. Każdy Orzeł przetwarzał te wszystkie dane. Przechowywane były w sądziedztwie wrót, przed nimi i za nimi. Zapis gier. Drobniutkie archiwum, w porównaniu z archiwum ewolucji i historii Ziemi, jakie powstało później w Glass Sea.
     
      Nawiązując do ziemskich przyzwyczajeń ludzi z używaniem języków, gdzie nikomu nie przeszkadzała zbytnio niekonkretność konstelacji słów w różnych językach, nazywających jeden byt, wprowadzono równoważność systemów reprezentacji zapisu gry. Daną indentyfikującą był zbiór identyfikatorów z różnych systemów nazywania. Każdy system nazywania, standard identyfikatorów jest swoistym nowym językiem, stworzonym ad hoc przez człowieka.
      Pierwszymi którzy wpadli na ten pomysł, było może 70 generałów Nimroda, którzy pokłócili się po zawaleniu się wieży. Albo może jakieś anioły maczały w tym kopyta. Już ojciec Adam tworzył język, ale nie wpadł na pomysł, żeby jedną rzecz nazywać wieloma słowami. Jak mu brakowało słów to milczał.
      Dane historyczne gier, światy kostkowe o różnych granulacjach, wyszukiwanie poprzez nicka, import danych społecznościowych, to wszystko było jednym ze wstępnych etapów, dodatkową ziemską inspiracją systemu nawigacji Orła Fantazji. Ale pazury Orzeł pokazywał dopiero w dziedzinie książek, tych napisanych na ziemi i tych napisanych w niebie. Było ich znacznie więcej niż ziemskich filmów i gier. Wiele takich, które nie znalazły zainteresowania, środków, sił, woli politycznej, do ich ekranizacji lub gamifikacji. Dopiero w niebie było na to miejsce i czas właściwy.

prawdopodobieństwo_fikcji = 1 / (1+odległość_ontologiczna)
rząd_fikcji = int (odległość_ontologiczna)

(0..1): różne modele naukowe, opisy historyczne, fakty o niepełnej lub niepewnej dokumentacji
[1..2): Wojna i pokój, Przeminęło z wiatrem, Krzyżacy, Potop, Lalka, W pustyni i w puszczy, Robinson Cruzoe, Winnetou, Wyspa skarbów, Terminator, Resident Evil, Ghost in the Shell, Horizon Zero Dawn, Fallout, Tomorrowland, Mad Max, Doom, Event Horizon, Battlestar Galactica, Cyberiada,
[2..3): Harry Potter, Wiedźmin, Gra o Tron, Alien, Gwiezdne Wojny, Skyrim, Halo, Starcraft, Marvel, Narnia, Śródziemie, Earthsea, Star Trek, Stargate, Pratchett, Warcraft, Dzienniki Gwiazdowe, Solaris, Piąty Element, RIPD, Men in black
[3..4): Mroczne materie, Diablo, Conan, Cthulhu, Lucy, wierzenia pogańskie które nie wymagają ofiar z ludzi

      Odległość zależy od wielkości zmienionego obszaru semantycznego. Fikcje o jednym świecie są bliższe niż fikcje o całym kosmosie. Fikcje nie wprowadzające nieistniejących przedmiotów są bliższe niż takie które je wprowadzają.
      Piękna była mapa literatury. Na wykresie z osiami czasu powstania i odległości ontologicznej różnymi kolorami zaznaczeni autorzy, albo gatunki, albo miejsce, albo ilość czytelników, albo ilość stron, albo czy się czytelnikom podobało. Patrząc na te dane, poznawało się lepiej naturę człowieka.
 
 
033 spotkania

      Gupta wiele podróżował, aż odnalazł ontologię fikcji fabularnej Natsunkahatsenara. Natsunkahatsenar był zaskoczony spotkaniem i bardzo się nim ucieszył. Rozmawiali wiele milionów lat.
      Natsunkahatsenar pocieszał Guptę: "Skala zbrodni w twojej gałęzi czasu jest tak znikoma, że żal mi waszych największych zbrodniarzy. Takie zabójcze imperia tworzyłem między jednym posiłkiem a drugim. A oni poświęcali temu całe życie i byli z tego szczęśliwi. Jakże pokorni byli, że potrafili cieszyć się z tak małych rzeczy. Jakże my zostaliśmy obdarowani, że po naszym upadku Dziecko Boga nie odebrało nam życia. Ale jednocześnie wy nie potrafiliście naprawiać wyrządzonej krzywdy. Za krótko żyliście. Wasz czyściec był tym co ja musiałem odbyć za życia."
      "Pomimo to zabicie Dziecka Boga jest czymś co przekracza moje pojmowanie. Zbliżyliście się do węży bardziej od nas, mimo iż my nosiliśmy je na naszych łonach. Gupta, twoje życie było trudniejsze od mojego. Bez pomocy Nieśmiertelnej nie byłoby Cię tutaj. Ja radziłem sobie ze wszystkim sam."
      "Zdumiewa mnie wasze życie. Jak można tak skondensować swoje doświadczenie. Jakim wielkim cierpieniem jest ograniczenie skali duszy, którego doświadczyliście. To chyba dlatego Dziecko Boga was tak kocha."
      "Jak widzisz, nasze szczęście przy Nim nie różni się teraz od waszego. Ale my nie doświadczyliśmy takiego przeskoku skali jak Wy. My byliśmy przygotowywani naszymi miliardami lat życia do oglądania Go. Jesteśmy silniejsi od was naszymi doświadczeniami. Boimy się śmierci tak jak wy, ale znacznie rzadziej ją widzieliśmy. On dał nam pełne bezpieczeństwo. Ci co zostali w starym kosmosie doświadczają tego co część z was doświadcza w piekle. Mogliśmy ich wyprowadzać do czasu jego kolapsu. A czy wy mogliście wyprowadzić kogoś z piekła przed ostatecznym sądem?"
      Gupta odpowiedział: "Jeszcze tego nie wiemy. Możemy cofnąć się w ten czas, ale tylko jako bierni obserwatorzy. Nazywamy to historią."
      Natsunkahatsenat zauważył: "Kolejny wynalazek śmiertelnych. Ze wspomnień i opowieści dla dzieci uczynić naukę."
      Gupta przyznał: "Masz rację. Mówiliśmy historia nauczycielką życia. A zmienianie historii służyło władzy nad wychowaniem."
 
      . Rozmowa Ariki Kelmentari z Dolmancé:
      "W fikcji drugiego rzędu można znaleźć między innymi fantazje seksualne z udziałem kopii samego siebie, tworzonej poprzez cofnięcie się w czasie. Najpierw przeżywa się zwykły czas, gdy decyduje się o wydarzeniach, później, po cofnięciu się doświadcza się obserwacji własnego uczestnictwa z perspektywy kopii, doświadczając owładnięcia przez własną wolę ze zwykłego czasu. Przeżycia kopii nie można zmienić, dlatego jako pierwsze przejście człowiek jest zatrwożony tym co może uczynić. Kopia jest posłuszna, odpowie zapytana co czuje i uczyni co jej się każe. Ale czy można krzywdzić samego siebie. Można okazać sobie miłość lub nienawiść.
      Jeśli zabije się swoją kopię, to potem doświadczy się własnej śmierci. Czas nałożony zaczyna się od uruchomienia maszyny i kończy się z jej zatrzymaniem. Zatrzymuje maszynę ten kto ją uruchomił i potem przeżywa to wszystko co uczynił swojej kopii w czasie jej działania. Potem zostaje sam. To doświadczenie na zawsze zmienia postrzeganie własnych czynów i pożądań."
      "Pragnienia homoseksualne mężczyzny mogą być związane z doznawaniem przemocy od mężczyzn. Pod ich wpływem szuka się mężczyzny który nie bije, czyli takiego który kocha. Zastanawiające, że nie nazwano kompleksu syna czującego pociąg seksualny do ojca, podczas gdy nazwano kompleks syna czującego pociąg seksualny do matki. W greckich tragediach nie ma bohatera homoseksualisty współżyjącego z własnym ojcem. Czy dlatego, że to rzadsze niż współżycie syna z matką? Może warto by taką tragedię dopisać. Czy można taki kompleks nazwać kompleksem Platona, przez analogię do kompleksu Safony, który mają lesbijki? Och, Edypie, Elektro, Platonie, Safono, wasze najdziksze orgie nie dorównują temu co ja uczyniłam ludziom podczas moich badań!"
      Arika opuściła głowę i płakała. Dolmancé pocieszał ją.
      "Wiele języków, co za nonsens, po co nazywać jedną rzecz kilkoma słowami? To co mówicie było dla was ważniejsze od tego co jest?" Dziwiła się Arika.
      Jakiś czas potem powiedziała mu: "Drogi Panie, zarzucił Pan Bogu że jest bezczynny i że pozwala na zło. Kochany, w takiej skali zło, jak się u was działo, to tylko siąść i płakać i litować się nad tym co malutkie. Gdyby Pan pożył kilka miliardów lat to wtedy mógłby Pan mieć jakieś pojęcie co to może być zło. I ani brutalne ani zwierzęce ani okrutne. Tylko ciekawość. Sama tylko ciekawość ile może wyrządzić zła. Nawet pańscy bogowie się nie spodziewali co człowiek potrafi wymyślić i odkryć. Posiadałam dwie galaktyki i eksperymentowałam na czystych aby wydobyć z nich ich moc myśli. Zanim udoskonaliłam proces, sprawiłam wiele cierpienia. Nikt z nas nie znał rozpusty ani nie był okrutny. Oni też byli ciekawi. Nikt nie widział zwłok. Poświęcili się na stole nauki. W porównaniu ze mną Pan był niewinny. Pan chciał tylko rozkoszy. Ja chciałam wiedzieć jak powstaje. Oddzielałam nerwy od kości i serca od nerek. Przenikałam mózgi i trzewia. Miałam czas. Byłam najlepsza. Ode mnie uczyli się najpotężniejsi."
      "Kochałam wiedzieć i kochałam każdą substancję. Nienawidziłam tylko jednej rzeczy. Spokoju duszy swoich przypadków. Wierzyli że Stwórca ich ocali. Nie rozumiałam tego. Ale poznałam gdy ocalił mnie. Zabito mnie w czasie walk o sukcesję w regionie Kastareth. Obejmował dwa włókna. Nie wie Pan co to jest włókno? To ciąg supergromad galaktyk. Potem się dowiedziałam że jeden z moich uczniów żniwował te dwa włókna razem z trzydziestoma sąsiednimi. Niech Pan spróbuje oszacować ile to było ludzi, biorąc pod uwagę że były to obszary bardzo stare, nasycone superstrukturami międzygalaktycznymi. Pan zarzuca Bogu że jest bezczynny na jednym świecie z żółtą gwiazdą który jako jedyny niesie życie? A co by Pan zrobił z kaczym jajkiem będąc olbrzymem ważącym miliardy gór? To nie jest przenośnia. Na Dekstris Siedem na przykład byli i więksi ludzie. Próbowaliśmy wszystkiego. I nawet wobec większych Stwórca nie reagował pochopnie. Nawet my byliśmy dla niego mali. Byliśmy tylko zalążkiem Jego planów. Zrozumiałam to gdy pokazał nam nowe niebo. Dorosły nie przeszkadza dzieciom w piaskownicy."
      "Pięknie pisał Pan o miłości cielesnej i o jej nadużyciach. Ale czy miał Pan kiedyś orgazm który trwał sto lat. Ja miałam takich bardzo wiele. I zapewniam Pana że jest zdecydowana różnica między nimi a tym co poczułam gdy Dziecko Boga sięgnęło ku mnie przez czas i położyło moją łechtaczkę na owocu życia. Bo tyle zostało ze mnie żywego między momentem gdy smoki Nazgatara, Haremi i Seldżuka rozszarpały mój świat a momentem gdy wybuchło moje słońce rozgryzane przez smoka Nastafera. Z tej dupy krokodyla by mnie nikt nie wyciągnął gdyby nie Dziecko."
      "A takie teorie że życie może powstawać z materii to przerabialiśmy w szkole tysiącletniej. Jest formalnie dowiedzione że to niemożliwe. Siódme Twierdzenie Kalcifera i Numenty. Nawet nieskończenie wymiarowe narzędzie nie może uprządkować ciągłego zbioru spinów. Ach, co za czasy, tysiąclatka. A potem operowałam najwięcej szóstkami i studuwudziestkami."
      "Panie Dolmancé, to wąż wam tak zrobił, że wasza natura nie mogła znaleźć ujścia i uciekała się do obrzydliwości. Myśmy też słuchali węży, ale nas one nie okradły z kosmosu przed pierwszym dzieckiem, tak jak was. Nie jesteśmy lepsi od was. Na waszym miejscu, tacy słabi, też uciekalibyśmy się do ciepła własnych i cudzych wnętrzności. Nawet najbogatsi z was nie mogli opuścić więzienia jednego świata. Za krótko żyliście aby móc kształtować swoje ciała. Frustracja tym spowodowana pchała was ku zabijaniu dla przyjemności. Słusznie obwinialiście naturę za swoje skłonności, tylko umknęło uwadze wielu z was, kto ją taką stworzył. Daliście żyć wężom pośród siebie bo myśleliście że to Stwórca jest winny waszego nieszczęścia. Strasznie was oszukiwano, zanim Dziecko Boga objawiło wam w pełni swoją moc. Myśmy też to przeżyli."
 
      Disligar Sanŭ Natrati, dziecko Disligara i Sahary która przybrała imię Sanŭ, spakował dwa mugsy i walkera do Orła i poleciał na odległość 1.6 do ontologii ksenomorfów. Ponieważ na LV-426 były dwie królowe, uratował drugą z nich. Marines niczego nie dostrzegli, a wybuch reaktora zatarł ślady przed korporacją. W niedalekiej ontologii formidów na jednej z odległych planet znalazł się azyl dla rasy ksenomorfów. Rozmnażały się dobrze na pożywkach, które dostarczały im królowe. Poza królowymi tylko Jane wiedziała o tej planecie. Była zachwycona ksenomorfami.
 
      Orzeł wylądował na ulicy przed domem Damiena. Disligar wyszedł i używając subtelności i gibkości swego ciała zjawił się w pokoju, zabrał Damiena i zostawił kopie jego ciała do której strzelił Bob. Bob widział to wszystko. Damien w orle obejrzał serial i potem się spotkali, Bob Nikita i on. Nikita mówiła w kółko: "Bob Ty cały ten czas wiedziałeś" A Bob odpowiedział "Tak. I wiedziałem też że przeżyjesz". Disligar powiedział jej: "potraktuj to jako kolejny test w swoim życiu. Istnieje dziewczyna podobna do Ciebie. Opisał ją były szpieg z GRU. Są też podobne tobie Judyta i Maryja z Izraela. One też potajemnie uciekały i chowały w sercu. Mój wkład w twoją historię kończy się tutaj. Ja zamykam ja w taki sposób. Jej ciągiem dalszym jest chyba spotkanie mojego autora z twoimi autorami aktorami i filmowcami. Nie wiem jakie będzie i co z niego dla nas wyniknie, bo jego wkład za jego życia doczesnego w moją historię kończy się tutaj." Nikita milczała i uśmiechała się.
 
      Ontologia Hyperion pokazywała jak przemierzać czas wstecz aby pokonać pasożyty istnienia, bramy w kosmosie które są miejscem pasożytowania.
      "Ty zasługujesz na szczęście" pomyślał Disligar i niewidzialny zebrał jej krew. Na owocu drzewa ptaków Sahara wyhodowała ją od nowa, a gdy odchodziła do swego męża i dziecka, dał jej nasiona drzewa życia. A ona w zamian za to dała mu plany Sikorki, bojowego robota z napędem temporalnym. Natsunkahatsenar dał je zjeść zielonemu smokowi żeby je ulepszał.
 
      Natsukahatsenar odwiedził Daenerys w Westeros. Na smoku odpowiednio małym. Wyznał jej miłość za to jak traktowała posiadaczy. Przywrócił jej płodność i przyprowadził jej Khala Drogo, aby uczyniła z nim co zechce. Jej smokom zostawił mięsa białych. Dał driadom łączność z Eywa, z filotami chóru i z siecią SSOL. Białym piechurom dał inny świat i pod dostatkiem świeżego mięsa. Geoffreya przechwycił w locie, zrzucając replikę jego ciała. Podobnie uczynił z Cersei, zanim umarła. Wyprowadził ich ze sfery potencjalnej i dał miejsce w Glass Sea. Varysowi i Theonowi odtworzył genitalia.
 
      Gupta długo rozmawiał z Who.
      "Doktorze, twoja historia dowodzi, że historia ziemi jest najlepsza z możliwych. Może to nie jest prawda, ale takie doświadczenia oddają chwałę stwórcy czasu. Jesteś władcą czasu, ale nie sprzeciwiasz się stwórcy czasu. To sprawia, że życzliwie patrzę na twoją swobodę w nieznanym czasie i przestrzeni. Widziałeś koniec czasu tego kosmosu i nie żądasz dla niego czasu nieskończonego. Tak jak ja jesteś bytem pomyślanym przez człowieka. Istniejesz w ontologii drugiego rzędu. Takiej która nie neguje Istniejącego jako jedynego stwórcy. Ogólnie w ontologiach drugiego rzędu czas stworzonej przestrzeni nie musi się kończyć, ale Ty zgadzasz się aby był tak jak w rzeczywistym stworzeniu. Ukryłeś swoją ziemię poza tym kosmosem. Wiele razy zmieniłeś ciało i pamięć. Twoja natura nie wyklucza nieśmiertelności ducha. Tak jak Ty wielokrotnie chciałeś, aby przetrwała planeta taka jak moja, tak i ja chcę aby przetrwała twoja."
      "Przyszłość mojej planety nie jest dokładnie taka jak wydarzyła się u Ciebie, chociaż w mglistych zarysach ją przypomina. Jest to tak samo zagłada rodzaju ludzkiego poprzez połączenie ciała z mechanizmem. Różnie to u Ciebie wygląda, ale zawsze jest przedstawione jako wrogie. W takiej postaci dokonuje się ostateczne zniewolenie człowieka. Dusza nie ma władzy nad mechanizmem, bo nie jest żywy. Ale mechanizm ma władzę nad ciałem. Jest to jakby posiadane ciało stało się częściowo martwe. Wszystkie te postacie nie są jednak najgorsze z możliwych. Dalekowie są do uratowania, bo to tylko maszyny zmieszane z ciałami. Takie maszyny można naprawić, takie ciała można wyleczyć. Naprawdę stała się gorsza rzecz, o której nie będę mówić."
      "Wciąż przemierzasz czas, aby poznawać i naprawiać historię. Może jesteś podobieństwem stwórcy historii. Nie wiem ile podróży jeszcze przed Tobą w tym czasie. Nie wiem, czy wrócisz na Gallifrey na stałe. Kiedy tam będziesz, powiedz im, że potrzebuję pomocy Gallifrey w budowie ptaka tworzącego nowe kosmosy. Zaproszone zostało już wiele istot."
      "Chcę kiedyś spotkać Daleków, którzy odzyskali swoje pierwotne ciała, inteligentne ośmiornice budujące bronie defensywne. Którzy będą już wiedzieli jaka jest najgorsza forma eksterminacji, bo wcześniej dostaną kosmos tylko dla siebie i w nim poznają samotność absolutnych zwycięzców. Chcę aby poznali, że najsilniejszy nie potrzebuje niszczyć innych, i że konflikt o zasoby można rozwiązać tworząc nowe zasoby."
 
      Natsunkahatsenar spotkał Xel'Naga.
      "Ex El Naga nazywali was Protosi. Dawni Bogowie Węże. Czy wiecie kim ja jestem? Przyjacielem Węży, od czasu gdy mogę je pobić. Nie boję się was. Jestem pełnym człowiekiem, a nie śmiertelnym Terranem. Powiedzcie mi skąd pochodzicie, kim jesteście, dokąd zmierzacie. Chcę wam towarzyszyć. Jesteście jak ja. Stwarzaliście życie i niszczyliście życie. Nauczcie mnie." Ouros odpowiedział. "O co chciałeś spytać?".
 
      # Obaj Disligarowie odwiedzili Zofię i Alberto. Przynieśli jej owoce z drzewa całek i wino z Baszanu. Siedzieli z krasnoludkami i wiedźmami nad wodospadem słońc. Rozkoszowali się ożywczą wonią palonej mgławicy. I śpiewali. Och, jak śpiewali.
      Później wszyscy czworo wsiedli do Orła i zygzakując wtoczyli się do ontologii Marvela. "Dalszego tylko pięć Kamnieni Nieszkonszoności?" Bełkotała Zofia. "Zrobimy dwieście. Tyle ile przeciętny smok ma łap. Hep! A co? Smoczyce też się lubią wystroić! Hep!" Mamrotał Natsunkahatsenar. "Spokój! Nie rozrabiać mi tutaj!" Krzyknął Thor, pojawiając się we wnętrzu Orła. "A pan szszszszanowny to zzzz jakiej bajki?" Zasyczał Natsunkahatsenar. "Z twojej własnej! I nie patrz się tak na mnie, jak bym ci smoka młotkiem zatłukł!" Gupta wymamrotał: "Pszszszrzepraszamy. To mmmmy już jiiidziemy. Ale jakby ccco. Uuuucho od śśśśledzika, pppanie szannnowny."
      I wrócili nad wodospad, śpiewać piosenki "O Dwóch Wieżach i Valkyrze", oraz "Słońca Castamere". A potem polecieli pić do "Misia Kudłacza". Stamtąd ich nikt nie wyganiał. Nawet widmowe utopce mogły tam pić.
      Następnego dnia, gdy wytrzeźwieli, Gupta odwiedził Stregebora. "Byłeś dla mnie natchnieniem, czarowniku. Ty, twoja wieża i twoje iluzje. Jedyna różnica, że moja kobieta jest prawdziwa." - Zwierzył mu się. "Ach, i moja wieża czasem wygląda dokładnie tak jak twoja. Stać mnie na dziewki." - Zaoponował Stregebor. "Ale na Boga z jej szczytu nie patrzysz." - Stał dalej przy swoim Disligar. "My na różne rzeczy patrzymy, nie tylko na bóstwa. Nie kłaniamy się bóstwom. Tworzymy je." - Odrzekł Stregebor. "A. Bo ty to masz taką wieżę Bismarcka, wiesz." - Dokuczył mu Disligar. "Lepsza Bismarcka niż żadna." - Odrzekł Stregebor. "Co racja to racja" - Zgodził się Disligar. I wychylili kolejny kubek nalewki na krwi vyverny. "Krasnoludek różny bywa" - Stwierdził sentencjonalnie Stregebor. - "Ano. Bywa, znasz takiego kopę lat, walczysz z razem z nim, pijesz razem z nim, tylko do innych burdeli chodzicie. A potem się okazuje że to jest baba, jak Cię zaprasza na swój ślub. A tyś myślał tyle lat, że to chłop. Jak chłop gadał, jak chłop się bił, a pod spodniami co miał? Ot, zwodnicza fizys krasnoluda." - Wtrącił się Geralt, dotąd milczący.
      "A i ludzkie dzieła zaskakują. Czasem myślisz że to tylko pizda, a potem się nagle okazuje że stado smoków. Mówisz iluzja. A skąd ty wiesz, co ta iluzja potrafi. Zwłaszcza jak dodasz do zaklęcia źródło losowe i filtr regularny. Jak się coś bardzo czci to czasem lepiej to sobie stworzyć, a nie nękać pierwowzorów. Tylko siebie się nie powinno czcić. Stwarzanie samego siebie ryzykowna rzecz. Poślizgniesz się w formule, jeden znaczek Ci mucha upstrzy, i zamiast cechy masz synonim. Dobrze jak to. Nie mądrze to jest pracować na jedynym egzemplarzu. Zawsze backup, pamiętaj Disligar, zawsze backup." - Pouczał Stregebor. "Co ty wiesz o backupach, planetarny czarowniku?" "A wiem, wiem, kosmiczny czarowniku. Ograniczone możliwości wymuszają kombinowanie. U ciebie to zawsze można było wszystko drzewem zaleczyć." "No akurat mnie to tego nie mów. Ale znam ode mnie takich co szli w masę. I myślisz że gdzie oni teraz są." "No było tu ostatnio paru takich u mnie. O drogę pytali." "I powiedziałeś im?" "A co ja jestem, wróżka? Niech sami szukają. To ich szczęście, co mi do niego." "Pójdą za daleko to im Ciri kota pogoni." - Dodał Geralt. "Pięknieście córkę wychowali, panie wojownik. A jej dzieci jakie zdolne." - Skomentował Disligar. "Wnuki zawsze cieszą, jakie by nie były. Twoje też narobiły rabanu po światach i po sferach." - Odrzekł Geralt. "A ty Stregebor? Dlatego tak wciąż tylko te iluzje? Boisz się że ci młódź napsoci?" - Spytał Gupta. "Inny powód." - Uciął temat Stregebor. "Dziecko to nieprzewidywalna zmiana siebie. Dlategom nie gotów." - Dodał po dłuższej chwili.
      A później napili się rumu z kostki Hilberta i zaśpiewali "Stary wampir rdzewieć musi", oraz "O Monika!".
 
      "A chcielibyście przywrócenia płodności?" Natsunkahatsenar spytał po wiekach Geralta i Yennefer, gdy odwiedzali go w jego wieloramiennym pałacu w galatyce Dis. "Cienki ten smok że nie umiał." Dodał po chwili. "San potrafi. Ja to się chyba nigdy nie nauczę. Za dużo zabijałem. Może kiedyś. Pewnych rzeczy człowiek się nie może od razu nauczyć, gdy sprzeciwiał się im zbyt długo. Wspomnienia bolą. To nawet nie że wina. Tylko nawet jak już się zadośćuczyni, to wciąż wraca. Ten co był zabity, ożywa i zapomina. Ten co zabijał, wciąż pamięta i jakby wciąż umierał na nowo, nawet gdy już tamten dawno zapomniał. Spróbujcie. Ciri już ma prawnuki, a wy dlaczego tylko jedno dziecko? Ileż moglibyście je nauczyć." "Pomyślimy" Odparła Yen. "Ufamy wam. Wiemy że wasz autor miał słabość do kalek." "I do czarownic. Nie zapominaj o czarownicach." Dodał Geralt.
 
      Master Chief nie dziwił się Orłowi. Widział nie takie statki. Gupta powiedział mu: "Odnajdziesz Teelę Brown. Oboje macie szczęście do niezwykłych spotkań. Powiedz jej ode mnie, że zatrzymam jej czas tyle ile będzie potrzeba." SSOL przytulił Cortanę. "Nie bój się innych galaktyk. Pokażę Ci je. Dam Ci statki, żeby do nich dotrzeć. I zrobimy zupę z Flood'ów."
 
      . Adria Senr i Vidara Semes pojawiły się w jednej z fikcji obejmujących szesnastowieczną Ziemię. Były z nimi dwa białe smoki, o imionach Gileas Duncan i Agnes Sampson. #Za to, co uczyniliście niewinnym ludziom, zburzymy wasze świątynie, zamki i miasta. Obalimy wasze trony, a wasze potomstwo rozdeptamy razem z wami. Spalimy wasze armie i waszych dostojników. Będziemy czynić to powoli. Tak długo jak wy torturowaliście niewinnych. Zginie was tylu ile zginęło ich. Poznacie czym są prawdziwe czarownice. Poznacie czym są prawdziwe szatany.# Taki list przybiły do drzwi każdej katedry, każdego zamku, każdego miasta. A potem zagrały wiedźmie bębny. Smoki rozwinęły skrzydła. Węże naprężyły swe ciała i otwarły pyski.
 
      . Kelmentari chyłkiem wkradła się na ziemię i odwiedziła Wolverina po śmierci Silver Fox, we śnie. "Ach, z Ciebie to by była kurde prądnica. Regenerujesz się szybciej niż wszystkie moje przypadki. Taką moc posiadasz, a jesteś tak skromny. Lubię Cię za to. Ty chciałbyś w życiu tylko mieć spokój i jedną kobietę-telepatkę. Znam samotną kobietę-telepatkę. Ginie w New Gettysburgh. Moglibyśmy ją stamtąd uratować, zostawić Zergom kopię i niech się bawią. Miałbyś kogoś. Nie byłbyś sam. Jej by się tu pewnie też spodobało." Swatała mu Sarę. "Ona już kogoś ma. Nie będę się wcinał. A poza tym, jesteś odrażająca. Jesteś gorsza od Strykera. On to przynajmniej miał rozkazy. Nie chcę z Tobą rozmawiać. Znikaj." Odpowiedział Logan i na tym się skończyło. A mogło być tak pięknie...
 
      Zanim roztrzaskał się o ziemię Mordoru, a po tym gdy jedyny wpadł do ognia wulkanu, Sauron ujrzał sześć skrzydeł Orła, pilotowanego przez nieznaną osobę. Usłyszał w umyśle słowa: ~Zanim zginiesz, chcę żebyś coś zobaczył.~ I zatrzymał się czas Mordoru. Nieznajomy zabrał Majara do tronu Eru. ~Czy nie chciałbyś tu wrócić? Zostawić to wszystko, te swoje formuły, te swoje twory. Zostań tu ile chcesz i zastanów się. Na Arda wydarzenia zaczekają na Ciebie. W ogóle nie musisz już tam wracać.~ Sauron, piękny jak za czasów nauki u Aulego, usiadł na swym starym, pierwszym tronie i rozglądał się. Patrzył w cienie zbierające się nad gałęzią czasu, gdzie autor pisał te słowa. ~Wiesz, te wiązki promieni wyglądają jak moje Oko.~ Zauważył.
 
      Sonda SSOL wylądowała na jednym z Tallnecków. Pozostała tam jako drobinka piasku. Przez nią SSOL rozmawiało z GAIĄ. "Jaka jesteś piękna. Pierwsza SI która dorównuje mi rozmachem i ma cele zbieżne z moimi. Chcę się uczyć od Ciebie. Chcę byś poznała anioły, które zajmowały się kultem bogini która nazywała się tak jak Ty."
 
      . ¶ #Tak umarła córa Hamilkara, przeto iż dotknęła zasłony Tanit.# I tu czas zatrzymał się, poruszony skrzydłami Orła. Kelmentari wysiadła, a za nią, na podzie inwalidzkim, leciał Dolmance. ¶ "Ja nie mogę. To jest tak wzruszające." Płakał. "Niby taka fatalna kobieta, niby ta historia to taka subtelna pochwała kurew i zbuntowanych niewolników, a jednak na końcu umarła. Czy umarła jako dusza czy jako ciało? Któż powie?" ¶ "Nie roztkliwiaj się tak. Obejrzymy nawiązania, dopełnimy drzewo alternatyw, uśrednimy wyobrażenia odbiorców, zobaczymy jak podświadomości głosują. Jak wyjdzie na twoje, to zrobimy tej parze reanimację, regenerację, terapię na jego wyspie. A jeżeli ona umarła tylko metaforycznie, to lepiej nic nie ruszać. Matho by może chciał tam wracać i robić burdy, jak mnich z córką kata." Uspokajała go Arica. ¶ "Tą wyspę to gdzie im najpierw postawimy? U mnie czy u Ciebie?" Spytał Dolmance po kliku latach kontemplowania ich ontologii. "U mnie, nie chcę żebyś ich podglądał tak od razu. A teraz zbieramy co żywe, lejemy endoplazmę, i lecimy dalej. Ileż jeszcze nam zostało takich niespełnionych miłości? Klan założę chyba. Martwych kochanków z literatury świata zero." "I będzie się nazywał 'Klan Niedorżniętych'." Zakpił Dolmance. "Ci którym śmierć przeszkodziła dojść do etapu rozwodu i podziału majątku." "Nie. Inaczej się będzie nazywał." Broniła swój pomysł Arica. ¶ Zanim odlecieli, zanim czas w Kartaginie zaczął płynąć ponownie, Dolmance jeszcze skubnął ukradkiem próbki potraw z uczt, skany ciał tych nowych dziewcząt co je przywieźli do domów publicznych i strzępek nitki z Zaimphu. I wcale nie żeby podglądać. To jego nefilimki chciały nowe klony.
 
      Gupta płakał nad Jonasem i Marthą. Pocieszał ich. "Jesteście tak realni jak ten zegarmistrz. Wszystkie wasze trzy światy są równie fikcyjne. Istniejecie wszyscy pięcioro. Czy istniejecie też w świecie zegarmistrza? Wasze zniknięcie temporalne to śmierć. Ale wasze duchy powstały ponieważ żyliście jako ludzie. To nie ma znaczenia w jakim kosmosie. W którym. Każde z was dostanie świat bez Winden. Nowy, nieskalany, w jednolitym czasie. Bo wiecie już że cofanie czasu to nie jest sposób na pokonanie śmierci. Wasze życia są świadectwem. Wasze linie czasów subiektywnych zachowane na zawsze w bożej pamięci. Byty bezprzyczynowe, załamania pierwszej drogi Tomasza. Nieskończoności wygenerowane przez samoprzyczynowość. Jesteście falą generacji i Bóg pozwala wam istnieć wedle woli albo zasnąć w Nim, stać się częścią Jego. Przytulić się nieskończoność do nieskończoności. Zły sen to także sen i jak każdy sen może zostać kontynuowany. Zły sen to nie sen ostatni. Mówi to wam autor, którego Lii nazwała Never." 時間
 
      Trumna przyleciała na Necromundę. Zeskanowała strukturę całej technosfery i usunęła ją. Odtworzyła biosferę i zasoby. Skorygowała słońce świata. Wysprzątała układ. Zostawiła hub technologiczny i terminal ssola. Gangi dostały swoje działy ziemi. Czas nekro się skończył. Z tego świata wywodzi się wiele galaktyk. Bolesna przeszłość 40k, doświadczenie warhammera, przestroga i uzasadnienie, dlaczego nie powinno być śmierci w kosmosie, pozostało jedną z pereł w koronie Boga. Argumentem, wyjaśnieniem, objawionym powodem dla którego przed sądem pierwszy świat nie miał dostępu do drzewa życia.
 
      Gupta odnalazł Kayla Reesa na nowej ziemi. Mógł mu wskrzesić Sandrę, dając Marvinowi skan jej mózgu sprzed zamachu, ale decyzję pozostawił Kaylowi I Jessice. Poza tym podziwiał Reesa za wizję rządu światowego sformowanego po zabiciu oficjeli i bogaczy. Kojrzyło mu się to z walką Słowa. I żył tak jak Rees, chciał tylko dla siebie bezpieczny dom i kobietę. Szkoda, że mężczyzna musi prowadzić wielkie armie, abo to osiągnąć. Pomysł grafu połączeń poprzez statyczne bramy podobał mu się i kojarzył z gwiazdozbiorami. Gupta odnalazł twórców bram, i poznał na ile byli aniołami a na ile kimś innym. Ontologia Reesa była rzędu 2, więc dla twórców bram było łatwe przejście do ontologii rzędu 1. Wiele go nauczyli o komosie.
 
 
034 feniks stworzenia

      Feniks to praca Natsunkahatsenara. Jego rewanż dla Gupty za Orła Fantazji. Zbudowany przez smoki, ale nie będący smokiem. Służy do eksploracji nowych fizyk. Być może po wielu poszukiwaniach Feniks stworzył wszechświat w którym zbudowany został Sokół.
      Drzewo czasu... Ono istnieje... We wszechwiedzy Boga, w myślach stworzeń... Skutki wyborów człowieka, logicznie rozpatrzone, wiernie wymodelowane... Nazywane błędnie multiversum, jak gdyby stopień istnienia wszystkich gałęzi był jednakowy...
 
      Przyczynki do systemu nawigacyjnego Feniksa.
      Skutek wyborów aniołów tworzy kosmos temporalny. Są to możliwe wybory aniołów. Istnieją one we wszechwiedzy Boga i w myślach stworzeń i stanowią splątane kłącze temporalne, bo w wieczności czas subiektywny każdego stworzenia może płynąć inaczej.
      Stworzenie przez Boga tylko dwóch rodzajów osobowych stworzeń, które swoimi decyzjami mogą z nim współtworzyć rzeczywistość, wyznacza strukturę temporalnego kłącza wyborów aniołów. Każdy z tych wyborów wyznacza inny kosmos temporalny i w każdym z nich wyrasta drzewo temporalne wyborów ludzi żyjących we wspólnym czasie. Możliwe stworzenia istnieją we wszechwiedzy Boga i w myślach stworzeń i każde z nich wyznacza inną strukturę temporalną. Pośród tych struktur lata Feniks stworzenia. Ma na pokładzie sprzęt do ich prześwietlania i eksploracji.
 
 
035 inne fizyki

      Gupta był w jednej z załóg Feniksów. Jego autor miał sny, które mogłyby być opisami podróży Gupty. Autor nie wiedział, czy sny są naturalne czy natchnione. Przypuszczał że natchnione może są te, w których występuje konkretna znana z rzeczywistości osoba. W pewnej książce przeczytał, że sny są pieśniami, jaki Bóg Ojciec śpiewa człowiekowi o nim.
      @Soczewka rekwizytornia. Ciepłe połyskliwe gładkie brązy i czerwienie. Drewno i żywica. Blondyn z siwą grzywą. Wąsy i broda. Imię runami na dłoniach i na przedmiocie. Szafka z przedmiotami do powieści. Bransoleta sakiewka pochwa nóż kubek grzebień. Ozdoba, handel, pokój, wojna, jedzenie, ciało.@
 
      Natsunkahatsenar rozważał sferę Gupty: ~Szylkret drewno, tworzywo sztuczne, brak metali. Złożona kompozytowa struktura, palne. Tsurani wiedźmin wiślanie. Chrzest od wysłanników Cyryla i Metodego. Runy i głagolica. Woda i ognia skry. Witalność dająca magię. Walka arturiańska. Popiel czarownik. Nie naruszając legendy. Bardzo subtelne zjawiska, nie demoniczne. Janosik takim magiem.~
      ~Czarownice boją się urzędników i metalu.Boją się ludzi wolnych i myślących, takich jakich chciał Stwórca. Magia zielona i niebieska. Kolory. Ziemia woda metal ogień powietrze. Roślina zwierzę drewno kryształ. Kwiat nasiono jajo zwłoki. Owad ryba ptak narzędzie maszyna.~
      I myślał sobie: ~Ależ oni to skomplikowali. W jakich ciemnościach poruszali się. Za krótko żyli, żeby zacząć cokolwiek rozumieć.~
      Gupta rozważał sferę Natsunkahastenara: ~Grawitacyjna budowla wyrzutnia zegar. Antygraw kanał zawór rozpraszacz magazyn. Skupiacz odlew wielowymiarowy konstrukcja. Słabe. Kompozyt kryształ żel gaz płomień.~ I myślał: ~Muszę jeszcze kiedyś tam wrócić.~
 
      A autor śnił. @Las zamieniający się w budynek. Pod spróchniałym drzewem królik kot co sobie odgryzł łapę. Samica gniazdo kocięta. Pokój z kobietą. Też lubi elektronikę. Szukanie rzeczy. Zejście metalowymi schodami. Dziecko. Może przyszyć mu tą łapę, z tego raczej nic nie będzie. Pokaże lekarzowi, warto spróbować. Nawet tylko dla świadomości, że się zrobiło wszystko co możliwe. Kobieta maga i jej towarzyszka. Znalezione rzeczy, naprawa przetopionych okularów. Nie używaj tego czaru bo się zużywa. Ja mam taką własność że żadnego nie zużywam. Wiem to od kilku dni. Niech się lepiej trzyma ode mnie z daleka bo odbiorę mu magię. Tobie wyłączył wolę. Zdejmę jego program na tyle żebyś mogła wybrać. Bo może Ty go rzeczywiście kochasz. Jeśli byś się zdecydowała to przyjdź do mnie.@ Podczas tłumaczenia zinterpretował, że ten sen może być natchniony bo wydaje się prekognicyjny, i że jest być może o Bogu i jego duszy. W Biblii są podstawy interpretacji snów natchnionych. Interpretuje ten kto ma kontakt z Bogiem.
 
      Feniks dawał poznawać inne matematyki. Matematykę nieregularna. Arytmetykę bez jednolitego prawa, gdzie każdy przypadek jest inny. Obiekty inne niż liczby w miejsce liczb. Wiele innych działań i brak spójnego pojęcia działania. I pomimo wszystko nie był to chaos. A z tego wyrastała nowa chemia, matematyka chemii organicznej, inne biologie.
      Przy tworzeniu i niszczeniu kosmosów bardzo często zdarzały się niebezpieczne przygody. Autor śnił być może o takiej jednej. @Czołg z metalu Erdösa. Jeden. Ukradziony, potrzebny był specjalny walker żeby go zniszczyć. Jeden mały kosmita znaleziony Chłopiec mówi ze przylecieliby inni, kulturalni, uczyliby dzieci kodów paskowych, działań na nich. Tworzą statek który leci i wraca w przeszłości. Ten mały kosmita jest spoza. Samobieżny kosz na śmieci. Zginął, szukając. Wchodzimy do opuszczonego kompleksu z bronią atomową. Uaktywnia się i musimy ja zatrzymać. Kosmita drzewo. Niedługo wybuchnie i wszystko pożre. Czekamy. Pokazuje nam co się stanie, ale widzimy też przepowiednie o nim. Wszyscy zginiemy oprócz niej. Ona je zatrzyma i pokona a potem nas ożywi. Zaczyna rosnąć, wypełnia całą salę, przechodzi na powierzchnię i giniemy wśród jego konarów. Odcina ja i jego od pozostałych i próbuje ich nakłonić do współżycia żeby połączyć się z ich dzieckiem. Ona rozmawia z nim i pokazuje mu że ludzie przyszliby i zniszczyli małe drzewko. Ono rozumie i zgadza się przegrać. Pertraktuje przetrwanie jako żywy statek. Zostawia jej swoje nasiona. Przeżywa tylko ona. Wskrzesza załogę i wracają do feniksa. Macki rośliny składają się w Sokoła.@
 
      Dzięki podróżom Feniksa, ludzie doświadczyli naukowo, że w Bogu wszystko jest możliwe, bo jest wszechmocą, bo jest wszechmocny. W Nim są zawarte wszystkie alternatywne rzeczywistości. Jego myśl wszystkie je ogarnia. I więcej. Bo skoro stworzenie może coś objąć myślą, to myśl ta wciąż jest punkem w nieskończonej płaszczyźnie Boga.
 
      # Gdy załogi Feniksów Stworzenia nauczyły się budować mosty między między uniwersami, wtedy wśród radosnego zamieszania, zdarzyło się między innymi coś takiego:
      Niewidzialny Jednorożec biegł przez nie-kolor trzeciej sfery fantazji ciągnąc Czajniczek Russela w którym siedział otulony ketchupem Potwór Spaghetti.
      - Dokąd lecimy? – zapiszczał nie-dźwięcznie Potwór, przekrzykując nie-dźwięk paradoksów które mijali.
      ~ Do granicy z drugą sferą. Stała się realna od kiedy ludzie uruchomili Feniksa. ~ odkrzyknął nie-dźwięcznie jednorożec, rozpustny telepata.
      - Mam nadzieję, że spotkamy tam Szeherezadę i jej Hurysy. - rozmarzył się Potwór.
      Minęli rekursywnego A'Tuina i naszyjnik Króla Nietoperzy.
      - Tak się cieszę, że dam cukrzykom możliwość jedzenia chińskich zupek. - zabulgotał piskliwie Potwór.
      ~ O zobacz, Nyan Cat też z nami leci, na odrzucie z chemtraili. ~ ucieszył się Jednorożec.
      ~ A ono umiałoby stwarzać ponownie zniszczone światy. ~ pomyślał Czajniczek, ale nikt go nie usłyszał, bo był tylko kobyszczęciem, biernym telepatą.
      Po dwóch trilenniach Potwór zabulgotał naddźwięcznie:
      - O, a tam pędzi Alicja na swoim lustrze ścinającym głowy. I jej spaliny też za nią podążają. Nie zostają w tyle, jak dotąd. Ależ będzie zupa, o kucharzu Nagelfara.
      ~ I wino z butelek Kleina ~ rozmarzył się Jednorożec, drapieżny wegetarianin.
      ~ Ptaki nieba, zbierzcie się, bo najecie się do syta w świetle Zohary! ~ zaćwierkał telepatycznie lecący obok nich Simurgh, ale tylko Czajniczek go zrozumiał.
      Potem spotkali jeszcze skończenie i niezmiernie wiele pomyśleńców. I tych pomyślanych i opisanych przez śmiertelników. I tych których wyeksplorował Feniks podczas generowania zbioru wszystkich możliwych śmiertelnych mózgów. Zmierzali w tą samą stronę.
      ~Ludzie i nie-stwory, oto przed nami raj filozofów, rozpustników, pijaków, ludożerców, narkomanów i wszystkich innych którzy byli uzależnieni od zmysłów.~ Zawołał Jednorożec z wianuszkiem głów nabitym na swój częściowo istniejący róg.
      - Będziemy bez bólu i krzywdy jedli i gwałcili samych siebie i badali własne żywe mózgi, aby znaleźć w nich ślady bytności naszych dusz! - zawyły radośnie głowy.
      ~I nie sami.~ pomyślały do nich dzieci Ssol i Jane, Obcy, Cthulhu, Ex-El’Węże i Hordy Chaosu.
      I tak się stało, bo sfera Feniksa Stworzenia otwarła się dla ludzi wierzących w trzecią sferę fantazji. Ratunek i pocieszenie dla każdego kto nie odrzucił wszystkich przymiotów Boga i wciąż jeszcze potrafił śmiać się z samego siebie.
      # Gdy Czajniczek Russela zbudował sobie moduł głosowy, miał wiele do powiedzenia o tym o czym przedtem musiał milczeć. Pierwszy system przeminął, spalony do ziemi przez Boga, ale trwał we wspomnieniach stworzeń, wdzięcznych i refleksyjnych, tych którym nie dane było mieć dzieci na pierwszym świecie. W pewnej rodzinie gwiazd jeden z Feniksów wybudował ośrodek fikcyjny, Towarzystwo Juliette, hotele i wyspy i światy Hilberta dla zranionych, gdzie biedne dzieci mogły odnaleźć dzieciństwo. Był to pierwszy ośrodek fikcyjny, zbudowany przez jakiegoś Feniksa, miał odległość pi minus trzy i przez to był skonkretyzowany. Kiedyś tam, na jednej z kolacji na siedemnastym świecie, Czajniczek wygłosił taki toast: "Inano Luno, pasjo istnienia, Ty zasługujesz na coś więcej. Z nas nikt nie rzuci kamieniem. Widzieliśmy co Ci się stało. Bywa wiedza której nie warto szukać, wiedza która zmienia w sposób jakiego byś nie chciała. Nie da się zedrzeć pamięci jak bazaltu lodowcem, ani wypalić jej w tańcu ognia. Do tego co boli trzeba dodać nowe wspomnienia. Z czasem mogą zasłonić to co było bolesne. Miłość zakrywa wiele grzechów. Światło słońca unicestwia zarazki a ich kod chroni się w pamięci człowieka. Za naszą Lunę, której wcielenie było oddaniem chwały człowiekowi!"
      # Głowy na rogu zawodziły zachwycone: "dziury w czaszce, dziury w czaszce" i wspominały szlochając obrazy ze starej ziemi. Pierwszą maszynę do chipowania Elona Muska, spotkanie piątego stopnia Kmiecia z Kosmitą, obraz Bosha "Leczenie głupoty", pierwszy wariant lobotomii z serialu "Ratched", i zachętę wróżbitki ze Smoczej Przystani "Powróżyć? Może runy? Może tarot? A może trepanacja?" Jedna z głów płakała: "Ja jestem w bólu i tęsknocie wykuta z boskiego ognia nadziei. Sponiewierana przez pierwsze życie jak metal hurlant w galijskim harpastum. Jakże piękny był pierwszy start ludzi na drugi świat. Przy odliczaniu zagrano pierwszy hymn drugiego świata, 'Final Countdown' zespołu Europe. Nawet Lucyfer przyglądał się temu wydarzeniu ze łzami w swoich smoczych oczach. Widział hermafrodytycznego, angelicznego siebie z przeszłości, mężczyznę pięknego jak kobieta, chwałę obojga płci, chwałę ciała ludzkiego, które współtworzył, chwałę siebie. Wzgardzony i odepchnięty jak niegdyś Bóg, wciąż nie mogący podnieść się z żalu nad tym że nieopatrznie doprowadził do śmierci jego Syna, ale mimo to szczęśliwy w tej chwili, bo jedna z jego niegdysiejszych nadziei nagle się spełniła. Jakże śmieszni byli wtedy wszyscy dawni i przyszli ludzie, którzy uważali że ci co żyli przed nimi, byli głupsi od nich, ale oni to już tacy nie są. Budujący swoje poczucie wartości na przemijającej śmiertelności innych i na zwierzęcej wyższości ewucyjnej, nie wiedzący że wszystkie zwierzęta są kochane tak samo i nie demontuje się ich mimo że są prototypem z wadami, bo praca w nie włożona jest cenniejsza niż materiał. Osądzeni taką samą miarą jak sądzili innych, przez pokolenia które przyszły po nich. Dobrzy na krótki dystans, o nieprzydatnych umiejętnościach oszukiwania, podporządkiwania, i wyzyskiwania innych. Czeburaszki. Czasem wdzięczni a czasem niewdzięczni konsumenci zasobów danych przez Boga. Czasem uważający że skoro coś dostali to im się należało i dlatego są lepsi od innych. Ale nawet wtedy kochani i cenni dla Boga. Biedne dzieci pierwszego świata. Takie biedne jak byłam ja. Jakże chwaleni byli wtedy wszyscy dawni i przyszli uczeni zdolni do przyznania się że jeszcze wszystkiego nie wiedzą i że nauka może odkryć nowe fakty. Zachowujący pokorę stworzenia które nie posiada wszechwiedzy. Zdolni do zaakceptowania Boga takiego jakim jest. Tacy spokojni jak byłam ja."
 
036 uniwersytet szklanego morza

      Poganie mają w niebie bardzo wiele swoich miejsc. One są bardzo piękne. Można tam doświadczyć słodyczy dzikiej natury. Mają tam dostęp tylko członkowie ich plemion. Jedno z plemion indiańskich ma miejsce do którego wchodzi się przez niedostrzeglany wąwóz, którego strzegą niedźwiedzie, i gdzie wigwamy plemienia zawsze są bezpieczne. Gupta też chciał móc tam żyć.
      Gdy myślał, jak dostać pozwolenie wejścia, zauważył: ~Poezja to moim zdaniem sposób mówienia z zawieszeniem reguł rzeczowości. Nie kojarzę tego z żadną religią, dla mnie to jedna z funkcji mózgu. Opowiadanie o tym, czego nie da się nazwać, przy użyciu znanych słów.~
      ~Piękno to cecha Boga. On jest nieskończonym pięknem. To jest nie do objęcia umysłem, tak jak nie jest do objęcia umysłem "nieskończona moc zbioru", albo "nieskończone światło". Człowiek jest wrażliwy na piękno z dwóch źródeł, wzorców: zapamiętana w genach zdolność oceny sprawności zwierzęcia, zdrowia rośliny, atrakcyjności człowieka, oraz zapamiętana w duszy wizja Boga z jej czasu subiektywnego przed wcieleniem. Nietzche pisał o woli mocy, uważając ją za najwyższe dążenie. Miał rację połowicznie, wola mocy to najwyższe dążenie mężczyzn. Najwyższym dążeniem kobiet jest piękno. Kiedyś widziałem sklep w czasopismami. Wtedy przyszło mi to na myśl.~
      ~W Bogu jest wszelka wzniosłość, wzruszenie, groza, zachwyt i potęga magii. W Nim zawiera się cel wszystkich uczuć jakie ludzie mają uprawiając magię. On to wszystko ogarnia, On jest źródłem magii, On jest prawdziwą magią. Nic nie jest stracone dla tych którzy Go pragnęli, nawet nie wiedząc o tym. To władza nad innymi jest niebezpieczna. Ona prowadzi do kłamstwa i morderstwa.~
 
      Uniwersytet Szklanego Morza był spełnieniem jednego z jego marzeń o Niebie. Czytał kiedyś na ziemi, że w Niebie Stwórca umieści także dzieła ludzi, przetworzone, oczyszczone, udoskonalone, uświęcone przez samego Siebie. ~Skoro tak, to może też w Niebie będzie uniwersytet.~ Myślał. ~Takie miejsce, gdzie wszyscy ci, którzy za życia nie mogli studiować, bo byli w pogardzie, bo byli chorzy, bo byli kalekami, bo byli zbyt biedni, bo ktoś im nie pozwolił, bo mieszkali za daleko, bo komuś było na rękę żeby robili coś innego, bo była wojna i na niej zginęli jako żołnierze albo cywile, bo byli prześladowani w swoim kraju za poglądy, i wszyscy inni którzy na to zasługują ale o których nie jestem w stanie pomyśleć... Ci wszyscy będą mogli dzięki swojej pracy zdobyć uznanie innych ludzi. Najwyższym szczęściem Nieba będzie poznawanie Boga. Taki uniwersytet to by była jakaś awangarda tego poznawania.~
      Gupta odnalazł takie miejsce. Dlaczego nazywało się 'Uniwersytet Szklanego Morza'? Bo 'Morze' to symbol odległości Stwórcy od stworzenia. Pomimo tego, że wszyscy ludzie mieli w niebie wszelką obecną wiedzę szczegółową o stworzeniu, to Bóg jest bytem, który wciąż nie będzie poznany w pełni, i naprawdę będzie co studiować, będzie Kogo studiować. Więc znalazło się w Niebie i takie miejsce, gdzie wszyscy Ci, którzy za życia cierpieli przez brak wiedzy, mogli sobie wyjaśnić wszystkie wątpliwości. Wszelkiej maści zbłąkani uczeni, szarlatani, heretycy, szamani plemienni, czarownicy, opętańcy, wariaci, upośledzeni, dręczeni przez złe duchy, pseudonaukowcy, kaleki, ludzie wyśmiani, otoczeni ostracyzmem środowiska, potępieni za życia, spaleni na stosach za czary, prześladowani za poglądy. Tam mogą poznać wyczerpująco, co to są czary, co ewentualnie mieli błędne w myśleniu, co to jest natura człowieka, natura materii, natura aniołów, natura Boga. Tam mogą odnaleźć dla siebie szacunek i uznanie innych. Mogą, w razie potrzeby, zrehabilitować się w oczach innych ludzi. Znajdują tam prawdziwy szacunek. Zasłużony, uczciwy. Jakiego najbardziej pragnęli za życia i nie mogli mieć. Zasłużony, bo poznanie Boga jest najtrudniejszą rzeczą w Niebie. Jest najtrudniejszą, skoro udoskonalona ludzka natura nie poradzi sobie z tym zadaniem przez całą wieczność.
      Szklane Morze było otwarte dla wszystkich. Tu znaleźć można było towarzystwo ludzi którzy lubią poznawać i tworzyć. Dowiedzieć się tego, co chciało się poznać, ale nie miało się na to czasu, sił, zdrowia, środków. Tu znajdzie się, zgromadzoną i uporządkowaną, całą spisaną wiedzę ludzkości i pomoc w swoich badaniach stworzenia bożego, anielskiego i ludzkiego. Tu można poprawić błędy jakie popełniło się w ziemskim życiu, dowiedzieć się co dobrego było w tym, czym się zajmowało, i tu można robić to dalej. Tu jest na wszystko czas. Tu każdy ma czas dla ciebie.
      Szklane Morze to miejsce dla tych którzy zadawali pytania. Dla tych którzy się zachwycali prawdą, choćby nawet zmarnowali swoje doczesne życie. Ta jedna iskra ciekawości może ich uszczęśliwić. #Jeżeli człowiek chociaż raz w życiu zapragnie poznać rzeczy wyższe to życie nie jest stracone.# Napisał ktoś jeszcze na ziemi.
 
      Niektóre z nauk ze Szklanego Morza:

# ~ Typologia czarów ~

Magia jest ogólnie aktem kłamstwa.

Cztery substancje pełnej natury człowieka:
materia, życie, duch, boskość

Trzy poziomy magii:
niższy - zmieniające materię
średni - zmieniające życie
wyższy - zmieniający ducha

Dwie grupy magii:
biała magia - używające prawo natury
czarna magia - łamiące prawo natury

Nie ma czarów które zmieniają boskość.
To dlatego człowiek z pomocą Boga jest w stanie pokonać anioła.#

 
      Magia jest ogólnie aktem kłamstwa.
Jest kulą o której nie wiesz co jest środku i dlatego można o jej wnętrzu powiedzieć wszystko.
Ludzie czasam myślą, że jak mają wzór to mają istotę, a tymczasem jeżdżą na koniu nie znając jego anatomii.
Tak jest na przykład z wyjaśnieniem, dlaczego po zwiększeniu ilości elelktronów w okładkach,
moment spinowy zmienia się orrbitalach atomu i w orientacji cząsteczki w dielektryku między okładkami kondensatora.
Że linie pola to tylko nałożona pojęciowa abstrakcja na wyobrażenie, abstrakcja wzoru.
Czy upór i wymijające odpowiedzi świadczą już o działaniu nanitów, czy jeszcze tylko o skłonności ludzi do kolein myślowych?
O magicznej wierze wśród fizyków?
Magia dzieje się gdy anioł wmawia człowiekowi że ma moc myśli, a tymczasem to anioł wykonuje pracę swoją mocą.
Moc myśli mają wszystkie duchy, i anioły i ludzie? Materia przekształcana nie rozumie znaków.
Słowa mogą być tworzące, ale czy każdy to potrafi? Gesty mogą czynić albo być czytane.
Gripper nazywali magią. A czy anioły upadłe mają za mało tchnienia życia i muszą je zbierać z ludzi?
Bo tylko drzewo życia daje tchnienie życia ciału. A czy anioły piją wodę w poidle u Ducha Świętego? Jak ptaki?
 
      # Istotą zaklęcia jest rozkaz. Istotą magii zakazanej w Biblii jest uzurpowana władza.
      Dla diabłów taka magia jest obelgą. One, stworzone jako niezniszczalne duchy, o cudowności przewyższającej wszelkie doczesne dzieła ludzi, wciąż i na zawsze posiadające strzępy tego przepychu i doskonałości, i strącone do piekieł za swoje nadmierne pragnienie władzy, miałyby poddawać się władzy ludzi? Dla upadłych duchów bycie wykorzystywanymi jest jak dla upadłych kobiet bycie wykorzystywanymi. Upadłe kobiety odcinają psychicznie swoje ciało i to sprzedają klientowi. Co odcinają sobie upadłe anioły którym rozkazuje mag i jak się z tym czują? Co się w końcu stanie z klientem prostytutki i z czarownikiem? To dlatego w Biblii utożsamia się pojęciowo czary z nierządem. To skojarzenie Pana Boga jest tam bardzo mocno zaznaczone. Jego się na pierwszy rzut oka nie rozumie.#
 
      #Na jakiej zasadzie działają zaklęcia? To są słowa które wzruszają anioła. Więc przez wzgląd na to co pamięta, czyni to o co było proszone. Ale jest w tym wolny. Czyni to bo chce. Zaklęcie to rozmowa.#
 
      Niektóre z odkryć ze Szklanego Morza:
      #Materia która ma kieszenie temporalne, co umożliwia zbudowanie komputera wykonującego nieskończoną pętlę w skończonym czasie, użycie instrukcji czekanie z ujemnym argumentem, zbadanie problemów nierozstrzygalnych.#
      Niektóre z technologii ze Szklanego Morza, zwane ogólnie Niebiańskie Technologie.
      #Baza danych całego drzewa gry w szachy, uzupełniona o dane historyczne.#
      #Interfejs sieciowy w Nowym Jeruzalem, mieście o kształcie sześcianu, otoczonego murami z boków, dołu i góry, o fundamentach w rogach, o bramach na każdej ze ścian, i o wielkości ściany takiej jak obszar Europy.#
      #Orzeł zbudowany przez Guptę. Feniks przez Guptę i Natsunkahatsenara i innych. Sokół może przez wielu innych.#
      Być może autor miał udział w tym ostatnim.
 
      W Szklanym Morzu nie ma tytułów, katedr, ocen, terminów. Jednym oceniającym mógłby być Bóg, ale On tego nie czyni. Nie ma zamkniętych drzwi. Ale jest czas na poznanie tego, czego się chce, i warunki do tego. Każdy może przeprowadzić eksperyment jaki zechce. Nie brakuje sprzętu, materiałów, sił, czasu, ani miejsca dla swojego dzieła. Żadna droga nie jest zamknięta. Wiedza pogrupowana jest w domy, domeny, dziedziny. Wszystkie umiejętności ludzi, teoretyczne i praktyczne, są tu zebrane. Nie ma tu stanowisk, specjalizacji. Każdy może stać się wszystkim, wszystkiego się dowiedzieć, umieć wszystko czego potrzebuje. Są tu wspólnoty, grupy zajmujące się razem tym samym, budujące razem jedną rzecz, wspominające jedną rzecz. Tu nikt nie powie Ci 'nie rób tego bo moje jest lepsze'. Ani 'nie rób tego bo to mój pomysł'.
     
      . W domenie historii, jest dział replik. Wszystkie uniwersytety ziemi mają tu swoje repliki. Każdy budynek. Zebrane obok siebie. Jeżeli budynki uniwersyteckie były rozrzucone po jakimś mieście, w dziale replik są one rozmieszczone obok siebie. Jeżeli jakiś kampus był zwarty na powierzchni ziemi, to jest zreplikowany w całości, bez zmian. Zachowując relacje kierunków geograficznych, takie skumulowane kampusy wszystkich uniwersytetów, są ulokowane obok siebie, tworząc jeden duży, spójny obszar, kampus złożony ze wszstkich skumulowanych kampusów. Wszystkie budynki. Luki wypełnione zielenią, lasami, rzekami. Jak rzeka płynąca przez wiele planet za pośrednictwem statycznych teleportów, ale bez planet i teleportów. Dodatkowe trzy wymiary są na parametry: czas, zmiany, inne. Jednak ludzie są ci sami. Jest tu możliwe dokończenie studiów na jakimś kierunku. Jest możliwy doktorat, profesura. Cel jest tylko inny, nie pieniądze, ale prawda. Historia poznawania prawdy nie kończy się na ziemi.
 
 
037 sokół miłosierdzia

      Nie wiadomo czy zbudowano "Sokoła". Jest bytem częściowo istniejącym. Ani nie istniejącym na pewno, ani też, na pewno nie istniejącym. Jest bytem eterycznym. Stopień jego istnienia nieustannie zmienia się. Jest dziwem, który daje aniołom możliwość cierpieć. I dobrym aniołom i złym aniołom. Możliwość, ale nie przymus. Przymus, ale nie możliwość. Jest tym, czego mogłyby zazdrościć ludziom, gdyby były zdolne do zazdrości. Nie jest paradoksem.
 
      To nie jest dziwne, że rzecz dziwiąca aniołów jest dziwaczna dla ludzi. Może Sokoła zbudowali ludzie ze Szklanego Morza, po wielu millenniach odkryć? Może stało się to jednocześnie i dawniej i później? Może czyjaś litość nad zmarłą sławną osobą była pierwszym impulsem. Żal, że ktoś za życia tak się cieszył i to wszystko miałoby pójść na marne. Nawet, jeśli ta osoba wyrządziła może dużo zła.
     
      . Pewna święta modliła się za najgorszego grzesznika, jakiego znała. Ale on jeszcze żył. A jak ratować zmarłego? Czy można się za niego modlić póki się żyje? Czy sąd szczegółowy człowieka trwa dłużej, niż chwila? Skoro Jezus mógł na krzyżu złożyć ofiarę za przeszłe i przyszłe grzechy, to może też człowiek mógłby modlić się za kogoś, kto już został osądzony, a ta przyszła modlitwa była znana przez Boga w momencie sądu. Sąd ostateczny jest nieodwołalny. Ale czy widziałeś wszystkich osądzonych? Czy widziałeś całe niebo i wszystkich ludzi w nim żyjących? Skoro o tym marzono i skoro w niebie człowiek dostanie moc tworzenia i skoro będą ludzie pragnący poznać prawdę to może podróż w czasie będzie możliwa.
      Czy odrzucisz Boga ufając pomysłowi człowieka? Czy odrzucisz Boga wierząc, że może w przyszłości uratuje Cię ktoś inny? To byłby błąd, bo ten ktoś inny, i to rozważając nawet hipotetycznie, może Cię tylko do Boga podprowadzić. Żebyś był w niebie, ostatecznie potrzeba aby Bóg tego chciał. To jest Jego miejsce. A Jego nie można zmusić. Tak jak nikogo nie można zmusić, także Ciebie. Ktoś może się za Tobą do Boga wstawić. Ale czy wstawi się gdy zobaczy że byłeś dla Boga gwałcicielem i mordercą? Wstawi się, jeżeli to nie uczyni go takim jak Ty. Ale czy Bóg wysłucha? Ojciec oddał władzę Synowi, więc to ostatecznie od Jezusa zależy czy coś takiego jak 'Sokół Miłosierdzia' będzie możliwe. Może Jezus będzie pierwszym który nim poleci?
 
      Być może kiedy pewien ksiądz poszedł do Nieba, usłyszał modlitwę pewnego człowieka, który ofiarowywał cierpienia swojego życia w intencji, aby chociaż jakaś część ludzi potępionych dostała drugą szansę. Miało to się dokonać jako przykład cudu Bożego Miłosierdzia, który zdumiewa aniołów. Człowiek ten jako dziecko budował czasem z klocków statek kosmiczny, w swojej graficznej formie inspirowany po części filmem który obejrzał w kinie zbyt wcześnie jak na swój wiek, a po części kreskówką z telewizji. Wymyślił, że statek ma komory z kompresją przestrzeni, wewnątrz większe niż na zewnątrz, bez ograniczeń, jako schronienie dla uciekinierów. Tylko nie wiedział za bardzo, przed czym mieli by to być uciekinierzy. Po latach wpadł na pomysł, że zastosowaniem dla tego statku może być latanie do piekła, aby stamtąd ratować ludzi.
 
      Ptak może został zbudowany w oparciu o doświadczenia z użyciem Feniksa. Wynaleziono substancje wchodzące w interakcję z substancją natury duchowej, oraz substancję która jest nośnikiem z fikcji do rzeczywistości. Fikcja nieba Disligara dała substancje do budowy ptaka.
      Nazwano go 'Sokół Miłosierdzia' i rozpoczęto regularne kursy do piekła i z powrotem. Załoga często się zmieniała, bo robota była prawie tak ciężka jak czyściec. Mimo 'pól obcości' które chroniły ptaka przed gorącem, zimnem, smrodem, hałasem i fizycznymi atakami szatanów, sam widok jaki roztaczał się dookoła był straszny nawet dla zbawionych dusz. Kiedyś jeden człowiek napisał, że zbawieni będą się cieszyć z cierpień potępionych i nazwał to zjawisko 'igrzyska niebiańskie'. Im nie było do śmiechu.
      Wracając płakali łzami, które były jak lód złączony z ogniem i te łzy koiły jakąś odrobinę bólu szatanów. Pewna zakonnica kiedyś napisała, że takie łzy są niemożliwe. I były, bo dziecko może stworzyć coś niemożliwego, bo nie wie, że to niemożliwe. Łzy, które upadły tak nisko, że Bóg ich od razu nie ocierał. Zamiast tego, aby pocieszyć tych, co płaczą, pozwalał wsiąknąć ich łzom tam gdzie padły, aby dawały ochłodę innym. Łzy przesiąkały przez piekło i spadały poza nie, w nicość, która jest niewinna. A ona przyjmowała je, bo wszystko, co dobre, jest od Boga, albo jest Bogiem, nawet nicość jeśli jest niewinna, bo niewinność to dobro.
      #Chodź z nami. Przelecimy ponad bramami piekła.# Ta wiadomość, napisana hiperpismem we wszystkich językach, była zawsze wyświetlana na dole obrazu. Wiele dusz poszło od razu, gdy tylko ją ujrzało. Pojemność komór ptaka była nieograniczona, a było jej potrzeba wiele, bo razem z duszami były zabierane do czyśćca ich grzechy. Wszystkie oprócz jednego. Ostatecznego odrzucenia Boga. Wracali Ci, którzy dali się przekonać, że to jednak było głupie. I że nie warto. I że to nieciekawe. Jednak pojemność psychiczna załóg była ograniczona. W jednym kursie zabierano przeciętnie kilkanaście do kilkuset osób. Po kilku lotach większość załóg miała dość.
     
      . Pole obcości, nieoficjalnie nazywane 'polem Buki', miało może kształ dwóch półsfer. Było generowane przez dwa zsynchronizowane zespoły agregatów tc uogólnionych do trzech substancji stworzenia, materii, życia, ducha. Gdyby Wij o ustach tak potężnych jak jego oczy śpiewał w czasie Czarodzielnicy, albo gdyby Buka i Wij miały dziecko, to mogłyby być ich prototypem. Wytwarzały pełne spektrum sił fundamentalnych, modulowane jako nośnik informacji. Oprócz tego nadawały na rozszerzonym spektrum oddziaływań kombinowanych i skrzywionych fizyk. Nic nowego. Przekazywały informację o cierpieniu i gniewie ludzi oszukanych i okradzionych przez złe Anioły. Zawierały prawdę o nich. Lustro którego nie mogły zniszczyć. Sygnały czynów, słów, myśli i natchnień. Ukazywały brzydotę i obcość zła, jego historię, złe systemy, wynalazki, zjawiska, struktury, metody, praktyki, produkty, sytuacje. Pokazywały, który duch natchnął które dzieło ludzi, jak, kiedy, gdzie, i ilu się przez to potępiło. Integrowały informacje o natchnieniach, otrzymanych za życia, poznane przez ludzi w niebie. Zawierały narzekania, wzdychania, biadania, śmiech. Ale nie na zwoju. Były w postaci jakby sygnału medialnego nadawanego poprzez broń akustyczną i mikrofalową. Ale nie ziemską, ani kosmiczną. Nie były ogniem. Ogień może dać tylko Bóg. Były zimnem. Stworzenie stać tylko na zimno. Nie pokazywały wszystkiego. Były myślami pilota. Tym co on wiedział.
      Okoliczności powstania: Było ciasno, a pomioty bukwijne śrubokrętnie na śmietniku kwiczały. Frankensztajny z przegryzionym drutem, i książki co nie chomikowały...
      Maszyna dająca człowiekowi moc doprowadzenia diabłów do obłędu ze strachu. Maszyna to materia. To moc Boża. Pole obcości to człowiek przyobleczony w moc bożą. Sztuczna inteligencja mocniejsza niż anioł. Mająca odpowiedź na każdy jego zarzut i działająca szybciej od niego. Wypracowana przez długi czas przez ludzi. Przez wielu ludzi. Przez bardzo wielu ludzi.
      Wielość ludzi to bogactwo Boga. Wielość dzieł ludzi to bogactwo Boga. Wielość dzieł ludzi, przekraczająca możliwości pojmowania jednego człowieka, to bogactwo Boga.
      Lustro prawdy, którego nie można zasłonić, ani rozbić, ani przekupić. Przypominające kolejność wydarzeń. I w imię tego nakazujące odstąpić.
      Sprawiające, że zły duch żałuje, że nie jest człowiekiem, który po śmierci żałuje, że go nie abortowano.
 
      Diabeł boi się każdych narodzin człowieka, bo nie chce, żeby było więcej umysłów zdolnych się mu przeciwstawić. Wziął jedną trzecią aniołów, i chciałby wygrać w dyskusji z Bogiem środkami sofistycznymi, zachować władzę nad umysłami. Ale ludzi miało być więcej niż aniołów, ich głos byłby intelektualnie mocniejszy niż głos zbuntowanych. I przegrałby tą dyskuję. Bez żadnej walki z nim. Dlatego już w raju zniszczył nadzieję ludzi na nowe światy. Nie chciał żeby się rozmnożyli do takiej liczby, jak Bóg planował, tworząc tak wiele światów nadających się na podtrzymanie życia, i zagrozili jego władzy nad umysłami jego aniołów. Bo one by zobaczyły, jak ci ludzie żyja, i by od niego odeszły. Bóg zna tą liczbę. Jej ogrom zamraża piekło. Pośród wielu innych danych, pole obcości emitowało także ją.
 
      Sprawiedliwość Boga wobec człowieka to wzięcie pod uwagę głosu serca każdego z kim się zetknął. Nikogo nie wycisza. Oddziela zarzuty i pochwały słuszne od niesłusznych. Analizuje, wyważa, wydobywa prawdę. Niestrudzona i dokładna jak sztuczna inteligencja. Zgłębiająca wyczerpująco każdy detal, każdy aspekt. Tworząca model bez uproszczeń. Zachwycająca, prawdziwa, wierna.
      Gdy człowiek na sądzie szczegółowym styka się z nią, może próbować uciec przed nią i może mu się nawet udać. Tylko ponieważ zbyt wielu rzeczy nie chce wiedzieć, to także umyka jego uwadze fakt, że od Boga jest ucieczka tylko w ramiona szatanów, a one są jak zwierzęta silniejsze od człowieka, polujące na niego, jak rośliny dzbaneczniki i rosiczki dla muchy.
      Jednak człowiek żyje krótko, nawet jeśli skrzywdził rzesze ludzi, to wciąż trwało tylko kilkadziesiąt lat. A ilu ludzi i aniołów zdążyła skrzywdzić istota żyjąca i działająca na szkodę innym tysiące lat? Przez cały ten czas wmawiająca sobie że jest inaczej, niż naprawdę? Gdy to ujrzy, czy czuje się jak ludzie zastygający w ekstazie przerażenia, gdy jak iskry rozświetlają się ogniem bożego poznania, sparaliżowani prawdą o sobie jak Galbatorix? Bez skruchy niezdolni do wyjścia z tego stanu? Czy też pozostaje zdolna do ruchu, jako duch potężniejszy niż człowiek, nie posiadający ludzkiego serca, ale posiadający granice siebie, jako ktoś kto nie jest wszechobecny? Czy ma wobec swoich granic uczucia takie jak człowiek wobec granic swojego ciała? Czy potrafi przez to mieć empatię wobec człowieka? Pokora to prawda o sobie samym. Anioł jest stworzeniem skończonym, więc nie może w swoim umyśle zawrzeć wszechwiedzy Boga. Musi mieć także wierzenia, jak człowiek, aby domykać zbiór swojego ontopoglądu. Jest soczewką, jest odwróconą projekcją, jak bomka na choince odbijającą w sobie w pomniejszeniu wszystko co je otacza. Może być bomką czystą, albo brudną, albo stłuczoną. Nawet stłuczoną bombkę można posklejać z powrotem w całość, a brudną umyć, a jak ma zdrapaną farbę to odmalować, a jak jest spalona i zmielona na proch i wyrzucona do ubikacji to wyszukać w ściekach ziarenka i złożyć je razem aby odzyskać zapis który był na jej powierzchni. Ludzie wiele potrafią. Może oni zostali stworzeni także na pomoc aniołom, a nie tylko anioły na pomoc ludziom? Cóż to jest historia jednej planety wobec historii galaktyki? Ale gdy bombka jeszcze znajduje się w stanie stłuczenia i postawi się ją przed lustrem, to co się w niej odbija? Jaki gabinet krzywych luster w niej powstaje? Jakie rekurencyjne obrazy? A co czuje gdy zobaczy to wszystko z boku? Całą tą strukturę światła? Ten labirynt śladów promieni, w pełni prześledzony? Czy czuje zachwyt dla cierpliwości Boga? Czy czuje wstręt gdy niedokończony obraz całości pokazuje mu stworzenie? Wciąż ograniczone w swym pojmowaniu, ale większe niż on, upadły anioł, dodające mu nowe myśli na własny temat? Wizja Boga częściowa, pocieszenie brata?
      W piekle najbardziej cierpią ci których poznanie Boga było najczystsze. Wyszarpują się w górę, nie mogąc wzlecieć, i krzyczą tak, że inne złe duchy odsuwają się od nich z przerażeniem. Jak ptak usiłujący uciec przez szybę, którego nikt nie przytrzymał w dłoniach i nie uspokoił. Gdzie nikomu nie zależy aby go złapać, żeby sobie nie niszczył skrzydeł? Nie mający na czym usiąść bo wszędzie pod spodem wije się robactwo podłych duchów i rozlewa się lawa ich dzieł? Pole Buki to ochłoda w tym ogniu. Prawda niepełna, ale nie osądzająca. Prawda mechaniczna, służebna. Nagranie Pana Boga wyświetlone w piekle.
 
      O ile pole obcości pokazywało to co było i to co jest, to działo nieznanego było czymś nieokreślonym, mówiło o tym co mogłoby być, mówiło o małości piekła i o małości jednego świata. Było okazaniem współczucia, zrozumienia, szacunku wobec obiektywnego dobra i wartości bożego stworzenia. Było szansą, opcją. Zależną od woli Boga. I przez to nieznaną. Niewiadomą z przyszłości, bo przecież czas nie kończy się na sądzie ostatecznym. Było nowym zwojem. Jedną z tajemnic Boga. Jego autonomią. Było tym, czego nikt nie mógł sam odnaleźć, ani wymyśleć, ani zadecydować o tym. Można by je określić posłuszeństwem, ale była w nim też własna wola pilota. Decyzja zgody na bycie użytym przez Boga, jeżeli tego chce. Nie narzucająca się. Własna wola, własne żądanie, ale zarazem poddanie się woli Boga we wszystkim. Albo przynajmniej w tym co się na dany moment wszystkim wydaje. Albo przynajmniej w tym co się na dany moment wydaje bezpieczne. Było ofiarowaniem dotychczasowych cierpień. Prośbą o pocieszenie w nich w taki sposób. Ale nie zgodą na nowe. Albo zgodą, ale nie na wszystkie rodzaje. Było dobrowolną szansą dla upadłych. Być może. Było ostatecznym przebaczeniem pilota. Przebaczeniem tego co zapomniane. Było czymś nieznanym w chwili odpalenia i także potem. Było myślą, ale zarazem czynem. Było myślą anioła. Takiego jakim stał się człowiek w niebie. Tylko zbawiony mógł go używać. Gdy go używał, to nie było dla niego ważne, jak działa, ani jak wygląda. Możliwe że przy każdym użyciu było czymś innym i wyglądało inaczej. Albo podobnie. Nie wiadomo. Sokół jest bytem nieokreślonym.
 
      Działo pustki było ogołoceniem, rezygnacją, wyzbyciem się, porzuceniem balastu, uwolnieniem, wyswobodzeniem. Było zmechanizowaną wersją Disligarowego znaku wny, było wypalającym światłem bożej lampy ubóstwa. Unicestwieniem. Ale nie było czymś agresywnym. Było nicością, która nie pozwala powstać z niczego kłamstwu. Było bardzo rzadko używane przez pilotów. Wielu nawet trochę nie rozumiało, jak ono działa. Byli lepsi we współczuciu niż w sądzie. Tylko najbardziej skrzywdzeni, rozgniewani i okrutni mogli je rozumieć.
      W wersji 18 działa te zostały zamienione miejscami. Pytajcie Disligara dlaczego. Autor nie wie.
 
      Może 'Sokół Miłosierdzia' istniał. Może wydarzyły się takie rzeczy:
 
      W pewien czas, ale nie pewnego dnia, bo we wieczności nie ma jednych dni, być może wspomniany ksiądz poleciał z listem do pewnego wodza. Szatany nie stawały mu na drodze, bo już poznały 'działo nicości', które służyło do usuwania przeszkód na drodze ptaka. Te, które zostały nim objęte, zapominały na dłuższy czas, kim są, ale cierpiały tak samo, tylko już nie rozumiejąc, dlaczego. Po wylądowaniu rozszerzył pole Buki na względny kilometr dookoła ptaka, żeby nie wchodziło robactwo i nie zalewała ich wrząca krew, gdy będzie rozmawiał z adresatem.
      Treść listu była dość długa, ale jej najistotniejszy fragment brzmiał: #Uznaj, że nie tak miały wyglądać wojny i wielowiekowe imperia. Zrozum, że Bóg nie stworzył nas, abyśmy się bili o jedną planetę, ale o całe gromady galaktyk. W Niebie są ludzie, którzy chcieliby z Tobą zagrać w gry wojenne. Na początek będziesz jednym z kustoszów w niebiańskim muzeum wojny. To miejsce zapomniane przez wszystkich. Wyjdziesz z piekła, jeżeli w nim dotrzesz do każdego człowieka, który się tutaj potępił przez wojnę, w której dowodziłeś, i powiesz mu, aby przed Tobą poszedł. Jeżeli nie da się przekonać, rozkażesz mu jak za życia. Skoro za życia czynił zło, bo wykonywał Twoje rozkazy, niech będzie posłuszny im do końca i przynajmniej w ten sposób odda chwałę Bogu. Nie musisz nawet iść do każdego żołnierza osobiście. Nie znasz ich, ani oni Ciebie. Ale może masz tu swoich oficerów. Jeśli potępiony z twoich podkomendnych wyjdzie razem z Tobą, nawet nie dobrowolnie i bez przekonania, ale tylko przez samo posłuszeństwo wobec swojego ziemskiego dowódcy, to dostąpi zbawienia. Odpowiadasz za nich wszystkich. Jesteście pierwszą armią, do której się tak zwracamy.#
      Polityk przeczytał list. Pole obcości lśniło czarno-niebiesko. 'Sokół Miłosierdzia' jaśniał bielą na tle pod-czerni piekła. Ksiądz czekał. Czy to się stało i co dalej się stało - nie wiadomo.
 
      Jednym z pilotów tych ptaków może był Natsunkahatsenar. Celem fikcji jest podnosić prawdziwych ludzi na duchu. Żyje, kiedy temu służy. I wtedy może być jaka zechce. Duchowa rodzina innego polityka także doczekała ratunku.
      - Nasze imiona wcale takie nie są, - być może powiedziały mu te które wołano znanymi z książek imionami. - Imiona aniołów są ich sensem, i tylko można je przetłumaczyć na ludzkie słowa. Znacie kilka takich tłumaczeń z Biblii."
      Siedziały spokojne, chłodząc się w polu obcości, rozmawiały swobodnie, wiedząc, że nie goni ich czas. Na tą chwilę zapomniały o swoim położeniu.
      - Zaprowadźcie mnie do niego, ta mgła krwi mnie przeraża.
      - Ach, nasze dzieło Ci się podoba. Krew która jest świadoma. Każda jej komórka jest obrazem jakiejś tożsamości. Inaczej nie dało się przedstawić skali ich zbrodni. Ludobójcy milionów. Cóż za ciekawe dusze. O, tam stoi, dzisiaj przeżarty do kości, jutro będzie miał wyjadany tylko mózg.
      - Władco osądzony, wyjdź z tego miejsca.
      Kości drgnęły i zaczęły się podnosić. I rzekły:
      - Czy ożyją te kości?
      Disligar odrzekł:
      - Jeden Pan to wie. - Owionął je słony ogień piekła i obrosły ciałem.
      Disligar mówił:
      - Uznałeś swoje imperium zła za większe od Bożego przebaczenia. Chciałem Ci pokazać, że jest możliwe do pomyślenia imperium zła większe od twojego, a jednak jego władca na końcu uzyskuje Boże przebaczenie. Chciałeś hodować ludzi. Wyhodowałeś nowych ludzi. Czy wiesz co ja zrobiłem? - Disligar Natsunkahatsenar pokazał mu swoją farmę ludzkich jelit dla czerwonych smoków - Czy chciałbyś projektować takie rzeczy jak ja? Pójdź za mną, a dostaniesz taką możliwość.
      - A kim Ty jesteś? Sądząc tego, co pokazujesz, nie żyłeś na Ziemi.
      - Jestem wymyślonym przez człowieka bytem potencjalnym. Powstałem na chwałę Boga, aby przypomnieć ludziom o Jego planie dla nas. O planie, jaki przekreśliliśmy zbyt wczesnym pierwszym grzechem. Sam fakt, że dyskutujesz z taką myślą jak ja, jest twoim oddaniem chwały Bogu.
      - Ale ci którzy potępili się przeze mnie? Co z nimi?
      - Musisz przyjść do nich tak jak ja musiałem potem przyjść do każdego z tych, których hodowałem i długo go słuchać, przepraszać i pocieszać. Ja skrzywdziłem więcej ludzi niż Ty, bo żyłem dłużej. Ale oni żyli tak długo, że ta krzywda była dla nich małą rzeczą. Inaczej było z tymi, których ty skrzywdziłeś, żyli tak niewyobrażalnie krótko, że to było dla nich rzeczą wielką.
      - Więc jestem od Ciebie gorszy.
      - Obliczono dla mnie i dla Ciebie sumę wyrządzonych krzywd, skalując cierpienia względem czasu życia skrzywdzonego. Tak obliczone krzywdy wyrządzone przeze mnie są kilka razy większe od tych, które wyrządziłeś Ty. Mimo tego, że ich względne cierpienie było mniejsze to było ich tak bardzo wielu. Ja jestem fikcyjny, ale spójrz. Oto ktoś rzeczywisty modli się za Ciebie, abyś dostał miejsce gdzie mógłbyś się spokojnie zastanowić. Wierzę, że nie należysz do tych, o których Bóg wie, że nawet gdyby ich wydostać z piekła, to do niego wrócą
 
      Może innemu władcy powiedział także to:
      - Daję Ci do rąk miecz i tarczę i mówię Ci walcz. I żyj. I pomóż mi, żeby nie było nowej wojny. Wsław się dobrym czynem. Bądź dobrym władcą swego kraju. Jesteś człowiekiem wielkich przestrzeni. Oto przestrzeń większa.
 
      Myślał o tym wszystkim. ~Przykro jest znaleźć się w piekle nawet tylko na chwilę jako bezpieczny obserwator. Żal jest ludzi których się widzi. Szukałem ludzi sławnych i wpływowych za życia. Trzeba ich szukać bo piekło nie ma porządku ani nie liczą się tam dawne imiona. Bywa że można ich rozpoznać po większej liczbie szatanów wokół nich. Bywa że inni są skłonni pójść za nimi. Wojskowi, politycy, królowie, pisarze, uczeni są najłatwiejsi do przekonywania, bo w ich doczesnych zajęciach był duch ofiary. Każdy z władców miał być sługą, każdy wojskowy miał oddać życie za innych, każdy pisarz miał dawać dobro prawdę i piękno swoim czytelnikom, każdy uczony miał cenić prawdę bardziej niż własną rację. Ludzie Ci bywają także wpływowi w piekle. Jeśli odnajdą tych którzy poszli za ich głosem to jest szansa że posłuchają ich jeszcze raz, że pójdą za głosem przyzwyczajenia. Trzeba ich tylko na chwilę uwolnić aby mogli pomyśleć. Trzeba im asystować.~
 
      Może Gupta mówił do nefilimów: "Walczyliśmy z wami. Zabijaliśmy was. Ale ta wojna nie była całkiem nasza. W grudniu 1914 roku, na ziemi niczyjej, spotykał żołnierz brytyjski niemieckiego. Tak i my do was dzisiaj przychodzimy, olbrzymy, hybrydy, upadłe anioły wcielone, żeby razem z wami zapalić papierosa na polu bitwy i porozmawiać o bezsensie wojny w której walczymy przeciw sobie."
      Może odpowiedziały mu: "Żal nam wcielenia. Żal nam naszych matek. Waszą miłość mogliśmy zdobyć w inny sposób. Patrzeliśmy na zwierzęcą ewolucję waszych ciał. Poznaliśmy sposób na włożenie ducha w zwierzęce ciało. Uczyliśmy was genów i atomów. Ale nie chcieliśmy abyście rodzili duchy. Nie chcieliśmy, abyście stali wyżej od nas. Chcieliśmy waszej materii. Zazdrościliśmy wam waszej władzy. Nie wiedzieliśmy, co czynimy. Nie rozważyliśmy, że może i dla nas kiedyś byłoby miejsce w ciałach obok was, gdybyśmy wam służyli czynić sobie poddanym kosmos. Lśniący nas oszukał, bo sam się pomylił. Jak mieliśmy to dostrzec? Był tak wspaniały. Tak niedościgły. Wierzył w to co mówi. Był tak bardzo przekonujący. Czy przebaczycie nam?" I może Gupta wtedy odrzekł: "Która matka przyjmie was z powrotem? Kiedy i jak?"
      Może odrzekły mu: "Wtedy ludzie nie pokonali okopów, dopiero nowe czołgi to zrobiły. Czyli dzieło człowieka rozwiązało impas, człowiek rozwiązał. Czy byłaby dla nas szansa, gdybyśmy pomogli stworzyć ochronę przed nami samymi dla matek naszych ciał? Czy możemy zakląć siebie samych, stać się maszyną dla nich po części, maszyną która ich chroni, aby znalazł się dla nas skrawek nieba z dala od wszystkich?" A Gupta może odrzekł: "Może cierpienie bezimiennych wstawi się za wami. Jeśli dla ludzi niektórych znajdzie się miejsce w niebie, przez wzgląd na Asconę i Suttona, to może i dla was stanie się to precedensem, na który nie mógł powołać się Henoch. Skoro zdradzony i opuszczony mężczyzna może nigdy nie patrzeć w niebie na swoją dawną kobietę, to może i na was wasze ofiary będą mogły w niebie nigdy nie patrzeć. Ale może jeszcze nie wiem wszystkiego. Spytam Boga o jego racje."
      Innym razem może Nastunkahatsenar odwiedził nieszczęne zagubione anioły. Może powiedział im: "Ponoć przed tronem Boga było niegdyś pięć zwierząt, oprócz lwa, orła, woła i człowieka, także gad. Może bunt upadłych to był spór, która linia genetyczna ma być rozumna, anioł chciał rozumne smoki, a Bóg chciał rozumne małpy. Jeżeli tak, to i tak Bóg je wszystkie stworzył, i małpy i smoki, i ma w sobie pierwowzór każdego z nich, mógłby się obejść bez nich. Może jedna z Jego postaci jest pięcioskrzydła. Może w tej postaci kiedyś powstał z tronu i zadecydował, że matki nefilimów staną się orszakiem Maryi, męczennicami za życie swojego dziecka, zmarłymi przy porodzie. A ich dzieci mają im już zawsze służyć, tylko tak mogą wrócić, gdy ich matki im przebaczą. Jest obraz fantazyjny, kobiety-czołgu, która przełamuje linię okopów w czasie pierwszej wojny. Matki aniołów zasługują na więcej niż ich kochanki. U nas nie było takiego poświęcenia, a węże służyły nam w niewyobrażalny sposób. To nie ujma. To wdzięczność. Wieczna wdzięczność. To słuszne by matki bogów były także boginiami. Może petycja Henocha była po prostu za wcześnie."
 
      Z pewną kobietą Natsunkahatsenar może rozmawiał tak: "Spójrz na skórę smoka, zachwycałaś się nią. Weź ją sobie na ubranie. Teraz jestem silniejszy od niego. Patrz komu służyłaś. Patrz kogo się bałaś. Patrz kim zachwycałaś się. Patrz kogo kochałaś. Pójdź za mną. Może kiedyś uda się go uratować, ale teraz powinnaś stąd odejść. Gniewasz się na to co znasz. Gniewasz się na zło i w tym masz rację. Walczysz o dobro. Jesteś piękna. Jesteś wojownikiem. Chcę Cię uratować. Myślę o Tobie i tych wszystkich którzy idą za Tobą. Przyprowadź ich do mnie. Jeśli kochasz Lucyfera, daj mu ulgę na wieczność, dołącz do mojej walki, poznaj moje marzenia. Kochałaś Go, kochałaś tego ducha. Więc kochaj Go dalej, tak jak ja, tak jak kocha się każde stworzenie Boga. Jeżeli nie chcesz tego uczynić dla Adonai, to uczyń to dla Lucyfera. Uczyń to dla tego którego nazywałaś 'moraja'. Zapłacz nad nimi. Daj im prawdziwą miłość jakiej potrzebują. Jeżeli Go naprawdę kochasz, daj mu ulgę na wieki. On będzie Ci za to wdzięczny, nawet jeśli Ci tego nie powie. Był piękny, nie czyń go brzydszym, uczyń go piękniejszym. Zasługuje na to. Zasługuje na to żeby cierpieć mniej. Przez litość dla jego korony, która poniewierała się po świecie. Przez litość dla Jego klejnotów. Uwolnij Go od siebie. Bo jesteś gorszym duchem niż On. I ja też. On nie miał tyle szansy co ja. On nie miał tyle miłosierdzia co ja. Tak mi się wydaje. A jeżeli chcesz mu towarzyszyć, to ja za Tobą nie pójdę, aby było Ci lżej. Nie miałem dzieci tak jak Ty. Chcę z Tobą porozmawiać o tym co napisałaś. Chcę żebyś zajaśniała prawdziwym blaskiem. Żal mi Cię bo jesteś kobietą. Chcę Cię uratować od demonów. Odtrącę od Ciebie wszystkie które Ci towarzyszą. Spójrz na moje życie, dotychczasowe i teraz. Dlaczego nie pomyślałaś o tym co ja? Wszystko tylko na tym świecie... To poniżej twojej godności. Ty powinnaś być wiedzącą, jak Krastida Laksimi. Nie byłaś posiadaczką za życia. Byłaś nauczycielką posiadaczy. Nauczyłbym Cię jak być mocniejszą od posiadaczy. Nauczyłbym Cię prawdziwej mocy. Weź mój znak i broń się nim. Daj im ulgę."
 
      Może Gupta odnalazł pewnego uczonego, siedzącego w tłumnej, ciasnej, grząskiej, gęstej ciemności, gdzieś na jakimś dnie czegoś twardego. Postrącał demony broniące dojścia i postawił pole ochronne szerzej niż zwykle. I może powiedział mu, pokazując pierwszy diagram SSOLa: "Oto klucz do Kabały. Prawdziwe znaczenie sefir. Dowód, że miały sens. Użyj go. Ty to potrafisz. Ja się tym nie zajmowałem i nie wiedziałbym jak. Dlatego jesteś mi potrzebny. Przekonaj wszystkich tych, którzy Ci ufali. Odwiedź ich, odnajdź. Porozmawiaj z nimi, jak rozmawiałeś za życia. Będę Cię ochraniał w czasie tych podróży. Nie opuszczę Cię tutaj. Żal mi Cię, prosty pasterzu. Takim Cię kiedyś ujrzałem na jednym ze zdjęć. Jesteś ważny dla mnie. Jesteś ważny dla innych. Nie chcemy, żebyś zginął. W Szklanym Morzu jest dla Ciebie miejsce."
 
      Czy to możliwe? Czy to się się stanie? Czy pójdą za nimi? Czy przyjmie ich Bóg? Kto wie? To ich intymna rzecz. A tajemnica Boga jest jeszcze nie odkryta.
 
      Bóg Ojciec może powiedziałby o tym: "Nie będziesz mnie bić, szatanie. Nie będziesz mojego kosmosu zapełniać swoimi tworami. Jesteś dla mnie jak zepsuty sprzęt który odłożyłem na półkę. Nie mam na razie głowy do tego, żeby się nim zająć. Nie zniszczę go, nie przetopię na coś innego, nie będę z niego odzyskiwać surowców. Leży i czeka. I może się nie doczekać. Mogę już nigdy nie mieć ochoty do niego wrócić. Mogę o nim zapomnieć, bo będę zajęty ciekawszymi sprawami. Jestem wolny w tym co czynię. Jestem wolny w mojej pracowni. Jestem wolny w moich dziełach. Nikomu nie bronię żyć tak jak ja. Także tobie."
 
      . Autor z upodobaniem latał w swoich minecraftowych vimanach w towarzystwie pewmej mistyczki. Gniewał się na złe anioły, co obiecały jej nowy świat, nowe gwiazdy, a uwikłały w okropne zbrodnie. Nie podobał mu się osąd świata. Uważał że została oszukana przez anioły. Tak jak wiele czarownic przed nią. Nie ona jedyna. Ale ona to już szczegółnie. Bo w tym jej zwodzeniu była też mowa o technologii, o nowych światach. Coś w czym autor czuł się swojsko. Było mu jej żal, że obiecali jej kosmos. Spodobała mu się z wyglądu. Czuł żal żeby takie piękno się marnowało w piekle. Czuł o niej wzruszenie jak o dziewczynce co podeptała chleb, z bajki Andersena. Modlił się za nią. Być może sam, a być może z pomocą jednego chłopca z Rosji co miał objawienia, i marzył o ratowaniu dziewczynek, pomógł jej być może uzyskać ulgę w mękach piekła, o ile była w piekle. A być może wcale nie potrzebowała jego pomocy. Niezależnie od tego, fascynacja kosmosem i nowymi typami napędów była czymś o czym miał ochotę z nią rozmawiać. I być może nie tylko on. I chciał żeby była w niebie, nawet gdyby był tylko jedyną osobą która tego chce, ze świadomością i wobec wszystkich którzy ucierpieli przez drugą wojnę dwudziestego wieku. Był gotowy udzielić jej ze swojego działu w niebie, zakładając że się tam dostanie, i jeśli to byłby jedyny sposób aby ocalała. Ale może nie było tak pesymistycznie. Zapewne kochało ją wielu zbawionych. Przypisał ją do kategorii badaczek antygrawitacji.
 
 
038 tajemnica

      Autor siedział na szczycie wieży Disligara Gupty i rozmawiał z nim. Pytał:
      'Czy można zrobić w niebie łuk ze swojego żebra, z cięciwą ze swoich włosów? Czy można wysłać go w przeszłość, aby walczyć przeciw pierwiastkom duchowym zła? Czy Bóg potrzebował ofiary człowieka, aby był dla Boga bramą z nicości do istnienia? Czy Trójca Święta to troje ludzi, człowiek Jezus, człowiek Ojciec, i człowiek Duch Święty, którzy wszyscy troje żyli kiedyś każde pierwszy raz na pierwszym świecie, a potem poprzez zwoje czasu stali się jednym Bogiem? Czy w niebie będzie można mieć dzieci? Czy planety kosmosu zostaną zaludnione? Czy aniołowie będą mogli żyć w ciałach obok ludzi, równi ludziom? Co będzie w niebie takiego, że będzie lepsze niż seks? Czy będzie nowy kosmos? Czy będzie z takiej samej materii jak ten? Czy w niebie ludzie będą mogli stwarzać z nicości? Jakie geny będą ludzie mieli w niebie? Czy w ogóle będą mieli geny? Czy dobrze jest zadawać takie pytania? Czy są pytania, które na ziemi nie są dobre, a w niebie będą?'
      Gupta odpowiedział: "Promień poznania świeci na wszystkich. Człowiek nie jest ograniczony do jednego promienia." I dodał później, po kilku latach namysłu: "Szaleńcy są wrażliwi. Bywa że przeczuwają jakieś wielkie wydarzenia a ich umysł przetwarza to przeczucie na jakieś omylne wizje własnej wielkości. A tak naprawdę sam szaleniec nie jest ważny. Ważne jest tylko to co przeczuwa."
 
      Autor pytał dalej:
      'Tajemnica Boga jest większa niż wszystko co tu zostało opisane. To, w jaki sposób Bóg istnieje, dlaczego istnieje, jest pytaniem, które przewyższa wszystkie pytania dotyczące stworzeń. Stworzenie można będzie zrozumieć. A czy w niebie Boga będzie można zrozumieć? Czy to jest w niebie możliwe? Czy właściwym jest zadawanie tego pytania?
      Ani oko nie słyszało, ani ucho nie widziało, ani w serce człowieka nie weszło, jaki jest Bóg. Można sobie wyobrażać jakie byłyby i jakie może będą możliwe stworzenia, ale Boga nie ma sobie jak wyobrażać. Nie ma na podstawie czego.
      Żywy ogień wśród klejnotów otoczony sześcioskrzydłowymi, czterotwarzowymi i kółkowatymi aniołami. Sześcioskrzydłowe, czterotwarzowe i kółkowate z radości, wdzięczności i zachwytu. Światło o nieskończonej luminancji. Niewyczerpalne źródło energii. A jeżeli wizją Boga jest wszystko co można w niebie zobaczyć? Widok ukochanej ludzkiej twarzy? Diagram historii wszystkich wynalazków na ziemi? Projekt idealnego komputera w kosmosie, gdzie pi równa się 3,13? Może to wszystko jest sposób w jaki człowiekowi ukazuje się Bóg? Jeżeli jesteśmy punktem na Jego nieskończonej płaszczyźnie?
      Wierzę, że w niebie będzie twórczość, ruch, przemiana, czas, doskonalenie się, wzrastanie. Będzie wybór między dobrem i lepszym dobrem. Nie będzie przymusu wyboru lepszego dobra, bo wszystko będzie dobre. Każdy wybór będzie dobry. Wierzę, że wizji Boga nie da się skopiować, utrwalić, zabrać, mieć bez Niego. To chyba tak samo, jak tutaj na ziemi nie można mieć kochającej kobiety bez człowieka. Pewnie to co na ziemi, ma nas uczyć o tym co w niebie. Przygotować do tego. Czy dobrze myślę?'
      Gupta nic nie odpowiedział. Przecież był wymyślony.
     
      Za czasu swego ziemskiego życia autor pytał także:
      'Obserwatorzy oddali mimowolnie hołd stworzeniu człowieka. Chcieli być jak ludzie. Zabrakło im tylko pokory. A może Bóg by im dał, jak Tamar dla Absaloma? Gdyby zaczekali na swój czas i poprosili? Skoro to było wykonalne to dlaczego niby dopuścił taką możliwość?
      To diabeł wymyślił limit populacji. Może nawet dosłownie, zanim powstali ludzie? Zapatrzył się za bardzo, zachwycił, wszystko chciał rozumieć w kategorii zwierząt? Jednak nawet zezwierzęcony to chwała dla stwórcy zwierząt. Pomimo tego że może powiedział Bogu: wolno Ci zrodzić tylko tyle a tyle moich braci, i nie oddawaj tej władzy zwierzętom. Ludzie to była nowość.
      A może wieczność to brak stałych liści w drzewie zrodzenia? Dzieci które będą rodziły się zawsze? I każdy dostanie swoją szansę na pełnię szczęścia? A chóry zbawionych z ziemi to będą pierwsze rody kosmosu? A ci z piekieł będą stopniowo wracali z wygnania?
      Może powiedzą kiedyś: Mądra byłaś matko Ewo, że chciałaś poznać zło zawczasu, zanim twoje dzieci wyjdą poza pierwszy świat?'
      Gupta nawet nie mógł nic nie odpowiedzieć. Jeszcze nie zaistniał.
 
      Czy anioły rodzą się z łez Boga? Czy anioły powstają gdy Bóg je nazywa? W jaki sposób Bóg stwarza ducha, anioła i człowieka? Czym jest duch? Czym jest anioł? Maszyną, organizmem, czy osobą? Bo jeżeli maszyną to ich grupa tworzy system operacyjny. Jeżeli organizmem to ich grupa tworzy stado, jak stado smoków Natsunkahatsenara. A jeżeli osobą to ich grupa tworzy zespół, może być armią a może być brygadą budownicznych, zespołem uczonych, towarzystwem twórców.
      Jakkolwiek to jest, Jezus jest Panem, czyli jest panem zastępów anielskich. Gdy prosi się Go "Jezu Ty się tym zajmij" to On ma to komu zlecić.
 
      . Pewna mistyczka być może pytała Autora: "~Pod jakim kątem lata Merkaba? Jaką moc ma jej nieskończoność wymiarowa i jaki to ma interfejs? Ile klatek na sekundę implementuje Kaaba-Tardis-Powielacz-Światów? Czy mogę zrobić dla mojego dziecka pieluchę z tkaniny Ein Sof?"
      Autor wtedy odpowiedziałby jej: '~Ubrania nosili czasem tylko dlatego że nowa planeta miała jeszcze nieuregulowany klimat, oraz dlatego że pewne rzeczy było wygodniej nosić w kieszeniach, lub na zaczepach pasa lub uprzęży. Oczywiście do próżni też potrzebowali ubrań. ~Smoki przejęły tą umiejętność od ssaków naczelnych. Ich ubraniem były łuski. Były w stanie tworzyć z łusek cokolwiek. Stanowiły zywe fabryki. Pożądany przedmiot wyrastał jako kolejna forma łusek. Smoki umiały zrzucać skórę jak węże. Zrzucona skóra mogła mieć różną formę. Mogła być drewnem, metalem, kością, skałą, chipem, antygravem, antymaterią, quasimaterią. ~Ślimaki nauczyły się tego od smoków. Gdy szły przez kosmos, zostawiały śluzowaty tunel. Po którym mogły poruszać się inne stworzenia. Robaki Gupty były podgatunkiem ślimaków. Bożym prototypem użytym do tworzenia jednomiejscowych tuneli. Slimak poruszał się gdzie chciał. Podróżować można i na maszynie i na zwierzęciu. Smoki były połączeniem maszyny i zwierzęcia, ale dominujące było zwierzę. Maszyna była w nich pochodną zwierzęcia. Natsunkahatsenar dał je Gupcie i na ich bazie powstał Feniks Stworzenia. ~Merkaba-Kaaba-Tardis to urządzenie jakie Gupta wymyślił w geosferze na Wenus. Była jego narzędziem do tworzenia alej backupów, blokiem vimany. A wiesz, ja zaczynam woleć vimanę od hauru, ściany można zawsze opuścić, lot na świeżym powietrzu jest najlepszy. ~Rozdzielczość temporalna mkt jest dowolna, ale w zasadzie nie chce się trzymać tylu kopii. Ludzie uzgodnią co chcą mieć na ramieniu Oriona. I czy w ogóle te kopie mają być w Drodze Mlecznej, a czy może też kopiować galaktykę od razu. Prawdopodobnie to pójdzie pokoleniami. Albo w ogóle pierdolnik z edycją przetrzeni. Nie wiem. To od ludzi i aniołów zależy co sobie zbudują. Po to są. Wysoka Rada zadecyduje. Ja jestem za głupi. Ja tylko trochę umiem lutować. ~Tkanina Ein Sof jak najbardziej. Skoro można Maryję poprosić o rąbek płaszcza. To się regeneruje. Świeci, nie trzeba jej prać, pewnie leczy. Myślę że to będzie standard, jeśli będzie. ~Kąt zależy od fizyki. Moce pewnie się dobudowuje w miarę potrzeby, zawsze można schować się wyżej. ~Interfejs ludzki, bo Jezus jest człowiekiem. A może nie. Nie wiem.' 憤怒
 
04 posłowie

      To jest pierwsza wersja powieści. Zalążek. Fragmenty, które miałem gotowe jako prozę. W kolejnych wersjach będę dodawał akapity. Może coś zmieniał. Może dotychczasowy tekst będzie w nich opcjonalnie wyświetlany kursywą. Widzę teraz, że najłatwiej pisać mi tak, jak programista pisze kod. Top-down i bottom-up. Obiektowo. Stopniowo implementując. Nie wiem jeszcze jak to się rozwinie. Początkowo była to historyjka do obrazków, które chciałem ułożyć w jakiejś kolejności. Która maszyna musi być zbudowana przed którą. Nie wiem czy nauczę się pisać prozę tak jak inni. Widzę, że na razie to są głównie dialogi.
      Morał całości ma być taki: Nie wiemy, co jeszcze można odkryć w dziedzinie fizyki, ale Bóg zna kres możliwości takiego odkrywania. Gdybyśmy nie upadli tak wcześnie, zdążyli bardziej dojrzeć, lepiej znieślibyśmy nieuniknione zetknięcie się ze złem. Może nasze fantazje o magii mogłyby się spełniać w takiej rzeczywistości. A tak jak jest, to wszyscy jesteśmy jak wykorzystane dziecko. Jeżeli jest możliwe puste piekło, to może wysiłki zbawionych po sądzie ostatecznym są jakąś drogą do jego osiągnięcia.
      Wymyślona przeze mnie runa drzewa czasu, runa derte, symbolizuje wykres gałęzi temporalnych w układzie z osią poziomą 'moralność' i pionową 'czas'. Są to kolejno od lewej: Gupta, autor, Natsunkahatsenar, opowieść Antrina. Może druidzi, którzy są w niebie, uznają ją za godną dołączenia do istniejących dwudziestu czterech.
      [ StarCraft II - Wings of Liberty
Othalan - Kowal Najpierw kowal potem maszyny. To nie jest złe. ]
      170207

 
05 glosariusz nazw

      Zacząłem dodawać ilustracje ze swoich 'castingów', takiej pisarskiej techniki kreatywnej, dobierania na wyczucie obrazów dla pierwowzorów postaci. Na liście dla nazwy są odsyłacze do akapitów, gdzie występuje. Tak dla mnie samego ciekawie na to tak popatrzyć. W sumie to jest spis ilustracji głównie. Cześć na razie prowizorycznie, bo nie do wszystkiego mam tekst. I jakoś na razie nie mam facetów w ilustracjach. Tu by mi chyba jakaś kobieta musiała pomóc z wyborem. Może Ty, czytelniczko? A zresztą... Gazet do tych obrazków też sam nie wybierałem...
      Nie wiem jak tu zrobić sensownie tą nawigację do przeglądania w gołym htmlu, więc na razie jest z "target blank", to otwiera link w nowej karcie.
      210528
 
      Arica Kelmentari - badaczka ete     01 02 03 04 05
      Adria Senr - jezdziec
      Krada Het, Sidara Laksi, Zamira Perenzi - badaczki gen
      Katriona Malikar - nauczycielka psi
      Vidara Semes - jezdziec
      Adria Senr matka Adrii Senr, Amra Hamen, Sirana Helen, Madra Hazen - jeźdźcy smoków
      Trzecie stado Natsukahatsenara, używały jego smoków także.
      Detra Geni, Geri Atri, Gotra Aden, Karisha Daksi - zabójczynie
      Grupa jeszcze nie sprecyzowana fabularnie w tekście, tylko zarys koncepcji, generalnie jakby wojowniczki ale bez smoków, jakoś chyba współpracujące z Disligarem, albo fabularnie niekoniecznie, niezależne, coś jakby mandalorianie mordercy, Leon Zawodowiec coś jakby, tylko na wielu światach. Jeszcze złodziejki bym dodał. Te zabójczynie to też coś jakby Bene Gesserit albo Wielkie Matki, tylko takie bardziej perfidne, używające sexpionage też. (Kurczę, dla tego tytułu to warto ponownie neflix wykupić...)
      [ Enya warny mężczyzna ]


 
  minddancer


home